Jacek Dreczka: Skopany sukces

Coraz bardziej tracę poważanie wobec ogólnopolskich środków publicznego przekazu. Nie twierdzę, że dla czołowych stacji radiowych i telewizyjnych sportową informacja dnia musi być zaraz zdobycie złotych medali przez rodzimych juniorów w finale drużynowych mistrzostw świata juniorów.
Fakt, że depesza pojawiła się u źródła czyli w Polskiej Agencji Prasowej, świadczy jedynie o totalnej abnegacji największych redakcji, względem jednej z czołowych dyscyplin sportu w kraju. Oczywiście, że speedway silny jest lokalnie i to w miastach średniej wielkości. Jednak nawet Prezydent kraju podejmuje w Belwederze złotych żużlowców na równi z innymi polskimi mistrzami.

Zwracam uwagę na chorobę, która ewoluuje bardzo powoli, ale konsekwentnie. Nie chodzi już o notoryczne pomijanie sukcesów polskich żużlowców (a tych w kończącym się sezonie jest wyjątkowo dużo). Irytujące jest "wciskanie" wszystkim polakom od tatr po Bałtyk, że narodowymi bohaterami są polscy piłkarze.

Dwa dni po zakończonym w Gorzowie finale DMŚJ, sportowym newsem mrożącym krew w żyłach okazała się boląca noga Artura Borubara (Boruca). A gdzie obiektywny podziw dla odradzającego się aż miło męskiego basketu? Gdzie radość i uznanie dla kadry siatkarzy, dzielnie radzących sobie w Mistrzostwach Europy? Kopiące orły nie awansują już do finałów mistrzostw świata w RPA, nawet gdyby w grupie eliminacyjnej z powrotem połączyć Czechy ze Słowacją.

Cierpi na tym żużel, a setki tysięcy kibiców z Torunia, Leszna, Zielonej Góry czy Gorzowa muszą czuć się jak pasjonaci gry w dwa ognie, albo w chowanego.

Blisko 10 tysięcy osób na trybunach stadionu w Gorzowie, obejrzało marsz przyszłości polskiego speedwaya po piątą z rzędu koronę. Wielki "szacun" dla Państwa za obecność i stworzenie prawdziwie świątecznej atmosfery. Osobiście jestem dumny z jeszcze jednego powodu. Powitanie na "Jancarzu" Grzegorza Zengoty było dokładnie takie, na jakie zasłużył. Głośne brawa! Kultura kibicowania gorzowian jest naprawdę wysoka i niech będzie przykładem dla innych. Wymowne frazy prawił pierwszy "garnitur" światowego żużla - Norweg Roy Otto. "Organizacja finału była na najwyższym poziomie, co mnie nie zaskoczyło. Ale żeby młodzieżówkę obejrzało tylu kibiców, tego się nie spodziewałem", powiedział wskazując ręką z wieżyczki sędziowskiej podczas przyjęcia po zawodach.

Jako bezpośredni organizator spełniliśmy zadanie. Państwo swoją obecnością pokazali, że Gorzów spragniony jest imprez najwyższej rangi. Finał drużynowych mistrzostw świata juniorów, poza bezpośrednią transmisją w telewizji publicznej, relacjonowali dziennikarze z ponad czterdziestu redakcji całego świata. Przy okazji dziękuję za pomoc pracownikom wydziału Rozwoju i Promocji Miasta Gorzowa oraz naszym kibicom. W dniu finału pogoda mogła wszystko popsuć, a dzięki ofiarności członków Stowarzyszenia Kibiców "Stalowcy" problem zniknął. Słowem wszystko zagrało jak w silnikach Crumpa.

Szkoda tylko, że o tego typu udanych imprezach nie przeczytamy w ogólnopolskiej prasie, czy usłyszymy w stacjach radiowych. Chyba, że któryś z zawodników pokazałby tyłek kibicom, albo zabił się na torze. A tak karmieni jesteśmy przeterminowanym futbolem w żenującym, reprezentacyjnym wydaniu. Polska nigdy nie była i nie będzie Brazylią.

Jacek Dreczka - rzecznik Stali Gorzów