Odejść, by przepaść

Czekamy na mecz z Toruniem jak na zbawienie, ale doczekać się nie możemy. Deszcze leje praktycznie codziennie i wcale nie jest pewne, że kolejny - czwartkowy - termin umożliwi rozegranie spotkania [jak już wiemy, nie umożliwił - przyp. red.].
Osłabiony Unibax pierwszy raz w tym sezonie nie jest faworytem. Gdyby Stal nie wygrała i tego pojedynku to czeka nas chaos, ciemność i śmieszność. Gorzowianie muszą wygrać, bo jak nie to polecą głowy. Pytanie tylko czyje? Zawodników? Chyba nie, bo niby których, skoro dobierano ich starannie przez dwa lata, podczas zimowych sezonów myśliwskich. Trenera? Jego oczywiście najłatwiej złożyć na stosie ofiarnym, ale czy to cokolwiek zmieni i czy rzeczywiście to on jest winny? Pozostają jeszcze ewentualnie dymisje działaczy. Rezygnacja w trakcie sezonu to ostatnie co prawdziwy mężczyzna zrobić powinien, a w zarządzie kobiet nie ma. Ja swoich rad już udzieliłem, więc powtarzać się nie będę. Zgadzam się z redaktorem Jerzym Zysnarskim, że ulicę Lutycką należy otworzyć. On z pewnością zgodzi się ze mną, że Stali należy przywrócić gorzowskość. I tyle.

Choć z tym ostatnim będzie ciężko, bo niewielu gorzowian w polskich ligach się ostało. Prześledźmy zatem losy tych, którzy jeszcze walczą. Oto Piotr Świst - legenda Stali - jednym nieopatrznym stwierdzeniem zraził do siebie wielu kibiców. Uważam, że jest w stanie wrócić jeszcze do Gorzowa, choć nie jestem pewien w jakiej roli, zwłaszcza, że on sam bardzo by tego chciał. Na razie jest absolutnym liderem pilskiej Polonii i najskuteczniejszym zawodnikiem drugiej ligi. Trener Szymko twierdzi, że one jedzie we wszystkich piętnastu biegach, bo jak go nie ma na torze to i tak wszędzie Śwista pełno, a na jego rady wszyscy w zespole czekają jak na zbawienie. Stali już nie zbawi, ale pokazuje jak ma się zachowywać lider zespołu.

Po kilku latach banicji z polskiej ligi również w Pile wylądował Michał Rajkowski. W Anglii, w niższej lidze radzi sobie całkiem nieźle, ale jego specyficzny styl jazdy z wielokrotnym łamaniem motocykla na każdym wirażu, w polskiej lidze nie bardzo się sprawdza, choć i on był jednym z ojców zwycięstwa w ostatnim meczu na torze Polonii. Dalej mamy Kamila Brzozowskiego - ubiegłorocznego finalistę mistrzostw świata juniorów, a dzisiaj jednego z bohaterów w zwycięskim starciu GKP Grudziądz nad silnym Ostrowem. Wygrał bieg nominowany przed Harrisem, Ferjanem i Miśkowiakiem, a łącznie zdobył w tym meczu 11 pkt - najwięcej w zespole. Wydaje się, że jako jeden z niewielu da sobie radę z krytycznym, pierwszym sezonem w gronie dorosłych. Adam Czechowicz jest od lat liderem opolskiego Kolejarza, jednak jego ambicje nie sięgają wyżej niż druga liga. W tym samym zespole dożywają sportowej emerytury Robert Flis i Piotr Rembas, którzy zupełnie niepotrzebnie przeciągają kariery, nie mając już żadnej nadziei na poprawę swojego losu.

Cicho o Pawle Hlibie. W polskiej lidze nie jeździ - trener poznańskich "Skorpionów" nie widzi go w składzie - choć stawia na przeciętnego Sucheckiego i chimerycznego Pytela, za co czeka go zasłużona kara w postaci degradacji Poznania do najniższych rozgrywek. Z takim podejściem do Hliba można tylko Zbigniewa Jądera zapytać - quo vadis? W Szwecji Hlib jeździ dobrze i wszystko wskazuje na to, że będą jeszcze z niego ludzie, tylko trzeba do niego wyciągnąć pomocną dłoń.

O Piotrze Paluchu nie wiem co napisać. W ubiegłym roku był najlepszym zawodnikiem drugiej ligi i prawdziwym liderem Startu Gniezno. W tym sezonie nie może się odnaleźć na pierwszoligowych torach i mocno "kaleczy". Czy to już koniec kariery? Będzie smutno, ale jego pożegnalny turniej, bo taki z pewnością w Gorzowie będzie, powinien być dla kibiców prawdziwym świętem. Zaś próba powrotu do prawdziwego żużla Mariusza Staszewskiego (Ostrów) to całkowite nieporozumienie. Rola rezerwowego to nie to, o co chodzi prawdziwym chłopakom. To było niepotrzebne i przyniosło same rozczarowania.

I to by było na tyle. Wyraźnie widać, że gorzowianie bez Gorzowa tylko łapią powietrze jak ryba na brzegu, a pojedyncze sukcesy tylko potwierdzają regułę, że odejście ze swojego miasta to niemal pewna sportowa bylejakość. Szkoda.

Jerzy Synowiec - gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali Gorzów