Przed nami derby - przegrani będą przeklęci

Już w najbliższą niedzielę derby z Falubazem. Dla Stali to najważniejszy mecz tego sezonu. Liczy się tylko zwycięstwo i odbicie się od dnia. Po wygranej nad Zieloną Górą kolejny sukces w zaległym meczu z Unibaksem Toruń będzie tylko formalnością.
Wrocławianie w swoim ostatnim pojedynku w Zielonce pokazali, że Falubaz bez Zengoty to ledwie pół zespołu. Czterej jeźdźcy Apokalipsy - Jeleniewski, Madsen, Janowski i Crump do trzynastego biegu trzymali naszych najbliższych rywali za gardło. O ich porażce zadecydowały dwa dość pechowo zakończone biegi. Czy więc gorzowianom, a raczej gorzowskiemu zespołowi, wystarczy determinacji? Czy Rune Holta i jego koledzy pojadą tak jak powinni? Przecież wystarczą trzy kolejne zwycięstwa, aby Stal wskoczyła na drugie miejsce w tabeli. Tomasz Gollob w Toruniu pokazał, że potrafi być liderem z prawdziwego zdarzenia, a na własnym torze jest w stanie pociągnąć zespół do sukcesu z każdym przeciwnikiem. Można tutaj przypomnieć sobie znamienne wydarzenie sprzed 15 lat. W finale indywidualnych mistrzostw świata w duńskim Vojens Gollob zaliczył niezwykle groźny upadek. Z toru zjechał nieprzytomny, w karetce. Do końca zawodów już nie wystartował. Ojciec wraz z bratem wieźli go półprzytomnego, całą noc i pół następnego dnia do Bydgoszczy, bo ich Polonia jeździła decydujący o utrzymaniu w ekstraklasie mecz z Unią Leszno. Bydgoszczanie przegrywając automatycznie lądowali w ówczesnej drugiej lidze. Bez młodszego z Gollobów nie było szans na sukces. On jednak, wbrew temu co mu mówili i radzili lekarze, na własne życzenie wsiadł na motocykl i trzy razy wygrał. Później spadł z motocykla... Jego punkty uratowały Polonię przed spadkiem.

Chyba nikt poza Gollobem nie zdobyłby się na taki wysiłek. Czy zespół, którym obecnie dowodzi, stać na podobny wyczyn? Stać, choć mówię zupełnie szczerze - osobiście w to nie wierzę. Nasi czterej jeźdźcy z Grand Prix (obecnego cyklu i byłego) - Gollob, Holta, Zagar i Karlsson - na bardzo dobrze znanym sobie torze powinni roznieść zielonogórzan. Ale na ich drodze stanie zespół o wiele bardziej ambitny (przynajmniej do tej pory) i rozsądniej prowadzony. Przypomnijmy sobie jak kierownictwa obu klubów zareagowały na beznadziejną jazdę swoich obcokrajowców. W Zielonce porządnie dostało się Lindgrenowi i Iversenowi. W Gorzowie grożono niektórym wstrzymaniem wypłat i usunięciem z zespołu w trakcie sezonu.

To będzie też starcie dwóch różnych koncepcji budowania zespołu. Starcie klubowych wychowanków z międzynarodową zbieraniną. Również tradycyjnie mecz na płaszczyźnie prezesów - emocji i megalomanii z jednej strony, z żelazną konsekwencją z drugiej. Słowem, derby na całego. Co się zaś stanie, jeśli będzie czwarty raz "wpieprz od sąsiadów z południa"? Stanie się ciemność, płacz i bezsilne zgrzytanie zębów. A imię tych, którzy do tego doprowadzą, będzie na wieki przeklęte. Mam więc nadzieję, że Tomasz Gollob i spółka ulitują się nad rzeszami gorzowskich kibiców, włodarzami klubowymi i wszystkim, którzy ściskają kciuki za naszą Stal. Pokażą, że sport jest piękny również dlatego, że to co wydaje się niemożliwe, możliwym się staje i że nie gdzie indziej jak właśnie w sporcie przykładna ambicja potrafi przenosić góry.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali Gorzów