Sport.pl

Felieton Jacka Dreczki - Raport z miasta Z

Zgoda, derbowy występ żużlowców Stali Gorzów można nazwać wyłącznie blamażem i wygłupem. Nie liczyłem, podobnie jak większość obiektywnych kibiców na zwycięstwo (byłoby niespodzianką), ale na waleczną postawę i ewentualną porażkę odniesioną w godnym stylu. Zabrakło klasy naszym zawodnikom, którzy nie wygrali drużynowo nawet jednego biegu. Ujemny bilans lubuskich derbów zacznę jednak od plusów.
Na stadionie Falubazu byłem od godzin przedpołudniowych i załatwienie formalności ze strony gospodarzy było fachowe. Zmobilizowani i kulturalni przedstawiciele zielonogórskiego klubu zasługują w mojej ocenie na pochwałę. Napompowane do ostatnich miejsc trybuny tętniły bogatą i efektowną oprawą, czego uwieńczeniem były występy fruwających przedstawicieli grupy Żelazny. Chociaż niecenzuralnych okrzyków i gwizdów nie brakowało po obu stronach kibicowskiej bariery to bardzo ważnym pozostaje fakt braku przemocy i fizycznych incydentów.

Jednak przy pełnym uznaniu organizacji meczu na ciasnym zielonogórskim "stadioniku", stanowczej krytyce poddaję komfort oglądania zawodów stworzony kibicom gości. Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania odebrałem kilka połączeń telefonicznych od gorzowskich kibiców błagających wręcz o pomoc. Wepchnięci do ciasnej klatki, dusili się niemiłosiernie w sektorze gości. Wiem, że mecz Zielonej Góry z Gorzowem to nieliczna okazja zarobienia paru groszy na biletach, ale nie kosztem zdrowia lub życia. Kibice to nie ciemna masa, mająca radować się samą obecnością na trybunie. Tutaj duży minus i jak Was szanuję tak żądam, drodzy zielonogórzanie, by do takich scen więcej nie dochodziło.

Nie dosyć, że ściśnięci jak konserwowe rybki to jeszcze upokorzeni postawą swoich ulubieńców gorzowscy kibice, nie będą więc mile wspominać zawodów z 24 maja. Zabrakło determinacji, klasy i honoru niemal wszystkim żużlowcom reprezentującym Stal. Z jednym zgodzić się jednak nie można. Sytuacja z Leszna, kiedy zawodnicy nie wyszli by podziękować za doping swoim fanom, miała się nie powtórzyć i faktycznie tak było. Najwięksi przegrani tego wieczora, podążali w kierunku żółto-niebieskich, jednak zostali z daleka powitani niecenzuralnymi okrzykami i zwyczajnie woleli zakończyć już ten marny pojedynek. Myślę, że powinni podnieść głowy wyżej i mimo wszystko iść dalej.

Nie wiem czy w kategorii plusów czy minusów rozpatrywać blamaż gorzowian w "zielonce", patrząc na literackie dokonania pierwszego "hamulcowego" Stali Gorzów, dzielnego mecenasa. Chyba dobrze, bo jak dziecko cieszyć się musiał, gdy Falubaz gromił Stal. Prezes Władysław Komarnicki zwątpił po porażce w Zielonej Górze. Jeśli więc mecenas ma ekipę i pomysł na realizację misji "Stal na medal", wszyscy nie tylko oddamy stery, ale życzliwie pomożemy. Tyle, że pan Jerzy zamiast pisać konstruktywnie o żużlu triumfuje kiedy Stal przegrywa. W końcu miał już swoje, nawet nie pięć, a piętnaście minut. Do efektów tego rządzenia nie wracajmy.

Teraz trzeba podnieść się z kolan i pokazać charakter. Patrząc na tabelę chłodnym okiem, przegraliśmy sromotnie mecz wyjazdowy, spadając w tabeli na piąte miejsce. Odpowiedź na pytanie czy dalej pozostajemy w grze, poznamy w niedzielny wieczór. Przyjeżdżają niepokonani w tym sezonie torunianie, aktualni mistrzowie Polski, drużyna która w poprzednim sezonie wygrała przy Śląskiej dwa spotkania. W czwartek Australijska lokomotywa Unibaxu, Chris Holder podczas jazdy na crossie złamał obojczyk i nie pomoże swoim kolegom w Gorzowie. Do tego nie będzie też Roberta Kościechy, więc osłabione Anioły przestają być już faworytem niedzielnej, bardzo ważnej dla Stali Gorzów potyczki.

Domeną prawdziwego kibica żużla jest obecność na trybunach, nie tylko kiedy jego ulubieńcy wygrywają, ale przede wszystkim gdy mają słabsze momenty. Wtedy ta pomoc jest najbardziej potrzebna.

Jacek Dreczka - rzecznik Stali Gorzów