Marnie na Markecie

Za nami otwarcie żużlowego cyklu Grand Prix. Zawody na praskiej Markecie przejdą do historii zmagań o medale indywidualnych mistrzostw świata z kilku powodów.
Przede wszystkim dzięki sensacyjnemu zwycięzcy Emilowi Sajfutdinowi. Jest on pierwszym Rosjaninem i pierwszym juniorem, który wygrał turniej Grand Prix. W rozpoczętej w 1995 r. historii cyklu rozegrano 112 turniejów, rosyjski talencik jest żużlowcem nr 19, mogącym pochwalić się triumfem w zawodach GP. Oby tak dalej, jeszcze 19 wygranych turniejów i Rosjanin dogoni swojego idola, sportowego opiekuna i doradcę, sześciokrotnego mistrza świata Szweda Tony Rickardssona. Być może zawody w Pradze są symptomem tego, że wreszcie doczekamy się zmiany warty, jeśli chodzi o światową czołówkę. Drugi był przecież kolejny z żużlowców młodego pokolenia, 24-letni Fredrik Lindgren. Szwed, ścigający się w barwach zielonogórskiego Falubazu, jest liderem klasyfikacji Grand Prix. Wyprzedza Sajfutdina dlatego, że w turnieju zasadniczym praskiej imprezy uzbierał zdecydowanie więcej punktów. Oby "Freddie", jak przystało na lidera zmagań o medale mistrzostw świata, był równie szybki w polskiej ekstralidze. A wracając do zmiany warty, oby ta wreszcie okazała się skuteczna. W ostatnich latach przecież wielu już próbowało zastąpić starą gwardię. Bjarne Pedersen, Chris Harris, Jarosław Hampel, Lukas Dryml, Matej Zagar czy Antonio Linbaeck - każdy z nich po parę razy stawał na podium dla zwycięzców. Gdzie są teraz? W większości poza cyklem Grand Prix.

Praga tym razem nie utonęła w biało-czerwonych barwach. Na Markecie było sporo wolnych miejsc. Wielu kibiców odstraszyły wysokie ceny biletów. Najtańsze wejściówki kosztowały ponad 100 zł. Ciekawe jak z frekwencją będzie za niespełna dwa tygodnie w Lesznie, tu tylko bilety na miejsca stojące będą tańsze. Tych miejsc jest jednak niewiele, na inne sektory bilety kosztują grubo ponad stówę. To za drogo. Ceny wysokie, a emocje wcale nie są gwarantowane. Turniej w Pradze był marnym widowiskiem. A do tego nasi kibice nie mieli powodów do radości. Nawet najlepszy z Polaków - Tomasz Gollob - nie dał rady awansować do półfinału. Tuż za kapitanem Caelum Stali Gorzów - na dziesiątym miejscu - zawody zakończył kapitan Falubazu Grzegorz Walasek. "Greg" po dwóch fatalnych wyścigach obudził się dopiero w drugiej fazie imprezy. Widać było, że tak jak zapowiadał, nie traktuje jakoś wyjątkowo startów w Grand Prix. - Wiedziałem, że będzie trudno, ale nie spodziewałem się, że tak źle zacznę, widać, że od moich ostatnich startów w Grand Prix świat poszedł do przodu - mówił Grzegorz Walasek, który wcześniej na pełnych prawach w GP ścigał się w sezonach 2001-02. Ale mimo kiepskiej inauguracji, humor tradycyjnie nie opuszczał zielonogórzanina. W trakcie zawodów reporterowi Canal Plus powiedział m.in.: - Mamy właśnie kłótnię w boksie, wahamy się co zrobić z ustawieniem motocykla.

Kłótnia wyraźnie nie pomogła, ekipie Grzegorza Walaska sprzętu dobrze ustawić się nie udało. Może nasz żużlowiec więcej szczęścia będzie miał w Lesznie, w "szczęśliwym" - trzynastym w karierze turnieju Grand Prix.



JAZDA BEZ BANDY. Zawodnik Falubazu Zielona Góra Grzegorz Zengota udanie rozpoczął eliminacje indywidualnych mistrzostw świata juniorów. W rundzie kwalifikacyjnej w niemieckim Neustadt Donau "Zengi" z 13 punktami zajął trzecie miejsce. - Najważniejszy był awans. Mam nadzieję, że na lepsze pozycje przyjdzie czas w półfinałach czy finale. Na torze w Neustadt Donau startowałem po raz pierwszy z życiu. Jest to bardzo długi i specyficzny tor. Ciekawostką może być to, że nie ma tu w ogóle band, tylko chorągiewki. Zawody to jedyna impreza w tym roku, jaka odbywa się na tutejszym stadionie. W Niemczech zawody żużlowe traktowane są jak piknik, dlatego trwały prawie cztery godziny - tak Grzegorz Zengota opowiadał o turnieju na łamach swojej strony internetowej.



MEMORIAŁ SMOCZYKA na torze w Lesznie wygrał Australijczyk Ryan Sullivan - 12 pkt przed Jarosławem Hampelem i Damianem Balińskim (obaj Unia Leszno) - po 11 pkt. Dopiero 15. miejsce zajął Rafał Dobrucki z Falubazu Zielona Góra, zdobył tylko trzy punkty. Jedenasty był zwycięzca sobotnich zawodów Grand Prix Czech - Rosjanin Emil Sajfutdinow.



W NAJLEPSZEJ PARZE. 17-letni Patryk Dudek - zawodnik walczący o miejsce w ekstraligowym składzie Falubazu Zielona Góra - ścigał się w niemieckim Meissen w międzynarodowym turnieju par. Zielonogórzanin wspólnie z Robertem Mikołajczakiem (Kolejarz Rawicz) pokonali duety z Niemiec, Słowenii, Czech, Holandii, Ukrainy i Austrii. Nasz zawodnik zdobył 10 pkt, a jego parter z pary o siedem więcej.



HAMPEL NA DZIKO. Już za niespełna dwa tygodnie - 9 maja - rozegrany zostanie drugi turniej z cyklu Grand Prix. W Lesznie wystartuje aż pięciu reprezentantów Polski, bo obok czwórki biało-czerwonych, którzy mają stałe miejsca w GP, z tzw. dziką kartą ścigał się będzie zawodnik miejscowej Unii Jarosław Hampel. - Nie było innych kandydatur do startu w zawodach, Jarek to najlepszy wybór - powiedział członek zarządu Unii Leszno Ireneusz Igielski. Przed rokiem w Lesznie Jarosław Hampel też startował z dzika kartą, jeździł bardzo dobrze, awansował do finału, ale na podium nie stanął.



W TERMINARZU. Piątek - runda kwalifikacyjna mistrzostw Europy (Muereck), półfinał mistrzostw Europy juniorów (Debreczyn), sobota - memoriał Łukasza Romanka (Rybnik), runda kwalifikacyjna drużynowego Pucharu Świata (Terenzano, Daugavpils), niedziela - ekstraliga: Falubaz Zielona Góra - Lotos Wybrzeże Gdańsk (godz. 19), Caelum Stal Gorzów - Atlas Wrocław (godz. 16), Unibax Toruń - Unia Leszno, Włókniarz Częstochowa - Polonia Bydgoszcz.