Sport.pl

Jerzy Synowiec: Wiem, czego nie chcę

Lubuskie derby przeszły do historii i to wcale nie za sprawą wyniku lecz poprzez bezprecedensowe zadymy kibiców. Obie strony winią siebie nawzajem i tak już pozostanie do końca świata, bo po prostu nie ma woli, aby spróbować siebie zrozumieć.
Przegrał jednak ten, który przegrał na torze i nie jest ważne, czy dwoma, czy dwudziestoma punktami. Zielona Góra zalała nam gorzowianom przysłowiowego sadła za skórę tak, że będzie szczypało jeszcze wiele lat. I na nic się tu zdadzą wołania władz klubu o pomoc. Pomoc nie nadejdzie. Nadejdzie za to jeszcze jedna porażka - będzie nią frekwencja i finansowa klapa podczas finału Drużynowych Mistrzostw Świata Juniorów w najbliższą sobotę. Winę za to będą ponosiły władze polskiego żużla, które nie przewidziały startu choćby jednego gorzowianina (a na własnym torze Cyran czy Zmarzlik nie będą gorsi od Zengoty, Dudka, Pawlickiego, a już zwłaszcza niejakiego Mroczki) jak też władze Stali, które okazały się zbyt słabe, aby taki występ gospodarza wymusić. Na podsumowanie sezonu przyjdzie czas już niedługo, bo powoli gorzowskim zwyczajem staje się zakończenie sezonu w sierpniu, gdy inni jeżdżą do października.

Transparent z Gollobem w slipach na plaży okazał się proroczy. Zapewne władze klubu już chwilę po sobotnim finale drużynówki rozpoczną gwałtowne ruchy, obwiniając cały świat swoimi kłopotami. Uprzedzając więc fakty powiem, że czuję równie gwałtowne ruchy w żołądku, kiedy czytam lub słucham po raz trzydziesty lamentów pana prezesa Władysława, jak to on biedaczek ciężko pracuje na sukces, dźwigając młyńskie koło długów na plecach, a ci niewdzięczni zawodnicy nie chcą jechać, choć mają płacone na czas. Nie chcę tego więcej słuchać i nie chcę w przyszłym sezonie jeszcze paru rzeczy zakładając, że miłościwie nam panujący okaże się mężczyzną i nie podda się, ale spróbuje jeszcze raz.

Mianowicie nie chcę.

Zmiany trenera, bo Stanisław Chomski, mimo kilku błędów był najmocniejszym punktem zespołu. A poza tym jest z Gorzowa, a to bezcenne. Za swojej kadencji testowałem w jego zastępstwie różne wynalazki, a i tak w końcu wróciłem do niego.

Zaniechania szkolenia młodzieży, czy już raz grożono. To bowiem oznaczałoby w przyszłości śmierć gorzowskiego żużla. Nie chcę więc kolejnego juniora ze Szwecji. Mają jechać Cyran i Zmarzlik i to w każdym meczu.

Przedłużania kontraktów Ruudowi, Okoniewskiemu i Karlssonowi. Nad Zagarem i Jonassonem głęboko bym się zastanowił.

Patrzenia w przeszłość i przywłaszczania sobie historii klubu jak też kreowania się na zbawcę świata i okolic przez prezesa jak też ciągłego mówienia: Ja! W klubie jest wielu innych zacnych działaczy i czas oddać im szacunek.

Traktowania klubu jak firmy budowlanej lub prywatnego folwarku (płacę i wymagam). Klub zawiera w sobie wyjątkowy element emocjonalny o ogromnym ładunku i samo płacenie to bardzo ważna, ale połowa sukcesu. Klub to musi być grupa przyjaciół, a nie wasali i potakiwaczy.

Hołubienia dotychczasowego rzecznika, który przynosi klubowi więcej szkody niż pożytku. Dziennikarzy w Gorzowie jest pod dostatkiem. Zatrudniłbym jednego z nich.

Tego nie chcę, a czego zdecydowanie chcę - niebawem.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali