Sport.pl

Kanty barażowe

Z początkiem kwietnia bieżącego roku rozpoczęły się zmagania w teoretycznie najsilniejszej lidze świata. Żużel w naszym kraju to najlepsi zawodnicy, największe pieniądze, mnóstwo obserwatorów na trybunach i niespotykanie duża presja. Liga miała być długa i wyrównana, prowadząca do emocjonujących finałów i meczów z nożem na gardle, czyli baraży.
Mamy październik, miesiąc na który czekali obserwatorzy, kibice i dziennikarze. Okazuje się, że poza finałem Falubazu z Unibaksem nagle jest po sezonie. Z udziału w barażach o ekstraligę wycofał się łotewski Lokomotive Daugavpils. Jak mają czuć się sympatyczni kibice Stali Rzeszów, dla których walka o powrót do elity byłaby prawdziwym świętem? A Łotysze powiedzieli "pas" i śmieją się z nas, bo nawet jednej łaty kary nie dostali. Po co więc przystępowali w ogóle do rozgrywek pierwszej ligi? Od przyszłego sezonu zmieniłbym nazwę naszych zagranicznych rywali na "Pies ogrodnika Daugavpils". Ciekawe, czy podobną strategię obejmie beniaminek z Węgier - Speedway Miszkolc.

Jeszcze ciekawiej zrobiło się na dnie pierwszoligowej tabeli. Zgodnie z obowiązującym regulaminem, składy drużyn Łodzi i Ostrowa opublikowano już w środę poprzedzającą baraż o pierwszą ligę. Tymczasem w czwartkowy wieczór okazało się, że nie Ostrów, a Grudziądz będzie walczył o utrzymanie. Zespół z wielkopolski ma zostać zdegradowany do drugiej ligi, ponieważ Trybunał Polskiego Związku Motorowego precyzyjniej niż GKSŻ określił, gdzie kończy się park maszyn na Stadionie Miejskim w Ostrowie. Jednak to nie koniec. Włodarze Klubu Motorowego już zapowiadają odwołanie do Trybunału Arbitrażowego przy Polskim Komitecie Olimpijskim. Degrengolada totalna. Może o przepychankach na szczeblu zaplecza polskiego żużla dowiedzą się i w Trybunale Sprawiedliwości w Luksemburgu.

Podsumowując barażowe kombinacje wychodzi na to, że całoroczny wysiłek pozbawiony został sensu. Cwaniactwo łotewskich działaczy czy prawdopodobny spadek ostrowian jest porażką obowiązujących regulaminów. Z kolejnymi sezonami coraz więcej mówi się i pisze o przepisach zabijających żużel. Ich liczba wzrasta. Nie obwiniałbym jednak tylko twórców owych zasad. Problem w tym, że mamy w Polsce prezesów i działaczy, których horyzont wieńczy czubek własnego nosa. Żaden regulamin doskonały nie będzie dopóki kierujący klubami nie zrozumieją, że muszą przemyśleć, uchwalić i przestrzegać przepisów. Przy ustalaniu zasad obecni są oczywiście przedstawiciele poszczególnych klubów, jednak jadąc na posiedzenie wspólników Speedway Ekstraligi już chytrzą jak obejść przepis, za którym podniosą rękę.

Kolejnym kamieniem do ogródka są terminy finałowych meczów o mistrzostwo Polski. Oczywiście jakieś powody październikowych dat się znajdą, ale na zdrowy rozsądek po co robić zawodnikom tak długie przerwy, doprowadzać do jeszcze większego ryzyka deszczu i w końcu skazywać kibiców na oglądanie najważniejszych meczów w temperaturach niemal zimowych? Wszystkie niedociągnięcia i gafy wynikają z niedomówień i głupich ustaleń regulaminowych.

Jacek Dreczka - rzecznik Stali Gorzów