Nasza słabość do żużlowców fińskich, norweskich i rosyjskich

Kluby żużlowe z Zielonej Góry i Gorzowa różni bardzo wiele, ale dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę na łączącą je ciekawostkę. Mowa jednak będzie nie o dawnym transferze Bolesława Procha, głośnym przejściu Piotra Śwista, czy Jasonie Crumpie lub Billym Hamillu, którzy startowali w obu lubuskich klubach. Otóż Falubaz i Stal jako nieliczne kluby z łatwością sięgały po żużlowców fińskich, norweskich i rosyjskich, którzy w ostatnich latach nie cieszyli się wielką renomą.
Mało kto wie, ale Rune Holta, jeszcze jako nieopierzony junior, w 1991 r. podpisał kontrakt z ówczesnym Morawskim i czekał z utęsknieniem na swoją szansę występu ligowego, która jednak nigdy nie nadeszła. Niepodważalną wszak pozycję w klubie mieli wtedy Jimmy Nilsen i Lars Gunnestad. Ten ostatni zapowiadał się naprawdę znakomicie, trochę tylko starszy od Holty imponował opanowaniem i odwagą na torze. Dzisiaj żużlowego rzemiosła uczy się jego piętnastoletni syn, który pewnie tylko marzy o założeniu w przyszłości ekstraligowego plastronu z Myszką Miki. Przeciwieństwem solidnych i poukładanych Norwegów byli beztroscy Finowie - Kaj Laukannen startujący w Zielonej Górze oraz Joonas Kylmaekorpi jeżdżący dla Gorzowa. Popularny "Patka" (z fin. "Mały") był zawsze tylko uzupełnieniem składu ZKŻ, a w parkingu słynął z tego, że nawet z kaskiem na głowie potrafił odpalać papierosa od papierosa. Kylmaekorpi do Gorzowa trafił z polecenia swojego przyjaciela Andreasa Jonssona, który był kontuzjowany. Jako talent wystąpił w dwóch meczach, w których zdobył 16 pkt (z czego dziesięć w najważniejszym meczu w Gnieźnie), a na torze prezentował się solidnie. Nad Wartę wrócił po kilku latach już jako rzemieślnik, zawodnik bez znaczących sukcesów w rozgrywkach młodzieżowych. Braki techniczne próbował nadrobić walecznością, ale to w połączeniu z permanentnymi startami za kilkaset euro np. w rozgrywkach na trawie lub lidze niemieckiej powodowało, że Joonas był wiecznie kontuzjowany i nieprzydatny zespołowi. Mało kto wie, ale to on miał zastąpić kontuzjowanego Marka Lorami na początku 2005 r., kiedy pod szyldem Mars RTV AGD z Ostrowem biliśmy się o ekstraligę. Wtedy stanowczo zaprotestowałem i poleciłem kierownictwu klubu filigranowego Kennetha Bjerre, który jako ówczesny IMEJ z bawarskiego Pocking swoje zadanie wykonał z nawiązką. Dziś o Joonasie czy Laukannenie prawie nikt na Ziemi Lubuskiej nie pamięta. W ich ślady ma pójść młody fiński narybek - Mustonen lub Makinen. Jari Makinen dzięki wstawiennictwiu Kylmaekorpiego ma nawet podpisany kontrakt z naszym gorzowskim klubem. Pojawił się na Śląskiej trzy razy, trenował, jeździł na treningu punktowanym w Lesznie i Ostrowie. Nie zyskał jednak aprobaty w oczach trenera Chomskiego. Podróżując po Europie ze swym mechanikiem Juho Ruuską z trudem w tym sezonie zdobywa punkty dla "Rebeliantów" z Somerset w Wielkiej Brytanii.

Oby szerzej swe żużlowe skrzydła rozwinął Aleksander Loktajew, dobrze rokujący junior Turbiny Bałakowo i Falubazu. Może on nawiąże do startów Romana Poważnego, albo sukcesów Emila Sajfudinowa? Bo w żużlowym parku maszyn brakuje oryginalnych zachowań płynących z rosyjskich dusz i skandynawskiego opanowania połączonego z fińskimi snusami (woreczki z tytoniem wkładane pod podniebienie), odrobiną łososia i słonymi paluszkami. Wierzę, że młodzi np. Artiom Laguta, Maksim Bogdanows, Aleksandr Loktajew czy Michael Japsen Jensen mogą wprowadzić trochę luzu i kolorytu w jakże wąski i nieróżnorodny świat żużla.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali