Koszykarki chcą szybko kolejnej szansy. Dostaną ją w środę

Historyczny mecz w Hiszpanii, a właściwie jego pierwsza połowa, zupełnie nam nie wyszedł. - Byłyśmy strasznie zestresowane i przez to nieskuteczne, nie możemy się doczekać kolejnego występu, aby się poprawić - stwierdziła Amerykanka Sidney Spencer.
Najwięksi optymiści jechali wraz z gorzowskim zespołem na historyczne starcie w Eurolidze po pewne zwycięstwo. My jednak ostrzegaliśmy, że nowicjusz w tych rozgrywkach może mieć pod górkę i nie ma nic do rzeczy, że w polskiej lidze jesteśmy niepokonani, a przez ostatnie dwa sezony zdobywaliśmy doświadczenia w Pucharze Europy FIBA.

Mecz w Hiszpanii z Rivas Ecopolis potwierdził, że w Eurolidze przyjdzie nam walczyć na zupełnie innym poziomie (pierwszy rywal teoretycznie miał być najsłabszym w grupie), gdzie przez nieuwagę i słabszy moment nie stracisz jednego, czy dwóch koszy. Będzie zdecydowanie gorzej - rywalki natychmiast rozstrzygną losy spotkania. - Gospodynie bardzo mocno broniły, a my w swoim debiucie mieliśmy kłopoty, aby porządnie wejść w mecz - opowiadał trener KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski. - Gdy w końcu zaczęliśmy grać na przyzwoitym poziomie, było już za późno.

Nasz szkoleniowiec mówił o trzeciej, udanej kwarcie, którą wygraliśmy 19:14. Do przerwy przegrywaliśmy jednak aż 27:49. Zakończyliśmy pierwszą, fatalną połowę ze skutecznością 28 proc. Po naszej stronie chwalić nie było kogo - bardzo to przykre, ale niestety prawdziwe. - Zawiodłyśmy w ataku, nie trafiałyśmy nawet z najłatwiejszych pozycji, stąd taka przewaga o wiele lepiej dysponowanych przeciwniczek - opowiadała grająca w barwach KSSSE AZS PWSZ Amerykanka Sidney Spencer, jedna z dwóch naszych koszykarek z euroligowym doświadczeniem. - W końcu jednak ruszyłyśmy w pościg, przede wszystkim dzięki agresywnej defensywie. Odrobiłyśmy wiele strat. Niestety w czwartej kwarcie nadszedł także czas Hiszpanek i tej serii punktowej nie byłyśmy już w stanie powstrzymać.

Ostatecznie przegraliśmy europejski debiut 60:85. W ekipie Rivas Ecopolis (ponad 50 proc. skuteczności z gry) rządziła i dzieliła trójka, która prawie przez cały mecz przebywała na boisku: rozgrywająca Clara Moreno (12 asyst, cały gorzowski zespół - 14), reprezentantka Hiszpanii Anna Cruz (16 pkt) oraz ostro bijąca się pod koszami Amerykanka Crystal Langhorne (15 pkt i 8 zbiórek). One plus dwóch superstrzelców - Jelena Dubljević (18 pkt) i Catherine Joens (12 pkt rzutami za trzy w 15 min) nie miały żadnych kłopotów, aby rozbijać naszą, zawsze tak skuteczną strefę. Nie marnowały też żadnej okazji do zdobycia łatwych punktów z kontry. O dziwo w tym spotkaniu lepiej broniliśmy i odrabialiśmy straty systemem "każdy swego". Czy w tych rozgrywkach trudno będzie znakomicie wyszkolonym rywalkom przeciwstawić skuteczną obronę zespołową, przecież nasz znak firmowy? Przekonamy się w następnych pojedynkach. 85 straconych punktów to na pewno za dużo, aby myśleć o sukcesie. Na razie w grupie C KSSSE AZS PWSZ zajmuje ostatnie miejsce, z najgorszym bilansem koszy. Przyznajmy jednak, że po pierwszej połowie zapowiadało się na o wiele większe kłopoty. - Przed nami kolejne mecze, jeszcze przynajmniej dziewięć szans, w tym połowa w domu, w których musimy wyciągnąć wnioski z tego bolesnego doświadczenia - mówili zgodnie trener Maciejewski i Amerykanka Spencer. - Hiszpankom na pewno zrewanżujemy się w naszej hali, gdzie nie pozwolimy im na takie zdobycze punktowe. Wcześniej jednak ruszamy na pojedynki na Węgry i do Czech [drugi mecz KSSSE AZS PWSZ w Eurolidze z Euroleasingiem Sopron w najbliższą środę - przyp. red.]. Oba zespoły w pierwszej kolejce zwyciężały. Teraz my, mając w pamięci to dobre, co pokazaliśmy w drugiej połowie, chcemy zaprezentować się z zupełnie innej strony niż na inaugurację.