Władysław Komarnicki poczeka, tylko nie wie na co

- Pierwszy raz w życiu dwa dni nie goliłem się, wyłączyłem się z życia. We wtorek rano złożyłem dymisję, ale po trzech godzinach podarłem ją. Zawodnikom nie jestem w stanie nic zrobić, bo to żużlowcy dyktują warunki, a nie prezesi. Przypomnę im tylko przed meczem z Toruniem, że pieniądze nie rosną na drzewach jak liście. W ramach przeprosin kibice zapłacą mniej za bilety - powiedział prezes Caelum Stali Gorzów.
W derbowym spotkaniu z Falubazem Zielona Góra gorzowianie zostali boleśnie zbici, przegrali 27:63. Zawiedli wszyscy - liderzy, druga linia. We wtorkowej w "Gazecie" zastanawialiśmy się co w takiej sytuacji może zrobić prezes klubu. Jak zawodzących zawodników zmotywować, wyciągnąć konsekwencje czy postraszyć. Niestety jak przewidywaliśmy w żużlu szef tak naprawdę może bardzo niewiele.

Ireneusz Klimczak: Czuje się Pan oszukany?

Władysław Komarnicki: Bardzo. I to nie pierwszy raz. Dojrzałem w końcu do wniosku, że sport, a właściwie żużel, jednak nie ma nic wspólnego z biznesem, w którym działam od lat. Wiele obietnic, komfortowe warunki dla zawodników, ale jak przychodzi co do czego to partnerów nie ma. Nikt się nie przejmuje wynikiem, w niedzielę wieczorem po klęsce karuzela pojechała dalej do Anglii, Szwecji, Danii, czy na Grand Prix. We wtorek rano złożyłem dymisję, ale po trzech godzinach rozmów podarłem ją. Nie uciekałem w swojej firmie od najpoważniejszych problemów i zdecydowałem, że nie zwieję w środku roboty od żużla. Nie potrafię jednak przewidzieć jak będzie wyglądał następny mecz. Przecież zobaczymy w Gorzowie niepokonany Unibax.

Może kilka lat temu trzeba było zająć się sportem, a nie żużlem?

- Teraz trochę żałuję, że nie trafiłem do czego bardziej przewidywalnego, a miałem szansę, bo był u mnie Waldemar Wspaniały, gdy upadała gorzowska siatkówka. Teraz byłby wielki zespół, jeździłbym na europejskie puchary. Praca dla żużla to było jednak spełnienie dziecięcych marzeń, wtedy nie zawsze było mnie stać na bilet. Kilka lat temu nie przypuszczałem jednak, że tak wszystko stoi na głowie i na wynik nie ma się właściwie żadnego wpływu. Tak jak wielu gorzowskich kibiców marzę o tym, co było kiedyś. O prawdziwym żużlu. Musimy jednak uświadomić sobie, że teraz oglądamy zupełnie coś innego. To czysta kalkulacja i komercja. Wychowankowie? Racja, też chcemy ich mieć. I mam nadzieję, że z pokolenia Zmarzlików i Cyranów będziemy mieli pożytek.

No właśnie, co po takiej klęsce może zrobić prezes?

- Niewiele. Tutaj prezes Falubazu Robert Dowhan w waszej gazecie trafił w sedno. W żużlu nie ma dobrych pomysłów na poprawę skuteczności.

Zimą mógł podpisać bardziej motywujące kontrakty?

- Próbowałem kiedyś uzależnić umowę od wyniku to przez zawodników zostałem wyśmiany. Żużlowcy dyktują warunki, a nie kluby, bo tych najlepszych jest bardzo niewiele.

Można nie zapłacić za blamaż w Zielonej Górze?

- Natychmiast zawodnicy pokażą mi kontrakty, w których nic nie ma o wynikach pojedynczych meczów.

Nakazać im codziennie trenować w Gorzowie?

