Sport.pl

Jerzy Synowiec - Łotwa w elicie? To klęska!

To, co się dzieje w żużlowej ekstralidze przechodzi ludzkie pojęcie. Każdy wygrywa i przegrywa z każdym, a jedynym zespołem, który nie doznał upokarzającej klęski jest zielonogórski Falubaz.
Do końca zasadniczej części sezonu pozostała tylko jedna kolejka, ale czołowa szóstka jest już ustalona. W play-off to się dopiero będzie działo i każdy z tej szóstki, nawet bydgoska Polonia, może znaleźć się w finale. A już ćwierćfinałowa walka pomiędzy Falubazem, a naszą Stalą to będzie prawdziwy hit sezonu, w trakcie którego oba stadiony pękną w szwach. Gorzej niestety jest w dole tabeli. Wrocław i Gdańsk stoczą walkę o utrzymanie w ekstraklasie, a jedna z nich będzie następnie barażowała. Może być i tak, że spadną oba zespoły. I to dopiero będzie klęska całego polskiego żużla. Akurat drużyn i klubów z największych miast szkoda najbardziej. Do tego w ich miejsce wejdzie bądź co bądź prowincjonalny Tarnów no i bardzo prawdopodobne, że Lokomotiv Daugavpils. Jeśli Łotysze wygrają swój ostatni mecz w Grudziądzu to właśnie oni staną do barażu o ekstraligę. Nikt tego nie przewidział, ale regulamin na to pozwala. To zaś by oznaczało, że w polskiej ekstraklasie znajdzie się zespół z małej łotewskiej dziury, gdzie mecze (łącznie z Grand Prix) ogląda ledwie kilka tysięcy ludzi. Czy to było nam potrzebne? A jeśli szczęśliwie złoży się tak, że Daugavpils nie awansuje to w przyszłym sezonie w pierwszej lidze być może będą aż dwa zespoły z zagranicy, bo Miszkolc walczy właśnie o udział w barażach. Się porobiło tak głupio, że trzeba będzie szybko wycofać się ze zgody na starty obcych drużyn w naszych ligach. Z Łotwy możemy mieć w przyszłym sezonie jedną pociechę - jeśli zabierzemy stamtąd do Gorzowa Grigorija Łagutę i Maksima Bogdanowa. To talenty nie mniejsze niż Emil Sjafutdinow, a po sezonie miejsca Petera Karlssona i Davida Ruuda, nie mówiąc już o Rafale Okoniewskim, powinny być puste. Gorąco taki krok władzom Stali polecam.

Za to absolutnie nie polecam realizacji pomysłu na tegoroczny Memoriał Edwarda Jancarza. Pamiętam memoriał w ubiegłym roku jako wspaniałą imprezę, zarówno od strony organizacyjnej jak i sportowej. To było prawdziwe święto żużla, godne swojego imienia. Pomysł, aby w tegorocznym turnieju ścigali się liderzy poszczególnych klubów w zawodach parowych, gdzie uzupełnieniem pary będą juniorzy jest zły, zdeprecjonuje rangę imprezy. Do tej pory obowiązywała zasada: albo memoriał w najlepszej obsadzie (tak było 11 razy), albo zawody przekładamy na następny sezon. Turniej parowy to nieporozumienie, zwłaszcza jeśli obsada będzie wyglądała następująco: Gollob plus Cyran, Walasek - Zengota (ci już dzisiaj mogą czuć się zwycięzcami), Jaguś z Celmerem, Kasprzak z Pawlickim, Gapiński z Miturskim, Skórnicki ze Sperzem oraz Jędrzejak i Janowski. Czy taki lub podobny skład zachęci kibiców do wizyty na stadionie? Czy Jancarz będzie zadowolony? Absolutnie nie. Rozumiem, że tradycyjny turnieju też może być nużący. To trzeba pokombinować z obsadą! Przecież to może być turniej młodego pokolenia, które dopiero zdobywa świat. Na przykład Holder, Ward, Woffinden, Lindback, Pavlić, Sajfutdinow, Łaguta, Bogdanow, a do tego Zengota, Vaculik i Świst z Hlibem, żeby nie obyło się bez gorzowian. Na taki memoriał na pewno bym się wybrał. Na turniej par nie przyjdę.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali