Derby piłki ręcznej według hierarchii: spadkowicz rozbił beniaminka

Gorzowianie ogrywają zielonogórzan 40:29. - Od początku ułożyliśmy sobie ten mecz jak powinniśmy - powiedział trener gospodarzy Michał Kaniowski. - Staliśmy, a rywal nas rozstrzelał - ocenił szkoleniowiec gości Marek Książkiewicz.
Los tak chciał, że już na inaugurację rywalizacji na zapleczu ekstraklasy zagrały ze sobą dwie lubuskie drużyny. Każda z ekip marzyła o dobrym starcie - gorzowianie od tego meczu koniecznie chcieli zacząć marsz do ekstraklasy, gdzie spędzili tylko rok, zielonogórzanie marzyli o sprawieniu niespodzianki. Faworytem był oczywiście spadkowicz z elity. - To jest sam początek rozgrywek, derby, pojedynek wyjątkowy, a więc mam nadzieję, że wszystko może się wydarzyć - mówił Andrzej Wasilek, wychowanek AZS AWF, który na chwilę wracał na byłą domową halę.

Emocjonujący był jednak tylko sam początek sobotniego spotkania. W 2. min gola na 1:1 zdobył Kamil Baś. Wtedy goście mogli jeszcze marzyć o wywiezieniu z Gorzowa czegoś cennego. Siedem minut później piątą bramkę dla AZS AWF strzela obrotowy - najlepszy gracz meczu - Bartosz Janiszewski, a gospodarze prowadzą już 5:1. I tak już do końca. W 20. min gorzowski rozgrywający Marcin Skoczylas zmienia wynik na 10:5, a goście próbują przerwać dobrą passę rywali, prosząc o przerwę w grze. - Musiałem coś zrobić, bo to wszystko wyglądało naprawdę nieciekawie - opowiadał trener z Zielonej Góry Marek Książkiewicz. - To jest sport i czasami musisz przegrać, ale nie w takim stylu jak w Gorzowie. Na pewno nie tak wyobrażałem sobie powrót na pierwszoligowe boiska. Staliśmy i przyglądaliśmy się jak gospodarze nas rozstrzelali. Nie zrealizowaliśmy nic z tego, o czym rozmawialiśmy w szatni. Chyba niestety trochę przestraszyliśmy się spadkowicza, a z takim podejściem w piłce ręcznej, grze twardej i zdecydowanej, daleko nie zajdziesz.

Do przerwy AZS AWF miał już siedem goli przewagi, w 39. min wygrywał 26:16. Gospodarze tym razem byli dla beniaminka zdecydowanie za mocnym przeciwnikiem. Wykorzystującym zdecydowaną przewagę fizyczną w obronie i ogromną siłę rażenia na kole (wspomniany wcześniej Janiszewski oraz Arkadiusz Bosy byli gorzowskimi filarami w ekstraklasie i nadal możemy na nich liczyć). - Zdecydowanie wyszło nasze doświadczenie i nie był w stanie tego przesłonić jakiś inauguracyjny stres - podsumował trener AZS AWF Michał Kaniowski. - Od początku ułożyliśmy sobie mecz jak powinniśmy i dzięki temu zaoszczędziliśmy sobie jakichkolwiek nerwów. Dopiero w końcówce musiałem pobudzić mój zespół przypominając, że nie każdy pojedynek będzie nam się układał tak dobrze jak ten na otwarcie sezonu i trzeba prezentować ten sam dobry poziom od pierwszej do ostatniej minuty.

AZS AWF GORZÓW - AZS UZ ZIELONA GÓRA 40:29 (19:12)

AZS AWF: Ł. Wasilek, Małyszko - Rafalski 6, Skoczylas 5, Gumiński 5, Janiszewski 5, Kaniowski 5, Ruszkiewicz 4, Kliszczyk 4, Bosy 3, Stupiński 1, Tomiak 1, Jagła 1, Krzyżanowski.

AZS: Pitoń, Kołodziński - Pułka 9, Bielec 4, Buś 3, Gałach 3, A. Wasilek 3, Koprowski 2, Serpina 2, Skołozdrzy 1, Siekaniec 1, Kociszewski 1, Zarenkiewicz, Wittke.



WYNIKI Z 1. KOLEJKI:

AZS AWF Gorzów - AZS Zielona Góra 40:29, AZS AWF Warszawa - Energetyk Gryfino 28:22, Sokół Kościerzyna - Wisła II Płock 26:23, Grunwald Poznań - SMS Gdańsk 28:33, Ostrovia Ostrów - AZS UW Warszawa 35:26, Techtrans Elbląg - Jurand Ciechanów 28:26.





KOMENTARZ

Arek zatrzymany w kadrze

- To była prowokacja - tak po sobotni, pokojowym derbowym pojedynku Arek Bosy skomentował w portalu gorzow24.pl zdjęcie z piątkowej "Gazety". Obrotowy AZS AWF na stadionie żużlowym w Zielonej Górze wymachuje wielką flagą Falubazu. Gorzowskiego zawodnika chyba trochę poniosły nerwy, bo przecież fotka nie była żadnym fotomontażem, a flagą mimo wszystko machał Arek, a nie dziennikarz.

Znam Arka od dziecka, obejrzałem wiele jego znakomitych meczów jeszcze w grupach młodzieżowych. Bez dwóch zdań ten chłopak ma ogromne możliwości, zadatki na jednego z najlepszych obrotowych w Polsce. Jeśli postawi wszystko na piłkę ręczną, nadal będzie dostawał szansę i nie opuści go sportowe szczęście to duża kariera stoi przed nim otworem, tym bardziej, że to sympatyczny, otwarty człowiek. Tym razem zabrakło mu odrobiny dystansu do zdarzeń, które miały miejsce, a wytrawne oko fotoreportera je wyłapało - w gazetowym archiwum mamy całą serię zdjęć, a nie tylko jedno, przypadkowe ujęcie. I nikt specjalnie nie zatrzymywał w kadrze zawodnika, bo akurat jest z Gorzowa (autor zdjęcia zupełnie o tym nie wiedział). Po prostu Arek wyróżniał się z tłumu widzów.

Mówi, że jego wolny czas to jego prywatna sprawa? Oczywiście! Nikt Arku nie może i nie powinien zabraniać ci oglądać na żywo meczów Falubazu, Chelsea czy Realu Madryt. Też staram się jak najczęściej gościć na nie tylko gorzowskich stadionach. Wyłącznie jako widz, nie kibic, bo obaj, czy nam się to podoba, czy nie, jesteśmy osobami publicznymi, które w każdym czasie i miejscu reprezentują swoje firmy.

Ireneusz Klimczak