Trzy euroligowe lekcje naszych koszykarek

Hiszpania, Węgry i wczoraj Czechy - porażka w Pradze 79:96. Zadebiutowaliśmy w Eurolidze od bolesnych nauk, które mają zaprocentować już w najbliższą środę w historycznym starciu w Gorzowie.
Trzeci z rzędu euroligowy wyjazd wypadł drużynie KSSSE AZS PWSZ do Pragi. Z Gorzowa to "tylko" ok. 420 km - bliżej niż na niektóre mecze ligowe w kraju. W czeskiej stolicy nie mogło więc zabraknąć naszych kibiców, którzy wczoraj, w sile kilkudziesięciu osób, mocno dopingowali nasze akademiczki. - Wyjazd faktycznie najmniej uciążliwy, ale kto wie, czy z dotychczasowych nie najtrudniejszy - przestrzegał trener Dariusz Maciejewski, który wraz z zespołem wcześniejsze porażki w Hiszpanii i na Węgrzech przyjął z pokorą. - Drużyna z Pragi imponuje składem personalnym. Co nazwisko to europejska lub amerykańska gwiazda. Mimo przegranej u siebie z hiszpańskim Rivas Ecopolis, wciąż wygląda mi na jednego z faworytów naszej grupy.

Zaczęliśmy mecz budująco. Wydawało się, że nasi fani, spokojnie przekrzykujący kibiców gospodarzy, naprawdę uskrzydlą gorzowianki. Mieliśmy na koncie 4 pkt po rzutach Izabeli Piekarskiej i Ludmiły Sapowej, a czeska ekipa żadnego. Niestety gospodynie szybko wyszły na prowadzenie 5:4 po "trójce" Greczynki Evanthii Maltsi - MVP ostatnich mistrzostw Europy seniorek - i nie oddały go do końca spotkania.

Największe problemy koszykarki KSSSE AZS PWSZ miały w pierwszej połowie pod tablicami - tam szło większość podań zawodniczek z Pragi. Po głowach przede wszystkim skakała nam doświadczona Łotyszka Ieva Kublina (193 cm) - w 20 min: 16 pkt i 8 zbiórek, mocno wspomagana przez Amerykankę Cathrine Kraayeveld (193 cm) i swoją rodaczkę Zane Tamane (200 cm). W meczu przegrywaliśmy do przerwy 30:48, w zbiórkach aż 14-28. Po prostu przepaść. U nas na wyróżnienie zasłużyła Agnieszka Kaczmarczyk (13 pkt), za to bardzo brakowało punktów kapitan Justyny Żurowskiej, która dawała zbiórki, asysty oraz przechwyty, ale kosza nie zdobyła żadnego. Nie miała też wczoraj najlepszego dnia nasza rozgrywająca Sam Richards, zbyt często tym razem gubiąca piłkę (6 strat w tym meczu).

W drugiej części, a właściwie w czwartej kwarcie, zespół z Pragi dokonał niecodziennego wyczynu. Gospodynie trafiły siedem "trójek" z rzędu! W całym spotkaniu aż 15, jakby chciały udowodnić, że nie tylko potrafią skutecznie grać blisko kosza, ale są zespołem kompletnym.

A gorzowianki? Na pewno nie ulękły się rywalek, tak jak we wcześniejszych spotkaniach w Europie walczyły do końca. I gdy tylko wracała skuteczność, odrabiały straty - 71:58 dla Czeszek na początku ostatniej części gry. Pojedynek po przerwie wygraliśmy z naprawdę mocnym rywalem jednym punktem. Zdecydowanie poprawiliśmy się we wszystkich statystykach. 44 proc. celnych rzutów to już jest wynik euroligowy, tylko potrzebujemy tak nastawionych celowników w całym spotkaniu, a nie jego części. Wtedy, w najbliższą środę w pojedynku z francuskim Bourges - to będzie debiut gorzowskiej hali w Eurolidze - może wydarzyć się naprawdę wszystko.

ZVVZ USK PRAGA - KSSSE AZS PWSZ GORZÓW 96:79

KWARTY: 23:13, 25:17, 23:24, 25:25.

ZVVZ: Kublina 16 (1x3), Maltsi 14 (4), Le Drean 10, Whalen 7 (1), Tamane 4 oraz Kraayeveld 18 (4), Elhotova 25 (5), Kireta 2, Bednarova 0.

KSSSE AZS PWSZ: Kaczmarczyk 20 (2x3), Piekarska 17 (1), Sapowa 13, Żurowska 9, Richards 4 oraz Spencer 14 (3), Dźwigalska 2, Dureika 0, Vidacić 0.