Sport.pl

Kapitan bez większego błędu mówi, że się zgrają i nie zawiodą

- Początek rozgrywek musi tak wyglądać, trochę niedokładny i z małymi kłopotami, bo spotkałyśmy się wszystkie dopiero kilka dni przed ligą. Spokojnie, będzie dobrze. Gorzowskie nowości potrafią grać w koszykówkę - mówi kapitan KSSSE AZS PWSZ Justyna Żurowska.
Dwa mecze i dwa zwycięstwa - z ŁKS w Łodzi 79:53 i w domu z Energą Toruń 80:69. Taki początek przebudowanej drużynie KSSSE AZS PWSZ Gorzów był bardzo potrzebny. Nie wyobrażamy sobie, aby w środę w starciu z MUKS Poznań nasze koszykarki nie dołożyły trzeciej wygranej z rzędu. Nasze cele sięgają jednak znacznie wyżej. Bronimy przecież srebrnego medalu. Zapytaliśmy gorzowską kapitan czy obecny zespół jest w stanie zajść tak daleko jak ten z sezonu 2009/10.

Ireneusz Klimczak: Najpierw wrócę na chwilę do prezentacji zespołu w teatrze. Wyglądałyście prześlicznie. Piękne, młode, wysportowane kobiety.

Justyna Żurowska: Tak wyszło, że najstarsza z nas ma 26 lat. Pewnie niektórych kibice i sponsorzy w ogóle nie poznali. My w wieczorowych strojach czułyśmy się naprawdę świetnie. Pomyślimy, żeby spotykać się z fanami po cywilnemu znacznie częściej.

Pracę też znajdziesz bez kłopotu. Przedstawiłaś swoje koleżanki jak najlepszy wodzirej.

- Tremę miałam wielką, zdecydowanie lepiej czuję się na boisku. Brawa i uśmiechy trochę mnie ośmieliły. Jak wyszło dobrze to się cieszę. Klimat tej imprezy bardzo przypadł mi do gustu.

Potem jednak trzeba było wracać do hali. Szybko nadrabiać czas.

- Z przyjazdem każdej kolejnej dziewczyny przygotowania jakby trochę zaczynały się od nowa, bo trzeba wyszlifować taktykę, scalić zespół. Nie jest to takie proste i przyznaję, że momentami trochę nużące. Ale kibice mogą być dobrej myśli, nowe zawodniczki to bardzo inteligentne koszykarki, niektóre z wieloma doświadczeniami z dużych sportowych aren. Młode, chętne wygrywania, osiągnięcia wspólnie czegoś ważnego. I nie tylko w Polsce, ale również w Europie. Całkowitej wartości tej ekipy jeszcze nie znam, bo za krótko ze sobą jesteśmy. Bez wielkiego błędu mogę jednak powiedzieć, że nie zawiedziemy.

Iza Piekarska jest...

- Wiem o co chodzi [śmiech - przyp. red.]. W trakcie pierwszego meczu w Łodzi podczas jednej ze zmian zaczęłam krzyczeć do naszego trenera, że na boisku nie ma dwóch Polek, a przecież była właśnie Iza. Polka oczywiście. To jest najlepszy dowód, że same też uczymy się tych kadrowych nowości. Od poprzedniego sezonu, gdy ciągła gra krajowych zawodniczek to obowiązek, staram się bardzo pilnować, aby nas za błąd nie ukarano. W tym roku powinno być znacznie łatwiej, bo jest z nami Iza "Kruszyna", mamy pięć wyrównanych Polek i kolejne zdolne juniorki w rezerwie. Każda może coś od siebie wnieść do dobrego wyniku.

Wracamy do swojego starego, sprawdzonego, groźnego dla wszystkich stylu.

- Tak. Możemy walczyć całą dziesiątką zawodniczek. Na ławce na swoje minuty czekają wcale nie zmienniczki, a tak samo dobre koszykarki, które dadzą kolejne impulsy. Chcą grać, biegać, walczyć, czekają na swoją szansę. Mamy też bardzo wysoki skład. Czy to będzie nasz decydujący atut okaże się na koniec sezonu. W Łodzi przecież świetnie zafunkcjonował dystans, trafiłyśmy aż 13 "trójek" na dobrej skuteczności.

Drugie spotkanie z Toruniem było trochę bardziej stresujące.

- Pierwszy mecz był na wyjeździe, a więc ta druga kolejka to też trochę jakby debiut. To już mój kolejny rok w Gorzowie, a jednak trzeba się przyzwyczaić to tej świetnej, energetycznej publiczności, która znów będzie naszym wielkim atutem. Osobiście byłam spięta, musiałam opanować nerwy. W końcu jednak pojawiła się agresja, mocna obrona no i przede wszystkim zaczęłyśmy trafiać. Odprawiłyśmy trudnego rywala będąc jeszcze w średniej dyspozycji. To bardzo cenne.

Dokąd chcesz dojść z tym zespołem we właśnie rozpoczętym sezonie? Gdzie sięgają sportowe marzenia, skoro srebro już wzięliśmy?

- Po pierwsze nie chciałabym, abyśmy były statystkami w Eurolidze. Jeszcze niedawno w ogóle o udziale w tych rozgrywkach nie myślałyśmy. Skryte marzenia spełniły się błyskawicznie. Teraz trzeba pokazać, że się tutaj nadajemy, mocno walczyć. W lidze celem jest kolejny wielki finał. Trzeba wykonać ogromną robotę i pokonać wiele przeszkód, aby tam się dostać. Miejsca są tylko dwa. Gdy już to wywalczysz to masz w ręku naprawdę ogromny sukces. Dalej? Jest wisienka na torcie - niesamowita seria o złoto. W poprzednim sezonie starałyśmy się o choć jedno zwycięstwo, teraz trzeba powalczyć o coś więcej. Jak to się skończy nikt nie wie. Zagrajmy ponownie w finale. Tu już będzie wielka sprawa, a potem zobaczymy.

*Justyna Żurowska - 24-letnia kapitan koszykarskiego zespołu KSSSE AZS PWSZ, aktualnego wicemistrza Polski