Sport.pl

Jerzy Synowiec: 20 tysięcy pustych miejsc

Srebrny medal Tomasza Golloba cieszy mnie bardziej niż średnio. Znacznie mocniej radowałoby mnie to, gdyby był prawdziwym liderem Stali Gorzów w rozgrywkach ligowych i poprowadził nasz zespół do finału play-off.
Tak naprawdę liczy się tylko liga. Ona jest światowym ewenementem, ona napędza zainteresowanie żużlem w Europie i ona gromadzi na stadionach tłumy widzów. Chciałbym, aby to Tomasz Gollob wskazał władzom Stali kogo chciałby mieć za partnerów w zespole, aby walczyć o tytuł w rozgrywkach ekstraligi. Przeczytałbym także z nim wywiad w gorzowskiej prasie na temat, dlaczego pomimo ogromnych nakładów finansowych nasza Stal dostaje takie baty i drugi rok z rzędu zajmuje ledwie szóste miejsce. Chciałbym też od władz klubu usłyszeć rzetelne podsumowanie sezonu, bo od jego końca w Gorzowie (sierpień) upłynęły już dwa miesiące, a na ocenę nikt się nie odważył. Miast tego widzimy nieustanne pomachiwanie szabelką pod adresem Zielonej Góry, które ma zatuszować fiasko zapowiedzi prezesa klubu o medalu.

Teraz dochodzi jeszcze propaganda sukcesu związana z otrzymaniem przez Gorzów półfinału DPŚ (w dalszej przyszłości finału), co tak naprawdę jest triumfem mocno wątpliwym. Nie tylko dlatego, że w przeszłości Gorzów już taką imprezę (w latach osiemdziesiątych) organizował, ale przede wszystkim, że drużynówka przy Grand Prix to pikuś i żadna promocja miasta. Na półfinał trzeba będzie ustalić ceny biletów na 5 zł i przymusowo dowozić dzieci z okolicznych wiosek, żeby jako tako zapełnić stadion. W sytuacji kiedy o zdobyciu pucharu myślą na serio dwa, trzy kraje, trudno traktować taką imprezę jako "największą sportową imprezę w historii miasta". Jazda w finale play-off to dziesięć razy większa promocja Gorzowa niż finał DPŚ i żadne propagandowe zaklęcia tego nie zmienią.

Zapowiedź organizacji DPŚ wiąże się z ochotą powiększenia stadionu Stali. Pytam: po co? Obecny, ładny przecież obiekt w ciągu dwóch lat swojego istnienia zapełnił się ledwie raz, czy dwa razy i to też bez przesady. Jeśli miasto ma pieniądze na obiekty sportowe to niech jedynie pomoże w dalszej modernizacji stadionu - przede wszystkim w budowie porządnych parkingów, resztę kasy przeznaczając nie na rozbudowę trybun, a na poprawę estetyki okolic - ulice Śląską, Towarową, Fabryczną i Waryńskiego. Stadion na 20 tys. miejsc jest miastu zupełnie niepotrzebny, będzie wiecznie dołująco pustawy, tak jak trybuny w Częstochowie, Lesznie, czy Wrocławiu. Pomyślmy raczej o szybkiej budowie hali dla koszykarek, bo to one ostatnio są wizytówką sportową miasta, czy stadionie piłkarskim. Żużel swój obiekt ma. Trzeba w niego ładować nie tyle kolejne pieniądze, ale tchnąć ducha sportu i rywalizacji dla Gorzowa. Pakowanie kasy w imprezę, którą będzie uważać za prestiżową tylko szefostwo klubu, które chce dla siebie pomnika to nieporozumienie. Pomnikiem może być nie nieprzyzwoicie rozdęty stadion, ale uszanowanie tradycji i złoty ligowy medal.

Kocham żużel, ale nie ma mojej zgody na propagandę i wciskanie kitu z jednoczesnym pomijaniem innych dyscyplin. Wolę jechać na obecny stadion ulicami, które nie dołują psychicznie i widzieć, że również gorzowscy bokserzy mają wreszcie normalne warunki do treningu. Apeluję do radnych miasta: nie gódźcie się na wydawanie gigantycznych pieniędzy na fanaberie kilku ludzi. Pomyślcie raczej o wszystkich gorzowskich sportowcach.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali