Sport.pl

Teraz mecenas: Bliski koniec sezonu

Jeden punkt więcej w meczu z Falubazem dałby Stali remis i w rezultacie bardzo prawdopodobny awans do finałowej czwórki. Ten punkt uratowałby przy okazji honor prezesa klubu, który obiecał przed sezonem walkę o medale, albo dymisję. Zamiast medali będziemy jednak mieli tradycyjne już zakończenie sezonu ligowego w sierpniu, a emocjonować się będziemy oglądając w telewizji mecze innych.
Honor może uratować tylko zwycięstwo w Zielonej Górze (przy sprzyjających okolicznościach również remis) z tak obśmiewanym w gorzowskim klubie prezesem Dowhanem. Ale po meczu w Gorzowie przestałem w to wierzyć. Porażka w Zielonej Górze oznaczać zaś będzie coś więcej niż kolejną ligową klęskę. To będzie historyczny, bo trzeci w jednym sezonie "wpieprz od przyjaciół z południa". Tylu porażek z "Falubazem" w jednym sezonie nie poniosła "Stal" jeszcze nigdy w swojej ponad sześćdziesięcioletniej historii i w zasadzie rekord ten nie jest do pobicia w ciągu kolejnych stu lat. No chyba, że władze Stali spróbują w przyszłym roku mimo wszystko wyczyn ten poprawić. Pierwsze, nieśmiałe jeszcze zapowiedzi już są. Teraz wszystko w rękach zawodników. Za chwilę zobaczymy czy będą chcieli "umierać za Gorzów" w sytuacji ekstremalnie trudnej, tak jak to robili w Gorzowie zawodnicy zielonogórscy. Będzie się można dobitnie przekonać, czy nasza armia zaciężna jest cokolwiek warta w walce z tak zmotywowanym przeciwnikiem jak chłopaki z Zielonej Góry. Jako działacz Stali wygrałem z nimi dużo więcej razy niż oni ze mną, więc wiem jak smakuje takie zwycięstwo. Jeśli Stal wygra będę na następnym meczu bił jej brawo na stojąco przez całe spotkanie.

O niedzielnym meczu napisano i powiedziano już prawie wszystko, ale trzeba jeszcze raz uczciwie podkreślić postawę Tomasza Golloba, który dwoił się i troił, wywoził rywali w płot i holował partnerów, ale reszta (pomijając w zasadzie Holtę) nie dorosła do zmagań na poważnym ligowym poziomie. Zagar, Karlsson i Jonasson zdobywali punkty głównie na sobie nawzajem i na wykluczeniach rywali. Postawę Ruuda pomijam. Na tyle po prostu ich stać. Żaden trener więcej z nich nie wyciśnie. Choć przed meczem władze klubu rzuciły szkoleniowcowi kłodę pod nogi, ale dla dobra sprawy na razie bez szczegółów. To wszystko powoduje mój pesymizm jeśli chodzi o sukces w Zielonej Górze. Jeden z działaczy klubowych, a przy okazji kibic, oglądający mecze Stali od kilkudziesięciu lat, podzielił się ze mną uwagami na temat przygotowania toru na niedzielne zawody. Niech czytelnicy sami ocenią, czy jego uwagi są słuszne. Otóż powiedział on tak: na memoriał przygotowano tor do walki i gorzowscy zawodnicy pojechali w nim znakomicie. Na czwartkowe zawody młodzieżowe tor również był do walki i gorzowscy młodzieżowcy ogrywali w nich jak chcieli Zengotę i Dudka. Na play-off przygotowano beton tylko dla startowców. Pytanie: czy gorzowscy "Zbowidowcy" koło czterdziestego roku życia mają na starcie lepszy refleks od znacznie młodszych od nich rywali? Czy siłą doświadczonych i objeżdżonych na całym świecie zawodników powinien być refleks na starcie, czy raczej przebiegłość na torze i jego perfekcyjna znajomość (treningi nawet w sobotę i niedzielę przed zawodami)? Czy zamykając obiekt dla postronnych w trakcie treningów zamierzano zaskoczyć nawierzchnią toru rywali i czy ich zaskoczono? Czy gorzowscy zawodnicy, poza Gollobem, wiedzą na jakim torze czują się dobrze i czy trener powinien ich słuchać?

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali