Obrona lidera opłaci się naszym koszykarkom

Trener KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski twierdzi, że każdy sukces można zaatakować nawet z czwartego miejsca w tabeli. Historia ostatnich lat pokazuje jednak coś innego. Masz lidera, masz mistrza - tak to się układa. Dlatego od dziś trzeba skupić wszystkie gorzowskie siły na obronie czołowej lokaty.
Nasze akademiczki awansowały na pierwszą pozycję w ekstraklasie po łatwej wygranej 104:60 w Bydgoszczy. Są w tej chwili jedynym niepokonanym zespołem w lidze. W sobotę o godz. 18 we własnej hali zmierzymy się z Odrą Brzeg.

Poznań, Toruń, Pruszków, Brzeg, Rybnik, Leszno, wreszcie Kraków i Gdynia - będziemy mieli okazję potknąć się w sezonie zasadniczym jeszcze kilka razy. Przez całe rozgrywki bez żadnej wpadki to marzenie idealistów. Z drugiej strony nasi najgroźniejsi rywale w wyścigu o czołową pozycję już poznali smak porażki, dali nam ważny handicap - komfort wkalkulowania mimo wszystko jakichś strat. Trener KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski na razie bagatelizuje dotychczasowe rozstrzygnięcia. Uważa, że tak naprawdę składy Wisły, Lotosu, czy CCC Polkowice wciąż są budowane, a przecież jego zespół w poprzednim sezonie przedostał się do finału z trzeciej pozycji w tabeli. Prawda! My jednak tym razem nie chcemy tylko zaistnieć w meczach o złoto (ostatni finał przegraliśmy 1-4). Naszym celem powinna być walka do końca o mistrzostwo.

Jakie to jest znacznie prostsze z pierwszej lokaty, gdy masz w ręku przewagę własnego boiska, pokazuje przeszłość. W ośmiu ostatnich sezonach zwycięzca fazy zasadniczej zabierał mistrza Polski aż siedem razy! Ta reguła została złamana tylko w 2008 r. Pamiętamy jednak co to był za finał. Wisła w dramatycznych okolicznościach wygrała z Lotosem 4-3. W ostatnim spotkaniu wszystko układało się po myśli gdynianek. W ostatniej sekundzie wariackim rzutem za 3 pkt do dogrywki, a potem do złotych medali poprowadziła Kraków, wtedy gwiazda naszej ligi Anna DeForge.

Od najbliższego czwartku KSSSE AZS PWSZ pierwszy raz w historii zacznie przechodzić euroligową szkołę charakterów. Dojdzie nam aż dziesięć naprawdę ciężkich spotkań, lotnicze i autokarowe podróże, brak czasu na odpoczynek i porządny trening - takie same obciążenia dojdą Wiśle i Lotosowi, te kluby też walczą w Europie. Oczywiście nie narzekamy, że tutaj się znaleźliśmy, bo występy w Eurolidze to znak, że Gorzów dotarł na najważniejsze koszykarskie salony. Tam jednak ciężko będzie budować mentalność zwycięzców. Marzymy o wyjściu z grupy, ale trzymajmy się również priorytetów.

Dotychczasowe wyniki naszych akademiczek świadczą, że energii i ambicji powinno wystarczyć nam na oba wyzwania - mamy wyrównany, szeroki skład i koszykarki, dla których prawdziwym sukcesem będą dobre występy w Madrycie, Pradze, czy Koszycach, a nie zwycięstwa z beniaminkami z Bydgoszczy, czy Pruszkowa. W Europie mimo wszystko karty będzie rozdawał ktoś inny. Gorzowski team to wciąż nie ten budżet i sportowa siła na ważne międzynarodowe sukcesy. Z powodzeniem jednak, mając możliwość, w razie potrzeby, zimowego dozbrojenia się, możemy wygrać to co jeszcze mamy do wygrania w Polsce. Już teraz uważnie pracujmy na wspaniałą wiosnę. Nie przegapmy tego. W sobotę pierwsza przeprawa w obronie lidera.