Żużel padnie jak pies Pluto?

Ostatnie wydarzenia na żużlowych torach wywołały dyskusję co jest ważniejsze - liga czy rozgrywki międzynarodowe? Liga! - odpowiadam. Wszystkie imprezy powinny być podporządkowane polskiej lidze. To ona utrzymuje światowy żużel, napędza promocję tego sportu i trzeba ją chronić - pisze Jerzy Synowiec.
Ostatnie wydarzenia na żużlowych torach wywołały dyskusję - co jest ważniejsze - liga czy rozgrywki międzynarodowe? Nigdy jeszcze nie było tak, aby rozgrywki ligowe były poszatkowane jak obecnie. Jedne zespoły mają rozegranych 12 spotkań, a inne ledwie dziewięć. Mecze przekładane są z uwagi na pogodę, co wprawdzie częściowo, ale jest usprawiedliwione. Ale spotkania są też odwoływane z uwagi na udział choćby jednego zawodnika w jakichkolwiek rozgrywkach międzynarodowych, choćby były to ćwierćfinały zawodów oglądanych przez 200 widzów w Norwegii czy Bułgarii. Każdy klub może powiedzieć veto i nie zgodzić się na nowy termin, bo jeden z jego zagranicznych juniorów jedzie w zawodach o czapkę śliwek. W rezultacie dochodzi do wymuszonych terminów, które jednym pasują, a innym nie.

Ofiarą takich regulaminów są w tym roku Włókniarz Częstochowa i Atlas Wrocław. Włókniarz ma kłopot nie tylko z kontuzjowanym Nicki Pedersenem, ale przede wszystkim mając kilka przełożonych spotkań - nie może korzystać ze swoich obcokrajowców. "Dzięki" temu częstochowianie ponieśli sromotną porażkę w Gdańsku za trzy punkty, a przecież, gdyby jechali normalnym składem - z pewnością porażki by nie było. Teraz przyszła kolejna klęska w Bydgoszczy, gdzie nie było tylko Pedersena, ale też Richardsona i Woffindena. To tak, jakby Stal miała jechać bez Golloba, Holty i Jonassona. Porażki nie tylko spychają Włókniarz w dół ligowej tabeli, ale mają ogromne znaczenie dla Atlasa Wrocław, bo ich rywale - Gdańsk i Bydgoszcz zdobywają za frajer punkty, o które Atlasowi przyszło walczyć z przeciwnikiem jadącym w pełnym składzie.

To grubo nie fair, bo zupełnemu wypaczeniu ulega ligowa tabela. Co robić? Ano w kolejnym sezonie muszą nastąpić istotne zmiany w regulaminie rozgrywek ekstraligi. Przełożenie meczu z powodu deszczu powinno być absolutnym wyjątkiem. Kluby powinny tak opiekować się torem, aby tylko długotrwała ulewa w trakcie meczu powodowała jego przełożenie, a zupełnie niedopuszczalne powinno być przekładanie spotkań już dzień wcześniej. Każdy klub winien zainwestować w środki techniczne (plandeki, ale nie tylko), aby tor był zawsze gotów do jazdy.

Inną kwestią jest odpowiedź na pytanie - co jest ważniejsze - liga, czy mistrzostwa świata? Jedyna właściwa odpowiedź brzmi: liga! Wszystkie imprezy międzynarodowe, łącznie z Grand Prix powinny być podporządkowane polskiej lidze. To ona utrzymuje cały światowy żużel, jest motorem napędowym promocji tego sportu na świecie i trzeba ją chronić. Nie może być tak, że ogromny wysiłek finansowy klubów jest niweczony startem Martina Vaculika w Klubowym Pucharze Europy. Najlepsze ligi świata w różnych dziedzinach sportu (hokej, koszykówka, piłka nożna) bądź ignorują wszelkie międzynarodowe rozgrywki, bądź podporządkowały sobie te rozgrywki bez reszty. Złoty medal amerykańskich koszykarzy na olimpiadzie jest nic nie wart w porównaniu z udziałem w finale NBA, a zwycięstwo w hokejowych mistrzostwach świata jest udziałem tych zawodników, których zespoły wcześniej odpadły w rozgrywkach o Puchar Stanleya. Wiem jedno - takie traktowanie ligi jak ma to miejsce obecnie źle się skończy dla ligi. Są wprawdzie głosy, że nasz sukces w Drużynowym Pucharze Świata to niebywałe osiągnięcie, ale to bujda na resorach. Krajowe dzienniki odnotowały ten sukces na trzecich stronach, a w Europie nikt tego nie zauważył. A pełne stadiony na lidzie widzą i szanują wszyscy. Liga musi być rozgrywana rytmicznie, a przełożenie spotkania musi być wyjątkiem. Jeśli będzie to kolidować z innymi rozgrywkami - tym gorzej dla innych rozgrywek. Jeśli wywalczymy taką pozycję dla naszej ligi (dzisiaj nadal zawodnicy zagraniczni preferują start w lidze angielskiej niż polskiej) to cały światowy żużel pójdzie w górę, a jeśli miejsce ligi zajmie nieszczęsny i śmiertelnie nudny Grand Prix. A żużel wcześniej czy później padnie jak pies Pluto.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali