Synowiec: Miałem derbowy sen

W trzydziestą szóstą rocznicę słynnego wystąpienia Martina Lutera Kinga pod pomnikiem Abrahama Lincolna w Waszyngtonie, patrząc oczyma wyobraźni na pomnik naszego Edwarda Jancarza, miałem derbowy sen: obie lubuskie drużyny awansowały do półfinału ligi.
Falubaz Zielona Góra jest w tym sezonie na swoim terenie piekielnie mocną drużyną. Przy Wrocławskiej brylują Walasek, Protasiewicz, Dobrucki, a gdy słabsze chwile zdarzają się Lindgrenowi czy Iversenowi, niezwykle cenne punkty dorzucają juniorzy - Zengota z Dudkiem. Team Piotra Żyto imponuje startami i doskonałym dopasowaniem do nawierzchni. Nieważne, że na starcie po prawej ręce stoi Holder czy Adams, zawodnicy Falubazu nie pękają i niesieni dopingiem fanatycznych kibiców nokautują rywali (nie licząc meczu z Unią Leszno, wtedy rywale przy W69 uzbierali najwięcej 37 pkt). Piotr Żyto i Andrzej Huszcza stworzyli w Zielonej Górze niezwykły tandem trenerski, który połączony z osobowością prezesa Dowhana zbudował drużynę przypominającą rozpędzoną lokomotywę wyprodukowaną w Zastalu, mijającą kolejne wlekące się drezyny.

Czy tak równemu i kompletnemu zespołowi można w sportowej walce przesunąć zwrotnicę i mocno go wyhamować na bocznym torze? Czy Gorzów może w bezapelacyjnie najważniejszym momencie sezonu wyrwać odwiecznemu rywalowi zza miedzy gąskę, z którą ten już się wita? Statystyki, które wolne są od uczuć i marzeń ukrytych w sercach zagorzałych kibiców obu lubuskich drużyn, mówią jasno: nie! Charakterny lider w osobie Golloba, wsparty co najwyżej średnim na wyjazdach Holtą (średnia biegowa na wyjeździe 1,632 pkt), chimerycznym Zagarem, słabnącym z biegu na bieg Karlssonem oraz tylko miewającymi przebłyski na obcych torach Ruudem i Jonassonem, to w matematycznych porównaniach stanowczo za mało, by w ogóle myśleć o wyniku, na który zasługują fani, sponsorzy i działacze żółto-niebieskich.

Sport, a w szczególności żużel, to nie jest jednak chłodna matematyczna kalkulacja, a wydarzenie kulturalne i społeczne, w którym wielką rolę pełni łut szczęścia, dyspozycja dnia zawodnika, tak istotny sprzęt oraz atmosfera wytworzona przez publikę. Na granitowym torze można przełamać swoje największe bariery i dokonać rzeczy niemożliwych. Dawid Kujawa, skromny chłopak będący zawsze w cieniu Rafała Kurmańskiego, na finał IMŚJ do Peterborough w 2001 roku wybierał się z cichą nadzieją, żeby nie być ostatnim. Jeździł z głową, korzystał z błędów wielkich rywali - Drymla, Hampela czy Kasprzaka - i został mistrzem świata! Janusz Baniak pokonał w Częstochowie Pedersena, Szymon Woźniak odprawił z kwitkiem w decydującym momencie meczu derbowego na Kujawach Holdera i Warda, Paweł Nizioł pokazywał plecy Nielsenowi, Patryk Dudek utarł nosa Pawlickiemu, Janowskiemu czy przyjacielowi Zengocie i jest najlepszym juniorem w Polsce. W 1976 roku Stal Gorzów osłabiona odejściem do Gdańska Zenona Plecha i końcem kariery Jerzego Padewskiego sezon rozpoczęła tragicznie. Klęska w Bydgoszczy (26:70), porażka z Lesznem i Gdańskiem oraz cały czas niepewny transfer Bolesława Procha stawiał żółto-niebieskich przez długi czas w roli pretendenta do spadku. Początkowe kłopoty przekłuto w niespodziewane wygrane i końcowy sukces - Drużynowe Mistrzostwo Polski! W 1998 roku tak wyśmiewany Dariusz Stenka pojechał ni stąd ni zowąd mecz życia w Toruniu i rozpoczął marsz w górę tabeli pogrążonych przez pięć porażek z rzędu gorzowian.

W trzydziestą szóstą rocznicę słynnego wystąpienia Martina Lutera Kinga pod pomnikiem Abrahama Lincolna w Waszyngtonie, patrząc oczyma wyobraźni na pomnik naszego Edwarda Jancarza, miałem taki sen... Mówię do was dziś przyjaciele, że mimo obecnych trudności i frustracji, wciąż mam ten sen. Miałem sen, że w upalną, sierpniową niedzielę nabity kibicami stadion był świadkiem przełomu. Na stadionie królował tylko speedway. Speedway na najwyższym poziomie. Nieskłóceni lubuscy bracia gorączkowali się dramatycznym meczem, w którym prowadzenie zmieniało się co wyścig, a spływające informacje z innych miast mówiły o możliwym awansie do półfinałów Falubazu i Stali. Miałem taki sen: ostatni wyścig, ostatnia prosta i wiraż, w który cała czwórka weszła równo. Meta, chwila niepokoju, ostateczny werdykt sędziego odnośnie rezultatu na "kresce"... Remis w wyścigu i awans obu lubuskich ekip do półfinałów! Miałem taki sen...

* Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali