Sport.pl

Sukces w Eurolidze to kwestia czasu, a w lidze musimy wygrać w sobotę

Na początku euroligowej drogi zostawiliśmy zwycięstwa w Hiszpanii i na Węgrzech. Po drugim występie gorzowski zespół koszykarek dał jednak nadzieję na rychłe międzynarodowe zwycięstwo, bo kolejne sukcesy w kraju to tylko kwestia czasu.
Po pierwszej kwarcie remisowaliśmy na Węgrzech z Euroleasingiem Sopron - czwartym zespołem Euroligi w poprzednim sezonie - 18:18. Później jednak zgubiło nas to samo, co tydzień wcześniej podczas spotkania w Hiszpanii - przestoje. Bardzo młoda, ale już utytułowana drużyna węgierska wypracowała sobie bezpieczną przewagę dzięki dwóm seriom punktowym. Nasze akademiczki zażarcie biły się do końca, zniwelowały część strat. - Przegraliśmy, ale ważne, że wyciągnęliśmy wnioski - opowiadał trener KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski. - Może to dziwnie zabrzmi, ale w obu spotkaniach pokazaliśmy, że gramy z drużynami w naszym zasięgu. Potrzeba nam jednak trochę ogrania, euroligowych doświadczeń. Debiutant jak widać ma pod górkę, tym bardziej, że na otwarcie trzy razy walczy na wyjeździe. Myślę jednak, że w następnym tygodniu, w starciu z silną Pragą, możemy postarać się o niespodziankę.

Co z przegranej 64:78 gorzowska drużyna wyniosła pozytywnego? Na pewno zostaną w pamięci niezłe fragmenty spotkania, o których mówił nasz szkoleniowiec. Byliśmy o niebo skuteczniejsi niż w Hiszpanii (prawie 50 proc. z gry), lepiej czytaliśmy atak rywalek, choć w tym mamy jeszcze duże rezerwy. Musimy też bardziej szanować piłkę, bo robiąc aż 23 straty (prawie dwa razy więcej od Euroleasingu), trudno o zwycięstwo. No i przede wszystkim te porażki w żaden sposób nie powinny zachwiać naszego morale. Wyciągnijmy kolejne nauki i dalej walczmy. Czy wyjdziemy z grupy, czy nie, na pewno w Eurolidze czeka nas pozytywny czas dla KSSSE AZS PWSZ. W domu, albo jeszcze na wyjeździe pokażemy ile jest warta gorzowska koszykówka, a wiemy doskonale, że nie jest taka ostatnia. W nowej, o wiele bardziej wymagającej rzeczywistości trzeba po prostu spokojnie się odnaleźć.

Ważne słowa po meczu z Euroleasingiem powiedziała nasza kapitan Justyna Żurowska, fantastycznie grająca w czwartej kwarcie (13 z 15 swoich punktów, tą część wygraliśmy 20:15). - Dla nas to już jest pełnia szczęścia, że możemy pierwszy raz w historii naszego klubu odwiedzać, a potem gościć w Gorzowie, tak uznane firmy jak Sopron, walczące w Eurolidze od wielu, wielu lat, nawet w samych finałach. Po takich meczach, walcząc do końca wiesz, że stajesz się lepszy. Przez coraz dłuższe momenty równasz do najwyższego, europejskiego poziomu. Przegrywamy drugi raz, ale nie czujemy się przegrane. Za chwilę przecież czeka nas kolejny mecz, następna szansa na poprawę.

W Pradze zagramy w najbliższą środę, ale najpierw musimy na chwilę wrócić do kraju i w swojej hali bezwzględnie postarać się o ligowe zwycięstwo numer osiem (w Polsce KSSSE AZS PWSZ jest jedynym niepokonanym zespołem w ekstraklasie), aby w ten sposób wrócić na czołowe miejsce w tabeli. W sobotę o godz. 18 w hali PWSZ przy ul. Chopina zagramy z ROW Rybnik. Rywalki w siedmiu meczach odniosły zaledwie dwa sukcesy. Korzystają z usług kilku średniej klasy Amerykanek, mają także w składzie doświadczoną, znaną z występów w Poznaniu Monikę Siborę oraz jedną z bardziej utalentowanych koszykarek młodego pokolenia 24-letnią Katarzynę Krężel. Te zawodniczki spowodują, że dobrych zagrań na pewno w weekend w Gorzowie nie zabraknie, ale inny wynik niż zwycięstwo gorzowianek trudno sobie wyobrazić.