Stal Gorzów zawiesza szkolenie

Czwórka gorzowskich młodzieżowców nie wystartowała w środę w mistrzostwach Polski. Klub zawiesił szkolenie i postanowił nie wysyłać młodych żużlowców na zawody. Czy na niedzielny mecz ligowy z Gdańskiem Caelum Stal będzie musiała awaryjnie zatrudniać nowego krajowego juniora?
Zamieszanie wokół wychowanków Stali trwa już kolejny tydzień. Mało brakowało, aby w ubiegły czwartek młodzieżowa gorzowska drużyna nie pojechała na turniej do Ostrowa. Władzom klubu nie spodobało się to, co Adrian Szewczykowski, Łukasz Cyran i Paweł Zmarzlik mówili dziennikarzowi "Tygodnika Żużlowego" - juniorzy twierdzą, że dysponują o wiele gorszym sprzętem niż ich rówieśnicy z innych klubów, a to całkowicie hamuje rozwój sportowy. Zebrali się członkowie zarządu klubu, rozmawiali z zawodnikami, wytykali im błędy w artykule, bronili swoich racji. Pierwsza decyzja była taka, że żużlowcy zostają zawieszeni. Jednak na prośbę trenerów szkółki Piotra Palucha i Jarosława Łukaszewskiego, po konsultacji z wiceprezesem do spraw sportowych Maciejem Mularskim, grupa ostatecznie wyjechała do Ostrowa i wygrała eliminację Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostw Polski.

Minęło kilka dni, w juniorskim kalendarzu mamy kolejne ważne imprezy. Tym razem jednak bez udziału gorzowian. We wtorek ponownie zebrał się zarząd Stali - już z prezesem Władysławem Komarnickim, który wrócił z urlopu. Doszło do kolejnych rozmów z młodzieżowcami i na koniec do zawieszenia szkolenia i treningów młodzieży w naszym ekstraligowym klubie. W eliminacjach mistrzostw Polski w Gnieźnie pojechali bez stalowców. - Z tych wszystkich zarzutów, jakie usłyszeliśmy od młodych ludzi wyraźnie widzimy tylko jeden nasz błąd - powiedział żużlowy prezes z Gorzowa. - Niepotrzebnie wydaliśmy kilkaset tysięcy złotych na części do ich maszyn. Trzeba było kupić za te pieniądze każdemu po dwa kompletne motocykle i teraz nie byłoby sprawy. Z drugiej strony zadziwia mnie ta wiara w magię silników. Zamiast wykorzystywać obu szkoleniowców i od rana do wieczora ciężko pracować nad sobą w warsztacie, na torze i poza nim, niektórzy młodzi chłopcy wierzą w cuda. Takie w sporcie na najwyższym poziomie nie zdarzają się niestety. Jest decyzja o zawieszeniu trenowania. Obie strony mają czas na przemyślenie wielu spraw i podjęcie decyzji co dalej - dodał Komarnicki.

Szef Stali utrzymuje, że to zawieszenie nie jest konsekwencją jednego materiału prasowego, a dłuższych przepychanek i niepokojących meldunków od trenerów szkółki. Skąd jednak tak drastyczne decyzje i kara dla młodzieży? Taką na pewno jest odsunięcie od startów. Takie kroki świadczą o poważniejszym konflikcie w klubie, który przecież w tej chwili posyła do jazdy w ekstraklasie zaledwie jednego wychowanka i to przeważnie wyłącznie na pojedynczy wyścig. - W klubie jest wystarczająco wielu fachowych doradców, aby nie mącić sobie w głowie tym co mówią zza bandy - twierdzi prezes Komarnicki. - Powtarzam, trzeba tylko tym fachowcom zaufać, odpowiednio ich wykorzystać, a nie czekać na cud. Jak ktoś nie widzi co się zmieniło w szkoleniu w Gorzowie w ostatnich latach to przykro mi. Sam również chciałbym oglądać w drużynie samych wychowanków prezentujących najwyższy światowy poziom.

Kto zatem pojedzie w niedzielnym meczu ekstraligi z Lotosem Gdańsk (jeden z młodzieżowców musi posiadać polską licencję)? - Losy naszych młodzieżowców są wyłącznie w ich rękach i głowach. Bardzo wiele zależy od ich wniosków i dalszej mądrości - zakończył prezes Stali. Nie chciał jednoznacznie stwierdzić, czy menadżer Stanisław Chomski będzie musiał sobie szukać nowego zawodnika. W końcu gorzowscy juniorzy nie są zawieszeni tylko ich szkolenie. Jest więc nadzieja, że obie strony dojdą do sensownego porozumienia i w najbliższą niedzielę oraz za rok, czy dwa w drużynie z Gorzowa nie będziemy oglądać wyłącznie tzw. armii zaciężnej, której jak widać z historii, o wiele trudniej przychodzą zespołowe sukcesy.