Ciemna strona derbowego meczu: szkody i wstyd

Z jednej strony 106 połamanych siedzisk w sektorze gości, z drugiej karygodne zachowanie przegrywających fanów gospodarzy. Wobec niektórych na pewno wkrótce zostaną wyciągnięte konsekwencje.
Koszt zniszczonych krzesełek i kawałka siatki to kilka tysięcy złotych (krzesełko bez montażu można kupić za 30 zł). W sektorach dla gości zostało ich zniszczonych 106, a w pozostałych - siedem. - OSiR, czyli gospodarz obiektu, chce mieć z powrotem trybuny jak nowe. Klub był organizatorem derbowego pojedynku i ma zamiar obciążyć kosztami winnych tych szkód - zapowiada rzecznik Stali Jacek Dreczka.

Jak gorzowianie mają zamiar znaleźć tych najbardziej krewkich widzów? - W porównaniu z czerwcowym meczem z Zieloną Górą sektory zostały o wiele lepiej i dokładniej zmonitorowane - opowiadał Dreczka. - Swoje filmy z monitoringu ma również policja, która w przypadku oficjalnego zgłoszenia zaoferowała nam swoją pomoc w identyfikacji poszczególnych osób. To pewnie chwilę potrwa, ale w końcu sprawcy szkód zapłacą za to, co zrobili. I nie ma znaczenia, w którym byli sektorze. Potępiamy wszelkie takie zachowania.

A co z tymi, którzy z gorzowskiej części widowni rzucali na tor plastikowe butelki? Nie zrobili nikomu krzywdy, ale ich zachowanie było po prostu karygodne. - To nie były straty materialne i jako organizator nie mamy takiej mocy, aby ich ukarać - stwierdził rzecznik Stali. - Pozostaje nam się tylko za nich wstydzić i mieć nadzieję, że takie kompromitujące sytuacje w końcu całkowicie znikną ze stadionów. Pewnie potrzebne są odpowiednie narzędzia prawne, aby żaden z widzów za rok, czy dwa nawet nie pomyślał o tym, aby kręcić się po strefie buforowej, czy rzucić czymś w kierunku zawodników. Mecze o takim napięciu emocjonalnym trzeba umieć przeżyć w kulturalny sposób, albo po prostu lepiej nie wybierać się na stadion, bo później wypomina się wszystkim tylko takie żenujące zachowania - zakończył Dreczka.