Nowa moda żużlowa: ścigamy się na zawody

Żużlowcy Caelum Stali odrabiają dziś ostatnie ligowe zaległości. W Częstochowie o 18.45 zmierzą się z Włókniarzem. - Termin jest niefortunny, niektórzy mogą nie dojechać na mecz - ostrzegał menedżer Stanisław Chomski
Wyścigi na zawody żużlowe są ostatnio w modzie. W poprzedniej kolejce mecze ekstraligi rozpoczynały się późnym wieczorem. Kluby czekały bowiem na swoich zawodników, którzy w porze obiadowej ścigali się w Lesznie w finale drużynowych mistrzostw świata. Dziś wyścigi na drodze ze szwedzkich miejscowości do Częstochowy czekają żużlowców Caelum Stali i Cognor Włókniarza. - Wszyscy zawodnicy z naszej drużyny nie mają w środę ścigania, ale tak naprawdę to nie jest dobry dzień na ligowe zawody. Cóż, niestety w tej chwili nie ma innego. Do tego telewizja podyktowała taką, a nie inną godzinę [relacja na żywo z tego meczu na TVP Sport od 18.45 - przyp. red.]. To zdecydowanie za wcześnie, godzina 20 byłaby bezpieczniejsza. Żużlowców czeka szalony wyścig z czasem, powrót z wtorkowej ligi szwedzkiej. Z duszą na ramieniu będziemy czekać w Częstochowie, czy go wygrają. W ciągu czterech, pięciu godzin musieli w nocy z wtorku na środę zrobić kilkaset kilometrów na prom - tłumaczył menedżer Caelum Stali Stanisław Chomski.

Z Malilli do Częstochowy jest 985 km, tam ścigali się Peter Karlsson (w barwach tamtejszej Dackarny) i Rune Holta (Indianerna). W Gislaved (1031 km) walczyli David Ruud (Lejonen) i zawodnik Włókniarza Greg Hancock (Rospiggarna). Z Motali na mecz (1104 km) jechali zawodnicy Elit Vetlanda - Thomas Jonasson i Lee Richardson. - Mam nadzieję, że wszystko skończy się szczęśliwie i będzie nam dane w pełnym składzie powalczyć o dobry wynik - mówił nam we wtorek Chomski.

Co będzie dobrym wynikiem? W Gorzowie po cichu liczą na walkę o zwycięstwo. Stalowcy, nakręceni dobrymi wynikami w ostatnich meczach (w zaległym starciu z Unibaksem przegrali 44:45, ale już w niedzielę pewnie pokonali Lotos Gdańsk 55:35), będą chcieli zabrać coś dla siebie. Tym bardziej, że Częstochowa to drugi dom polskiego Norwega Rune Holty (ma tam swoją główną bazę wypadową), a w przeszłości w barwach Włókniarza jeździł Szwed David Ruud. Na dodatek w kapitalnej formie jest teraz Matej Zagar. A kapitan żółto-niebieskich Tomasz Gollob to przecież gwarancja dwucyfrowej zdobyczy.

Nasi żużlowcy czują krew, bo Włókniarz ma problemy. W poniedziałek częstochowianie ścigali się w Bydgoszczy z Polonią. Przegrali 38:46. Byli mocno osłabieni, bo obowiązki w lidze angielskiej mieli Lee Richardson i Tai Woffinden (oni dziś wystartują), nie było też kontuzjowanego Duńczyka Nicki Pedersena. Właśnie absencja mistrza świata to była największa zagadka ostatnich dni. Pedersen zrezygnował z występu w reprezentacji Danii w turnieju barażowym DPŚ, ale w tym tygodniu miał być już gotowy do jazdy.

Teraz wiemy już na pewno - włókniarze pojadą bez swojego asa. I nie będą mogli zastosować za niego zastępstwa zawodnika. Pedersen przeszedł w poniedziałek operację transplantacji skóry na prawej nodze (poparzeń trzeciego stopnia doznał podczas półfinału DPŚ w Vojens w kolizji z Grigorijem Łagutą). - Ten zabieg nie mógł czekać ponieważ obrażenia były cięższe niż początkowo sądzono - stwierdził profesor Soeren Paltoft, duński specjalista od oparzeń. - Mój lekarz przemówił mi do rozsądku i odwiódł od startów w polskiej i szwedzkiej lidze w tym tygodniu. Jego zdaniem mogło to się skończyć bardzo źle, poważną infekcją krwi. Za dużo myślałem o straconych pieniądzach, ale profesor wytłumaczył mi, że zdrowie jest ważniejsze - komentował Pedersen.