Sreberka puściły oczko

- Jesteśmy mocne, głodne dalszych sukcesów, chcemy kolejnego finału - takie piękne oczko puściły w Łodzi gorzowianki do koszykarskiej Polski. Widać było mankamenty, brak zgrania, ale i ogromny potencjał KSSSE AZS PWSZ, największy w historii tej drużyny.
Pokonaliśmy na otwarcie sezonu ŁKS w Łodzi 79:53, trafiliśmy aż 13 "trójek" przy fantastycznej skuteczności w tym elemencie - 52 proc. Nie mieliśmy żadnych problemów z odniesieniem pierwszego zwycięstwa i nie przeszkodził nam nawet niebezpieczny, śliski, nowy parkiet (wracaliśmy do domu cali i zdrowi). Rywal nie był jednak najwyższych lotów, a my przede wszystkim szukaliśmy odpowiedzi na pytanie jak wygląda KSSSE AZS PWSZ po poważnych zmianach. Wielu kibiców było latem zawiedzionych, wręcz zaniepokojonych. Po srebrnym medalu byli tacy, którzy czekali na głośne transfery. Medal nie podwoił jednak budżetu. Dalej szukamy koszykarek, które chcą się w Gorzowie promować. Mamy jednak atut w postaci Euroligi, który działa na młode, zdolne z całego świata jak magnes. I uspokajającą wieść dla naszych fanów: w żadnym wypadku nie będziecie się tej drużyny wstydzić!

Polki, Polki, Polki...

Efektywność gry (tzw. eval) naszych krajowych dziewczyn w Łodzi: Justyna Żurowska - 28, Agnieszka Kaczmarczyk - 21, Katarzyna Dźwigalska - 14, Izabela Piekarska - 11. Trzy pierwsze od dawna grają dla Gorzowa, trudno bez nich wyobrazić sobie naszą drużynę. W Łodzi, dla reszty zespołu, mocno przejętego debiutami i nową sportową rzeczywistością (podobną tremę, ale i kilka super zagrań, szczególnie pod koniec meczu widzieliśmy u "Kruszyny" Piekarskiej) były ostoją tak potrzebnego spokoju i pewności. Szybko wyprowadziły KSSSE AZS PWSZ na wysokie prowadzenie i pomagały kontrolować przebieg spotkania. Kapitan Żurowska momentami pokazywała za co latem tak ją chwalono na Uniwersjadzie (pani kapitan już dojrzała do roli lidera najwyższego formatu), 20-latka Kaczmarczyk (12 pkt, 9 zbiórek) rozwija się w błyskawicznym tempie, a młoda żona Dźwigalska (8 pkt, 7 asyst), wciąż bardziej znana pod nazwiskiem Czubak, udowodniła niedowiarkom, że jednak również może zrobić postępy. Całą wymienioną trójkę stać na życiową grę.

Same dobre strzały?

Na końcu powyższego zdania stawiamy znak zapytania, bo trudno takie osądy wydawać po jednym meczu. Dla wnikliwych obserwatorów wystarczy jednak kilka ruchów, zachowań zawodniczki na boisku, aby powiedzieć, że ta koszykarka coś w sobie ma, pasuje do gorzowskiej filozofii grania. Sidney Spencer (13 pkt) mogła zdobyć w Łodzi i 40 "oczek", ma taką łatwość rzutu, trochę gorszą motorykę, ale także mądrość i szeroko otwarte oczy w obronie. Przywiozła również do Gorzowa amerykański, niesamowity apetyt na wygrywanie. Od Rosjanki Ludmiły Sapowej (13 pkt) biła boiskowa inteligencja. Z takim cwaniactwem, przy wyższej formie, w Polsce musi być gwiazdą. Atuty rozgrywającej Sam Richards (nieco słabszej w Łodzi) znaliśmy już wcześniej. Najmniej dobrego możemy powiedzieć o Serbce Jeli Vidacić (2 pkt) i Białorusince Julii Dureice (mecz na zero). Pierwsza ma ogromne ambicje, ale widać, że ostatnio grała w słabszej lidze. Na początek pokazała waleczne serce. Dureika przede wszystkim musi mniej przejmować się nagłym przemianami w jej życiu i trafiać. Na treningach rzuca jak maszyna, w Łodzi z dogodnych pozycji tylko się myliła. I z każdą wizytą na ławce rezerwowych minę miała coraz bardziej nietęgą. Bez sensu. W KSSSE AZS PWSZ ma kto grać i jedna, druga nieudana akcja niczego nie przesądza. Są minuty koleżanek, zabłyśnie i Białorusinka. Tylko mniej stresu. Bardzo ważna informacja: Gorzów wraca do swojego starego, bardzo skutecznego sposobu na wygrywanie całą, wyrównaną dziesiątką koszykarek. To pozwala przez 40 min utrzymać naszą firmową, wyjątkową intensywność gry. To już pewne, że w Polsce ustoi nam niewielu, a w Europie takim stylem niejednego zaskoczymy i pokonamy.

Opis, opisem, ale nie ma jak własne obserwacje. Kibice, którzy chcą osobiście poznać nowy, mocny zespół KSSSE AZS PWSZ, powinni się stawić w niedzielę o godz. 17 w hali przy ul. Chopina w Gorzowie. Energa Toruń to przeciwnik o wiele mocniejszy od ŁKS. Jak wypadniemy na jego tle? Mecz powinien być bardziej emocjonujący, ale faworytem na pewno będą gospodynie.