Zaczynamy walkę o koszykarski finał i złoto!

Sreberka w poprzednim sezonie dały nam moc niezapomnianych wrażeń i drugie miejsce w Polsce. Czy teraz zrobimy jeszcze jeden, najważniejszy krok na sam szczyt? - Marzymy o tym. Najpierw zagrajmy o wielki finał, a tam wszystko może się zdarzyć - mówi kapitan koszykarskiego zespołu z Gorzowa Justyna Żurowska.
Tuż po wywalczeniu największego sukcesu w historii gorzowskiej koszykówki, w naszym zespole zaczęło się wielkie przemeblowywanie. Z zaciągu zawodniczek zagranicznych pozostała tylko Australijka Samantha Richards. Tym razem sięgnęliśmy po posiłki z Rosji, USA, Serbii, Białorusi, sprowadziliśmy także jedną młodą, utalentowaną Polkę. Kibice na razie przyjęli te zmiany bez entuzjazmu. Liczyli, że KSSSE AZS PWSZ ogłosi transfery gwiazd światowego formatu. Takich jednak nie ma. - I nie będzie, bo musimy zatrudniać takie zawodniczki, na jakie nas stać - wyjaśnił nasz trener Dariusz Maciejewski. - Rozumiem fanów. Na chwilę cofnijmy się jednak w przeszłość. Czy przed poprzednim sezonem tak super znaliśmy wszystkie koszykarki? One u nas doszły aż do srebra, świetnie się wypromowały. Tą drogą idziemy dalej. Na kolejny podbój Polski i historyczne, pierwsze występy w prestiżowej Eurolidze zmontowaliśmy wcale nie gorszy skład.

Z koszykarkami gra dalej miasto, także Kostrzyńsko-Słubicka Specjalna Strefa Ekonomiczna, pomagają uczelnia oraz grupa wiernych sponsorów. Dzięki temu udało się zamknąć budżet na poziomie ok. 3,5 mln zł. Z KSSSE AZS PWSZ zagra także ponownie "Gazeta". W poprzednim sezonie wspólnie doszliśmy aż do finału mistrzostw kraju. Teraz spodziewamy się podobnych, niecodziennych emocji.

Za co tak uwielbiamy nasze dziewczyny? Przede wszystkim za to, że obok różnorodnych propozycji zagranicznych cały czas stawiamy na własne wychowanki, koszykarki stanowiące o sile zespołu przez kilka lat z rzędu. Takie przywiązanie do barw klubowych przynajmniej szkieletu drużyny - w gorzowskim przypadku jest to polski szkielet - w decydujących momentach rywalizacji daje bezcenną przewagę nad przeciwniczkami. Część drużyny się zmienia, ale Żurowska, Dźwigalska (przed ślubem Czubak), Kaczmarczyk cały czas tu są - na plakatach, autobusach, czy billboardach. I oczywiście na boisku. - Czujemy się za to drużynę bardzo odpowiedzialne - opowiadała kapitan Justyna Żurowska. - To jest nasze miejsce na ziemi, nasi kibice, szansa na przeżycie czegoś wielkiego.

Bez ryzyka możemy przymierzać KSSSE AZS PWSZ do czołowych miejsc i medali? - Cały czas czujemy smak finału i nie mamy zamiaru go stracić - stwierdziła Żurowska. - Drużyna zmieniła się, są nowe dziewczyny, ale to również naprawdę dobre koszykarki. Marzę o ponownym awansie do czołowej dwójki. Fani wiedzą jak tam trudno się dostać i jaki to jest wielki sukces. Potem gra się o złoto. W atmosferze, której nie da się opisać. I wszystko może się wydarzyć, tym bardziej, że będzie można wykorzystać nauki z poprzedniego, pięknego dla gorzowskiej koszykówki sezonu.

Szkoda tylko, że w niedzielę - pierwsze spotkanie KSSSE AZS PWSZ z Energą Toruń rozpocznie się o godz. 17 - nie możemy zaprosić kibiców do pięknej hali, godnej drużyny z najlepszych miejsc w kraju i występów w Europie. Nasze zawodniczki z zazdrością rozglądały się w czwartek po Atlas Arenie w Łodzi, gdzie po zwycięstwie nad ŁKS (w innej łódzkiej sali w czwartek zaczynaliśmy ligę) poszły dopingować polskie siatkarki w meczu z Bułgarią. Gorzowskie koszykarki mają już bardzo wiele boiskowych doświadczeń, które zbierały w różnych częściach świata. I tak były jednak pod ogromnym wrażeniem tego, co przeżyły - komfortu na trybunach, niesamowitego dopingu biało-czerwonych kibiców. Czy kiedyś w Gorzowie zagramy w podobnych warunkach? Dostaniemy szansę, aby krzyk z kilku tysięcy gardeł zamurował niejednego, naszego przeciwnika? Plany są. Najwyższy czas, aby przejść do czynów, bo to wymóg czasów. Zespołem europejskiego formatu - KSSSE AZS PWSZ na pewno udowodni swoją wartość w startującym właśnie sezonie - trzeba się chwalić przed jak najszerszą publicznością, nie tylko w telewizji.