Sport.pl

Dreczka: Rozwój przez rozbój

Cholernie mi szkoda zmarnowanego talentu Pawła Hliba. Kłótnie w Gorzowie, nieporozumienia w Poznaniu. Co będzie dalej? Paweł jest postacią barwną, kontrowersyjną, ale potrzebną naszemu żużlowi. Wystarczy, że będzie chciał.
Cholernie mi szkoda zmarnowanego talentu Pawła Hliba. Z ogromną ciekawością od kilku lat śledzę jego jazdę i rozwój (nie rozbój). Silny, dynamiczny, młody i wyrachowany na crossie z, wydawałoby się, wrodzoną miłością do adrenaliny, sprawiał wszystkim w Gorzowie coraz więcej radości. W 2006 r. odszedł do Tarnowa, by wysłuchiwać z uwagą ekstraligowych lekcji od Golloba czy Rickardssona. Koncepcja była słuszna. Hlib miał zrobić duży krok naprzód, zarabiając przy tym nieporównywalnie większe pieniądze. I nikt nie miał o to pretensji. Sam zaciskałem kciuki oglądając jego jazdę w ekstralidze.

Po powrocie do Gorzowa Paweł zmienił mentalność. Nie chcę nawet wspominać jego pozasportowych wybryków, bo nic mi do tego, ale kiedy rozpoczął się ubiegłoroczny sezon, Paweł stał się jakby cięższy. Przymiotnik tyczy się nie tylko relacji międzyludzkich, ale i wagi ciała.

Ekstraliga i pierwszy rok seniora w parze nie idą (choć Holder potrafi). Będąc w Poznaniu, przy okazji przyjacielskiej rozmowy z tamtejszymi prezesami, natychmiast na następcę Skórnickiego zasugerowałem Hliba. Bierzcie chłopaka, lubi tor, z Gorzowa ma bardzo blisko, pierwsza liga, zero ciśnienia i presji, do tego drużyna złożona z fajnych chłopaków. Negocjacje co prawda lekkie nie były, ale się udało. Na przygotowanie dostał dużo pieniędzy i na tym koniec. Wyjazd na obóz przygotowawczy Paweł obkupił kontuzją, która w opinii obserwatorów była wynikiem jego brawury. Nie wystartował w lidze, nie chciał przyjeżdżać na treningi i miał ciągłe pretensje, że nie jedzie w meczu. Świeżo po kontuzji Hlib przyjechał na trening do Poznania i stwierdził, że nie będzie jeździł sam, tylko od razu się ścigał. Na 15 wyścigów - 12 razy był ostatni. Nie rozumiał, dlaczego nie jedzie w lidze, i tyle go poznaniacy widzieli. Ręce opadają, kiedy czyta się, że trener "Skorpionów" nie chciał dać mu szansy. Później wystartowała szwedzka Allsvenskan, gdzie Hlib jechał bardzo skutecznie (choć to poziom polskiej drugiej ligi). Na podstawie tych wyników Paweł miał jechać w I lidze. Miał, ale już nie chciał. Teraz trafił do Rybnika.

Gorzowski talent potrzebował prawdziwego menedżera i opiekuna, który będzie pilnował go jak dziecka, bo sportowy tryb życia wymaga wyrzeczeń. Tego zabrakło. Kłótnie w Gorzowie, nieporozumienia w Poznaniu, co będzie dalej?

Wielu żużlowców przegrywa z popularnością i wypchanym portfelem. Pawła popsuły pieniądze i popularność czy jego krnąbrny charakter? Miał za sobą bardzo wielu fanów, których traci. Ile krytyki wylało się na zarząd Stali za niekonsekwencję, kiedy został odwieszony po pamiętnych bijatykach w nocnym klubie. Paweł Hlib jest postacią barwną, kontrowersyjną, ale potrzebną naszemu żużlowi. Wystarczy, że będzie chciał.

* Jacek Dreczka - rzecznik Stali Gorzów