Sport.pl

Justyna Żurowska: Zostaję w Gorzowie, a z kadrą chcę czegoś ważnego

- Nie myślałam o odejściu, bo to jest teraz moje sportowe miejsce na ziemi. Zagramy w Eurolidze, będzie nowa hala. Piękne perspektywy, oby się spełniły. Teraz jestem myślami przy starcie na Łotwie. Co może Polska? Będzie wysoko, albo nie wyjdzie z grupy - zapowiada kapitan KSSSE AZS PWSZ.
Po zdobyciu pierwszego w historii srebrnego medalu kapitan gorzowskiej drużyny nie miała zbyt wiele czasu na radość, ani chwili na oddech, czy wakacje. Dołączyła do reprezentacji Polski, która już 7 czerwca zaczyna rywalizację w finałach mistrzostw Europy na Łotwie. Mecze kontrolne pokazały, że Żurowska ma być jedną z kluczowych postaci w tej drużynie. Kibice KSSSE AZS PWSZ jej poczynania będą mogli śledzić dzięki transmisjom telewizyjnym.

Ireneusz Klimczak: To Twój pierwszy tak mocny mariaż z biało-czerwonymi seniorskimi barwami. Będzie z tego jakiś sukces?

Justyna Żurowska: Najważniejsze, że właśnie kończą się przygotowania. To był bardzo męczący czas. Nawet nie same ćwiczenia, bo przecież to nasz zawód, ale ciągłe przeloty, podróże. Cieszę się, że teraz odpoczniemy chwilę w Pruszkowie, a potem już tylko walka w finałach. Osobiście stawiam sobie bardzo ambitne cele.

W grupie mamy gospodynie, czwarte przed dwoma laty, Grecję - 13. zespół poprzednich mistrzostw Europy oraz Węgierki, które tak jak Polki wracają do finałów. Dalej wychodzą trzy zespoły. Trzeba przejść choć szczebel wyżej, bo inaczej będzie duża porażka.

- Też tak myślę. Tym bardziej, że w naszej drużynie naprawdę drzemie spory potencjał. Mamy swoje kłopoty z kontuzjami, przez co trochę zamieszania na pozycji numer jeden, raz gramy świetnie, a ostatnio z Białorusią przeciętnie, przegrywamy z prostą obroną rywalek na całym boisku. Jest z nami gwiazda Agnieszka Bibrzycka. Dlatego uważam, że wszystko jest możliwe. W dobrym dniu, po udanym początku imprezy może zdarzyć się naprawdę wiele dobrego. Możemy też skończyć zmagania na meczach grupowych, ale aż takiej dawki nieobliczalności nie biorę pod uwagę. Pracowałam i jadę tam, aby dać z siebie 120 proc. i zajść wysoko.

"Biba" to prawdziwy lider polskiej drużyny?

- Na pewno gracz o nieprzeciętnych umiejętnościach, który wychodzi na boisko i robi swoje. Widać, że w niesamowicie silnym rosyjskim Jekaterynburgu nie miałaby tego, co osiągnęła, gdyby mocno oglądała się na innych. W kadrze jednak nie ma obok siebie Deanny Nolan, tylko zawodniczki, które w naszej lidze czasami nie miały miejsca w podstawowym składzie. Pewnie przydałoby się większe wsparcie mentalne, ale najważniejsze, aby Agnieszka była w formie. Gdy mija rywalki jak slalomowe tyczki i trafia do kosza to Polska jako zespół może zdziałać wielkie rzeczy i powalczyć z każdym.

Z perspektywy kadry przyglądałaś się temu, co się dzieje w Twojej klubowej drużynie?

- Temat KSSSE AZS PWSZ interesuje nie tylko mnie, ale również dziewczyny z reprezentacji. Gorzów nareszcie wywalczył sobie duży szacunek, nie słyszałam, aby ktoś mówił, że w finale znaleźliśmy się przypadkowo, a wręcz przeciwnie. Wiem, że zapinany jest budżet, trenerzy rozmawiają z ciekawymi, młodymi, ale bardzo dobrymi zawodniczkami, czeka nas przygoda w Eurolidze, mówi się, że w ciągu dwóch lat powstanie nowa, piękna hala dla gier zespołowych. Po co więc szukać lepszego miejsca na ziemi, skoro jest mi tu tak dobrze. W krótkim czasie gorzowska koszykówka zebrała naprawdę wielki kapitał. Teraz nie wolno go roztrwonić tylko koniecznie na dłużej zostać w gronie tych mocnych, profesjonalnych i wiarygodnych.

A więc zostajesz w Gorzowie? Dzisiaj taka deklaracja od Polki jest bardzo cenna.

- Trudno się dziwić dziewczynom, że wykorzystują swoje pięć minut. Przecież zawodniczki zagraniczne grające w naszej lidze są często opłacane o wiele lepiej.

Ich żądania poszły chyba jednak trochę za daleko. To już nawet kilkaset tysięcy za sezon. Podobno jeszcze w czerwcu to może się zmienić, bo kluby chcą, aby obowiązek grania pozostał przy jednej, a nie dwóch krajowych koszykarkach.

- To wtedy zmienią się okoliczności, ale mnie osobiście to zupełnie nie interesuje. W Gorzowie zarabiam dobre pieniądze, jestem tutaj bardzo szczęśliwa i mogę grać w koszykówkę na najwyższym poziomie, w klubie i mieście, które się rozwijają. Nie przebieram więc w ofertach tylko koncentruję się na sobotnim wyjeździe na Łotwę. Bardzo liczę, że jedziemy tam wygrywać.

*Justyna Żurowska - 24-letnia kapitan KSSSE AZS PWSZ Gorzów, od niedzieli z kadrą Polski będzie walczyć w finałach mistrzostw Europy