Bohater AZS AWF wchodzi z trybun

Gorzów - najdziwniejszy zespół w Polsce - wygrywa z Mielcem 32:25. Ale co tam, niech te wszystkie zaskakujące zmiany, które oglądamy w tym sezonie co mecz, w końcu dadzą efekt w postaci utrzymania w elicie, a nie spadku.
Wystarczy pobieżnie przejrzeć składy innych ekstraligowców, aby przekonać się, że nikt co mecz, nie robi takiego zamieszania w kadrze co my. Na spotkanie ze Stalą Mielec wypadł m.in. chory Robert Jankowski, a z trybun do gry wrócili, i to wcale nie na meczowe ogony, gorzowscy wychowankowie Andrzej Wasilek, Tomasz Rafalski oraz debiutant Michał Nieradko. A. Wasilek ostatni raz strzelał gole dla AZS AWF w lutym w Gdańsku, wcześniej w październiku ubiegłego roku w Kwidzynie. Był też jednym z naszych bohaterów meczu otwarcia z Wisłą Płock, gdy po remisie z mistrzem Polski byliśmy przekonani, że to będzie dla nas o wiele bardziej udany sezon. W sobotę zagrał świetnie. - Już nie prosiłem o szansę żadnych sił nadprzyrodzonych - opowiadał gorzowski szczypiornista. - Starałem się robić swoje i czekałem na dzień, w którym chciałem udowodnić sobie, że się nadaję. Już na rozgrzewce skakałem wyżej niż zwykle, a potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Usiadłem na trybunach jako rezerwowy, jeszcze w pierwszej połowie zostałem dopisany do protokołu. Zastąpiłem Włodka Huziejewa, rzuciłem pierwszego gola, potem parę kolejnych. Nie czuję się bohaterem. Ważne, abyśmy obronili tą ekstraklasę, bo Gorzów na nią zasługuje - dodał Wasilek, jeden z braci bliźniaków w AZS AWF, ten grający w polu.

Zaczęliśmy jak w wielu innych meczach, czyli źle. Przegrywaliśmy 0:3. Wolne akcje, wymuszone rzuty z drugiej linii, które z łatwością bronił Bartłomiej Pawlak. Nasze podania dochodziły tylko do koła. A w obronie robił z nami co chciał Grzegorz Sobut (11 bramek w sobotę). W końcu jednak w 13. min pierwszy gol "Wasyla" zawołanego z trybun daje nam remis 5:5, a po udanych kontrach również wprowadzonych na boisko Rafalskiego i Wojciecha Klimczaka oraz trafieniach Filipa Kliszczyka, wychodzimy na prowadzenie 12:9, którego nie oddajemy już do końca spotkania.

Choć wygraliśmy wysoko to w drugiej części przez chwilę było gorąco. Przy stanie 18:17 dla AZS AWF sędziowie sygnalizują naszą grę na czas. W tym momencie na szczęście Klimczak rzuca ważną bramkę - kilka minut wcześniej za brutalny faul na naszym rozgrywającym czerwoną kartkę obejrzał obrotowy Stali Dariusz Kubisztal. Za chwilę kilkoma wspaniałymi interwencjami popisał się Krzysztof Szczęsny (jak zwykle nasza ostoja), bramki na gorzowski odjazd dorzucają wyróżniający się Mateusz Krzyżanowski, Bartosz Janiszewski oraz A. Wasilek i Kliszczyk. Opuszczamy ostatnie miejsce w tabeli, a za tydzień gramy kolejny mecz o życie z Puławami. W jakim ustawieniu i składzie? Obojętnie. Byle o następny sukces z wiarą walczyli najlepsi. Ci, którzy obronią ekstraklasę dla Gorzowa.



AZS AWF GORZÓW - STAL MIELEC 32:25 (14:11)

AZS AWF: Szczęsny, Ł. Wasilek - A. Wasilek 7, Krzyżanowski 4, Kliszczyk 4, Klimczak 3, Huziejew 3, Janiszewski 3, Rafalski 2, Jagła 2, Galus 2, Bosy 1, Kaniowski 1, Nieradko.

Stal: Pawlak, Turowski - Sobut 11, Mochocki 4, Janyst 3, Basiak 3, Przybylski 2, Mróz 1, Babicz 1, Kubisztal, Krzysztofik, Gawęcki.



INNY WYNIK:

Miedź 96 Legnica - Azoty Puławy 31:19.



GRUPA SPADKOWA

1. Azoty Puławy2623696:734
2. Miedź 96 Legnica2618699:732
3. AZS AWF Gorzów2617688:785
4. Stal Mielec2616721:802


Pierwszy zespół utrzyma się w elicie, drugi zagra 23 i 30 maja ze zwycięzcą baraży w I lidze, a trzecia i czwarta drużyna spadnie z ekstraklasy.