Sport.pl

O awans będzie walka w każdym wyścigu

- Przed nami emocje jakich jeszcze w play-off nie mieliśmy. Z szóstki chętnych na półfinał dwóch obejdzie się smakiem. Jeśli wygramy w domu będziemy znacznie bliżej spełnienia naszych sportowych marzeń - zapowiada menadżer Caelum Stali.
Unia Leszno z Włókniarzem Częstochowa, Polonia Bydgoszcz z Unibaksem Toruń i wreszcie Caelum Stal Gorzów z Falubazem Zielona Góra (derby w niedzielę o godz. 20) - dalej awansują trzej zwycięzcy dwumeczów oraz najlepszy z pokonanych. Stawka jest tak wyrównana, że wytypować czwórkę półfinalistów jest tak samo ciężko jak skreślić szóstkę w totka. Gorzowianin Stanisław Chomski przewiduje, że wszystkich żużlowych kibiców w Polsce czekają emocje jakich jeszcze w ekstralidze, po wprowadzeniu play-off, nie przeżywali.

Ireneusz Klimczak: Wydawało się, że to będzie play-off pięciu wielkich zespołów, ale po kontuzji Wiesława Jagusia emocje zapowiadają się jeszcze większe. To może być najbardziej zacięta runda pucharowa w historii?

Stanisław Chomski: Wszystkie pary wróżą znakomitą walkę i pewnie również niesamowite zwroty akcji, odrabianie strat w rewanżach, zaskakujące rozstrzygnięcia, które przy tak wyrównanych siłach zawsze w żużlu się zdarzają. Wcześniej skazywana na pożarcie Polonia Bydgoszcz zrealizowała już swój cel na ten sezon i nie ma nic do stracenia, a taki luz w dwumeczu z osłabionym Unibaksem na pewno pomoże tej drużynie. Postawa lidera z Torunia na pewno była momentami bardzo zaskakująca. Amplituda wyników, albo wysoko w górę, albo mocno w dół jak w Lesznie, czy Zielonej Górze. Sądzę, że Unibax na play-off znów będzie bardzo mocny. Czy jednak wytrzyma presję? Być może trzeba będzie się czasami ścigać nawet siedem razy, a to na pewno dla niektórych może być ogromne obciążenie. Wszyscy ćwierćfinaliści będą celować, aby właśnie teraz rysować linię formy zdecydowanie wznoszącą.

Wcześniej wydawało się, że pierwszy mecz może załatwić wiele. To się jednak zmieniło. Pary są tak wyrównane, że rewanże mogą ćwierćfinałową kolejność zupełnie postawić na głowie.

- Czuję, że nie jeden, czy drugi mecz, a poszczególne wyścigi, jedna, czy druga mijanka na wagę punktów mogą zadecydować o być albo nie być w półfinale. Jasne, że otwarcie u siebie trzeba koniecznie wygrać, mieć dwa duże punkty i wtedy myśleć co dalej. Pewne jest, że ktoś z najmożniejszych odpadnie, a przecież nikt tego nie chce. Leszno jedzie z Częstochową. Unia była faworytem rozgrywek, ale trochę zawodzi, a Włókniarz po powrocie Nicki Pedersena wygląda na zespół kompletny, niesamowicie groźny. Co jednak zrobili inni popatrzymy w niedzielę późnym wieczorem. Najpierw wyłącznie oglądajmy się na siebie. Jesteśmy gospodarzami i liczy się tylko zwycięstwo.

Nie ma szans na jakieś większe przygotowania do dwóch najbliższych spotkań, bo oba pojedynki z Falubazem odbędą się dzień po turniejach Grand Prix. Jaki jest więc sposób, aby Tomasz Gollob, czy Rune Holta, po przebyciu wielu kilometrów czuli tor i walczyli dla Stali jak na liderów przystało?

- Nasz kapitał na wymarzoną końcówkę sezonu w gorzowskim wykonaniu zbieramy już od wielu tygodni, także dzięki zadowalającym wynikom osiąganym nie tylko w domu, ale i na wyjazdach. To co było dobre jeszcze raz sobie omówimy, przypomnimy, zakodujemy w głowach. Jakieś drobne niedociągnięcia jeszcze można poprawić. Przede wszystkim musi być świadomość, że można. Najważniejsza jest ta wiara w swoją moc. No i determinacja. Bez ogromnego zaangażowania niewiele już na tym etapie sezonu się wywalczy, ale akurat o to jestem spokojny.

Udało wam się ukryć gorzowskie tajemnice, bo zielonogórzan skreśliliście z listy startowej memoriału?

- Mnie ta cała dyskusja i słowne przepychanki po prostu śmieszą. To jest taki lubuski żużlowy folklor, do którego już się zdążyliśmy przyzwyczaić. Między działaczami, trenerami, czy zawodnikami panują przyjacielskie stosunki, gościmy siebie na zawodach, nigdy nie zamykamy żadnych drzwi i nie wyłączamy telefonów. My też mieliśmy szybko jechać w Lesznie, a więc na turnieju indywidualnym na torze Unii naszych nie było, tak samo jak w poprzednich latach na turnieju w Zielonej Górze, bo zaraz była tam wspólna liga. Grzesiu Zengota był kontuzjowany, nie wiadomo było, czy pojedzie, dlatego zaczęliśmy szukać innych, mocnych zastępców. Pojechał Nicki Pedersen. Nic się nie stało, a cała dopisana ideologia jest zupełnie niepotrzebna. Przy startach nieobowiązkowych to gospodarz ma zawsze prawo zapraszać zawodników lub nie. Ta sytuacja na pewno nie popsuje relacji z naszymi sąsiadami, a w najbliższą niedzielę Falubaz pooglądamy co wyścig.

Czyli przy i tak strasznie napompowanym derbowym balonie, im mniej dodatkowych emocji, tym lepiej?

- Dokładnie. Lepiej trochę spokoju i zdrowego rozsądku, a na końcu piękny żużel, fantastyczne widowiska najpierw Gorzowie, a potem w Zielonej Górze. I bez tajemnic, bo niby jakie my możemy mieć przed sobą zagadki, skoro co chwilę gościnnie ścigamy się na swoich torach?

*Stanisław Chomski - od tego sezonu w Stali Gorzów w roli menadżera, a nie trenera, odpowiadającego wyłącznie za ekstraligowy zespół