Sport.pl

Jerzy Synowiec: Jasna sprawa dla pięciu w elicie

Jest dopiero początek lipca, a już na najważniejsze ligowe pytania znamy odpowiedzi. W ekstralidze czołowa piątka ma już zapewniony udział w fazie play-off, a i szóste miejsce z dużym prawdopodobieństwem wywalczy Polonia Bydgoszcz, która ze wszystkich outsiderów ma najsolidniejszy skład i największy potencjał.
Gorzowska Stal zajmie miejsce 4-5 i w pierwszym meczu fazy finałowej spotka się bądź z Częstochową, bądź z Falubazem. W fazie finałowej wszystko będzie możliwe, bo jak się okazuje nie tylko Stal Gorzów poniosła ciężkie porażki. Również Toruń - faworyt rozgrywek - został ostatnio niemiłosiernie zlany w Lesznie, a i innym przytrafiły się wpadki (Unia, czy Włókniarz Częstochowa). Tak więc pewnie się okaże, że najważniejsze jest jak zwykle kto jak kończy, a nie zaczyna.

Zwycięstwa Falubazu w Gdańsku i gorzowian we Wrocławiu są naprawdę cenne i przynajmniej dla mnie - niespodziewane. Solidność zielonogórzan mnie zadziwia, pomimo iż w swoim składzie mają jednego przeciwnika - Iversena. Zaś ogranie przez trenera Stanisława Chomskiego słynnego "Polewaczkowego" budzi szacunek. Dawno nie widziałem tak bezradnego Marka Cieślaka, który dukał do kamery jak małe dziecko, zupełnie nie wiedząc co się stało na torze. W tym roku ciężko mu będzie utrzymać się w lidze, gdyż najpierw czeka go dwumecz z Gdańskiem, a potem, w razie sukcesu, kolejny dwumecz z Rzeszowem, który pewnie zajmie drugie miejsce w pierwszej lidze.

Na zapleczu ekstraklasy kwestia awansu jest jasna - to będzie Unia Tarnów i porażka w Gnieźnie niczego tu nie zmienia. Drugie miejsce, jak już wspomniałem wyżej, zapewne zarezerwowane dla rzeszowskiego zespołu, choć w barażach o ekstraligę raczej sobie nie poradzi. Znacznie ciekawiej układają się losy dołu pierwszej ligi. Aż sześć zespołów walczy o utrzymanie, a kolejność zmienia się po każdej rundzie. Tak nie było w tych rozgrywkach od wielu lat. Obecnie ostatni jest Grudziądz, ale do tego klubu zakontraktowano właśnie ostatniego dobrego i wolnego jeszcze żużlowca z szerokiej światowej czołówki - Anglika Edwarda Kennetha. To oznacza, że GKM spaść nie chce. Na spadkowicza typuję nadal Poznań, choć szkoda by było, aby zespół z tak dużego ośrodka, który mozolnie buduje popularność żużla (i ma na tym polu pewne osiągnięcia), spadł do żużlowej otchłani. Najlepiej zaś by się stało, aby niżej została zdegradowana łotewska Lokomotywa, bo to zespół, który tylko u siebie coś znaczy, a na pozostałych torach zwyczajnie sobie nie radzi. Ich lider - Grigorij Łaguta - powinien w przyszłym roku jeździć w polskiej ekstraklasie i już dzisiaj można go wskazać jako cenną zdobycz menadżerom z Gorzowa i Zielonej Góry.

W drugiej lidze też wszystko wydaje się jasne. Jedynym zespołem, który ma ochotę na awans do pierwszej ligi jest Łódź. To dobrze i źle. Pięknie by się stało, aby w kolejnym dużym mieście odrodził się żużel. Kiedyś Tramwajarz Łódź był w najwyższej lidze, a ich zawodnik Włodzimierz Szwendrowski zdobywał mistrzostwo Polski. Z kolei fakt, że klubem kieruje zbyt emocjonalny przedsiębiorca pogrzebowy Witold Skrzydlewski, niesie niebezpieczeństwo stałych awantur. Człowiek sam utrzymuje żużel w Łodzi i to mu się bardzo chwali, ale każdy pojedynek z udziałem Orła niesie zapowiedź kolejnego problemu. W każdym bądź razie awans łódzkiej drużyny będzie znacznie ważniejszy i cenniejszy w skali makro, niż awans Rawicza, Krosna, czy nieszczęsnego Miszkolca.

A już w najbliższy piątek, oczywiście jeśli tym razem pogoda będzie łaskawa, czy to Stal rośnie w siłę, czy to lider Unibax Toruń słabnie jak bokser po ciężkim ciosie w szczękę.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali