Jerzy Synowiec: Nikt nic nie wie

Trener Piotr Żyto: - Nie spałem dwie noce przed meczem. Kibice Falubazu do kibiców Stali w trakcie meczu: - Na kolana! Cała Polska z was się śmieje! Pani z siatką na gorzowskim rynku: - Jancarz to chyba ze wstydu z pomnika odjechał. Tomasz Gollob po meczu: - Nie mam nic do powiedzenia. Prezes Władysław Komarnicki: - A kto to jest Gollob?
Chaos. W gorzowskim klubie nikt nic nie wie. Nikt nie potrafi rzeczowo wytłumaczyć klęski w Zielonej Górze i dać kibicom nadzieję na przyszłość. Wprawdzie głosu jeszcze nie zabrał rzecznik prasowy klubu, ale z góry wiadomo co powie: winne są poprzednie władze klubu (1991-2001), bo zostawiły długi - milion, dwa, pięć, siedem (niepotrzebne skreślić).

Prawda jest jednak bardzo prosta i kibice Stali, wbrew prowadzonej propagandzie sukcesu ("Król polowania" się kłania), zaczynają się w niej coraz lepiej orientować. Otóż przyczyn niepowodzeń jest kilka. Oto one:

Zachwiano proporcje pomiędzy zawodnikami zagranicznymi i Polakami. W Stali tylko Gollob i drugoplanowi juniorzy to nasi rodacy, a reszta to zagraniczna armia zaciężna. Żużel to jednak nie piłka nożna, a i tam takie proporcje są nie do przyjęcia.

Całkowite i metodyczne eliminowanie z klubu gorzowskich wychowanków - i tych starszych (Świst, Paluch, Rajkowski) i najmłodszych (Brzozowski, Hlib, Pytel, Głuchy) oraz wielu innych.

Całkowite zaniedbanie szkolenia i promocji własnej młodzieży. Miast Łukasza Cyrana i Pawła Zmarzlika jeździ Szwed, Duńczyk, a w kolejce czeka Fin i inne wynalazki. Oto marzenie Pawła Zmarzlika (Tygodnik Żużlowy): - Wygrać w totolotka i kupić sobie porządny sprzęt. Klub nie ma na to kasy. Kasa jest potrzebna na Holtę i Karlssona.

Priorytetem dla czołowych zawodników klubu nie jest liga i honor Stali. Dla nich priorytetem są starty w Grand Prix. Jeden chce walczyć jak zwykle o medal, drugi zaś jak zwykle o utrzymanie się w cyklu.

Zawodnicy drugiej linii pogubili się w startach w licznych turniejach i liga. Rozgrywki włoskie, duńskie, czeskie są dla nich tak samo ważne jak polska ekstraliga. Z trudem mogą zdążyć na zawody w Gorzowie z turnieju "O złotą szprychę" w Krsko, czy Stralsundzie.

Całkowite zerwanie więzi psychicznej na linii kibice - zawodnicy. Żużlowcy nie chodzą ulicami naszego miasta, nie czują na sobie oddechu fanów i klimatu Gorzowa.

Sprowadzenie trenera - menadżera do roli wykonawcy poleceń władz klubu i ubezwłasnowolnienie go w budowaniu składu oraz obarczanie go nie swoimi winami.

Co więc zrobić aby było lepiej? Ano powrócić do korzeni. Do mechanika Stanisława Maciejewicza, który jak nikt umie budować atmosferę w parku maszyn. Do Pawła Hliba, który nie odjechał jeszcze meczu w Poznaniu i może wrócić do Gorzowa, a z pewnością pojedzie waleczniej niż Ruud czy Okoniewski, do juniorów wychowanków - Cyrana i Zmarzlika, którym trzeba kupić porządny sprzęt, a oddać na złom jawy po Hućce. Zmienić politykę klubu wobec kibiców i byłych działaczy - miast propagandy ma być szacunek dla tradycji. Radykalnie obniżyć ceny biletów, bo inaczej na mecz z Unibaksem przyjdzie 3 tys. widzów i to tych, co mają karnety. Poza tym za inne kwoty sprzedawać bilety na trybunę główną, świecącą przygnębiającymi pustkami.

I zaraz będzie lepiej, a przynajmniej normalniej i weselej.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali Gorzów