- Pan żartuje. Cyrk pojechał już gdzie indziej i wróci do nas w niedzielę.

Zwolnić zawodników, menadżera?

- Nikt nie ma ławki rezerwowych. Stanisław Chomski pewnie popełnia błędy, mam wielki żal do niego i zawodników, że w Zielonej Górze nie wyszli do tysiąca kibiców, powiem mu o tym, przecież w Lesznie było to samo. Tak się nie robi. Trzeba wyjść i przeprosić, a nie tchórzyć. Przepraszam fanów z całego serca. Dziękuję, że tam byli, przykro im było tak jak mi. A czy pan Chomski może zrobić więcej? Zaraz zawodników znów będzie miał dopiero kilka godzin przed meczem. Problem tkwi w hierarchii wartości. Praca dla Stali jak widać jest dla żużlowców tak samo ważna jak dziesiątki innych startów. Z takim nastawieniem i podejściem derby muszą tak wyglądać jak wyglądały.

Czyli możemy sobie tylko pogadać. Na przykład pytać kim jest Tomasz Gollob?

- Na pewno w pojedynkach z Włókniarzem i z Falubazem nie jeździł jak najlepszy polski żużlowiec, który marzy o mistrzostwie świata. Tak walczą ostatnio Nicki Pedersen, czy Jason Crump. Lepszych od naszego kapitana było aż sześciu zawodników Zielonej Góry. Nie pasuje tor, przełożenia? Tak może mówić Zmarzlik, a nie 40-latkowie. Nie będę siedział cicho. Jest presja? Są i wielkie pieniądze, których żądają zawodnicy. Presja i kasa zawsze idą w parze. Wypłaty powinny być współmierne do liczby wymaganych i wyjeżdżonych punktów. U nas w tym sezonie to się niestety strasznie rozmija.

Zawodnicy nie chcieli podnieść z toru dodatkowych pieniędzy? Mieli obiecaną premię?

- To kompletna bzdura, kaczka dziennikarska. Żużlowcy biorą tak olbrzymie pieniądze, że w każdym wyścigu wypadałoby bić się na całego, nawet gdy mecz już jest przegrany. Niestety w Lesznie, u siebie z Częstochową i w Zielonej Górze oglądaliśmy zupełnie coś innego.

Pesymiści wróżą nam sześć porażek z rzędu. Dwie już mamy na koncie.

- Liczę, że pomoże Stali żużlowa kompletna nieprzewidywalność. My dostaliśmy baty w Lesznie, wygraliśmy w Gdańsku, a Leszno poległo nad morzem. Spotkam się z zespołem w niedzielę i przypomnę, że pieniądze nie rosną na drzewach jak liście. Na wielki Unibax, w ramach przeprosin dla fanów, obniżymy ceny biletów. A na torze chcę zobaczyć maksymalnie zdeterminowany zespół, a nie poddający się już po kilku biegach i szukający tylko tłumaczeń, nie zlepek zajętych sobą i swoimi problemami indywidualności, dla których Gorzów to tylko kolejna kasa to przejęcia. Jeśli bolesnych porażek będzie więcej to obiecuję, że resztę sezonu Stal objedzie w juniorskim składzie.

Jeśli zła karta Stali zaraz się nie odwróci to czołowej czwórki na pewno nie będzie.

- I mnie również. Odejdę po sezonie definitywnie. To zawodnicy głośno mówili o medalach, ale na razie ich potencjał widzieliśmy tylko na papierze. Strasznie mi z tego powodu jest przykro i szkoda mi kibiców, którzy w słowa o podium uwierzyli. Będę czekał na wdrożenie ich w czyn. Czy się doczekam? Choć mam niby mocny skład, nie mam pojęcia, bo cały czas nie zobaczyłem drużyny, dla której wygrane i walka dla Gorzowa byłyby czymś najważniejszym w tym roku. To mnie dołuje najbardziej.



*Władysław Komarnicki - prezes Stali Gorzów