Sport.pl

Synowiec: Lepiej pięknie skończyć niż tylko super zacząć

Pary na play-off są już ustalone, a szanse zespołów właśnie szeroko komentowane. Na podsumowanie sezonu dopiero przyjdzie czas, bo dodatkowe mecze mogą diametralnie zmienić każdą ocenę - zespół piąty czy szósty po rundach zasadniczych zostanie mistrzem Polski, a dotychczasowy bezapelacyjny lider straci wszystko.
Jak zwykle będzie miało zastosowanie powiedzenie Leszka Millera, że ważne jak kto kończy, a nie jak zaczyna. W przeciwieństwie do innych rozgrywek zespołowych (koszykówka, siatkówka, itp.) w żużlu nie ma żadnego faworyzowania zespołów z czołówki, a ważne jest jedynie, aby w dwumeczu osiągnąć lepszy rezultat, co powiedzmy sobie szczerze, czasem jest wynikiem szczęśliwego lub nieszczęśliwego zbiegu okoliczności (kontuzje tuż przed, czy w trakcie zawodów).

Natomiast ligową postawę poszczególnych żużlowców można oceniać już obecnie, bo tutaj radykalnych zmian raczej spodziewać się nie należy. Tak więc wypada wskazać, kto w tym sezonie zasłużył na oklaski, a kto nie jest wart swojego kontraktu.

Toruń jako zespół zaliczył dwie ciężkie wpadki, ale był to wynik niespodziewanej niemocy całego zespołu. Nikt nie pojechał na zdecydowany minus, a na plus trzeba ocenić szczególnie Wiesława Jagusia. U wicelidera tabeli zielonogórskiego Falubazu, zdecydowanie trzeba wyróżnić juniora Grzegorza Zengotę i Rafała Dobruckiego, po którym nie spodziewałem się tak solidnej jazdy. Na gwizdy zasłużył oczywiście Niels Iversen złożony ogólną niemocą. Gorzowscy kibice "liczą" na niego w play-off. Odkryciem sezonu w Częstochowie jest junior Tai Woffinden, a na miano "kichy" zasłużył Sławomir Drabik, którego reaktywacja powinna nastąpić raczej w pierwszej lidze (choć trzeba przyznać, że ostatnie mecze u siebie nieźle mu wyszły). W Unii Leszno zachwyca Jarosław Hampel, a reszta raczej poniżej poziomu. W szczególności dotyczy to Damiana Balińskiego jak i młodzieży - Przemysława Pawlickiego oraz Juricy Pavlica. Ta trójka albo wyniesie Unię na szczyt lub pozbawi ją medalu.

Stal Gorzów jest najtrudniejszym przypadkiem dla oceny występów indywidualnych, bo albo jako całość jedzie dobrze, albo jako całość zawodzi. Jednak generalnie nie spełnił oczekiwań Rafał Okoniewski, a słabiutko radzi sobie Peter Karlsson. Więcej też należy oczekiwać od Tomasza Golloba, zwłaszcza w najtrudniejszych spotkaniach. To w jego rękach i nogach moim zdaniem będzie wynik play-off. Na plus jedzie David Ruud, bo od niego nie oczekiwałem zbyt wiele i jednak Thomas Jonasson, zwłaszcza w drugiej części sezonu. Polonia Bydgoszcz to rewelacyjny Emil Sajfudtinow i rozczarowanie sezonu - Andreas Jonsson. Poza klasyfikacją są natomiast wszyscy jeźdźcy krajowi, bo tylko z trudem łapią jakieś punkty. W Gdańsku rewelacją całej ligi okazał się Kenneth Bjerre, a poza tym świetnie prezentuje się Słowak Martin Vaculik, który staje się wartościowym zawodnikiem ekstraligi. Natomiast na ogromne gwizdy zasłużyli: Adam Skórnicki, którego większość występów jest wręcz kompromitująca oraz Hans Andersen. Oni właśnie będą mieli największy udział w spuszczeniu Wybrzeża do pierwszej ligi.

Na końcu ekstraligi Atlas Wrocław. Jason Crump jeździ tak jak na lidera przystało. Reszta to jedno wielkie nieporozumienie. Maciej Janowski idzie w dół, a występy Scotta Nichollsa i Daveya Watta to zwyczajnie druga liga. Marek Cieślak będzie musiał w play-off dokonać cudów, aby uratować dla Wrocławia ekstraligę. Kogo jak kogo, ale jego na to stać.

W pierwszej lidze błysków formy poszczególnych zawodników było niewiele (poza zawodnikami z Tarnowa, ale to nikogo nie dziwi) i dopiero faza play-off wskaże kto nadaje się do poważnego żużla, a kto się z tym sportem powinien pożegnać. Jednak wskazać trzeba, że kilku zawodników zwyczajnie przeliczyło się z siłami. Wyraźnie było to widać w zespołach, które miały walczyć o awans - Ostrowie i Grudziądzu. W Ostrowie występy Gomólskiego, który zapowiadał się na odkrycie sezonu i "naszego" Mariusz Staszewskiego, ale też i innych (Chris Harris) spowodują bardzo prawdopodobny spadek do drugiej ligi. W interesie samych zawodników leży jednak uratować bankruta przed degradacją, bo w przeciwnym wypadku stracą wszystkie zarobione pieniądze (jeśli zespół się utrzyma, zimą musi spłacić długi, aby przystąpić do rozgrywek.) W drugiej lidze tworzy się natomiast nowy zespół i startuje z czystym kontem, nie martwiąc się o zaległości. W Grudziądzu Knapp, Staszek i kolejny talent - Artur Mroczka zawodzili gdzie i kiedy tylko mogli. Skutek - również ogromne ryzyko spadku.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali