Nasi na mistrzowskiej karuzeli

W sobotę rusza tegoroczny cykl Grand Prix. Jedenaście turniejów na terenie ośmiu krajów, piętnastu stałych uczestników, w tym czterech Polaków. Reprezentantami lubuskich drużyn są Tomasz Gollob i Rune Holta (Cealum Stal) oraz Fredrik Lindgren i Grzegorz Walasek (Falubaz).
W stosunku do poprzedniego sezonu, jedną ze zmian w regulaminie będzie losowanie numerów startowych na dzień przed każdym turniejem (zawsze godz. 13:30 w dniu treningu). Pomysł ten, choć rozwieje wątpliwości zawodników o rzekomym manipulowaniu, uderza w kibiców. Wiadomo, że zawody najlepiej ogląda się z programem, gdzie najważniejszą część stanowi tabela biegów. Szkopuł w tym, że teraz samemu należy wpisać nazwiska zawodników od początku do końca (łącznie z obsadą zawodów i poszczególnych biegów). Uważam, że wprowadzając tę zmianę, włodarze BSI wylali dziecko z kąpielą. Po co komu pusty program? Już lepiej wypisać go ręcznie lub wydrukować w domu i zaoszczędzić parę groszy na przykład na dobre czeskie piwo (w Pradze oczywiście).

Zrezygnowano też z rozgrywania dodatkowego biegu, w ramach nagrody Super Prix. Teraz zawodnik który wygra turniej na jednodniowym torze, otrzyma podwójną nagrodę finansową z "taryfikatora", czyli 22 tys. dolarów.

Rzecz jednak najważniejsza, to walka na torze. Zabawa rozpoczyna się w stolicy Republiki Czeskiej, mieście stu wież, pełnym urzekających zakamarków. Na żużlowym szlaku Praga jest dla mnie najbardziej czarującym przystankiem. Most Karola nad Wełtawą, zespół zamkowy na Hradczanach, klimatyczny praski Rynek i przejazd metrem, gdzie na komunikat z głośników "vystup a nastup" Polacy zawsze reagują śmiechem. Szkoda, że zawody na Markecie, nie są już tak wyjątkowe. Oglądałem z trybun cztery ostatnie turnieje i wyraźnie brakuje "pepikom" takiego na przykład "polewaczkowego" Marka Cieślaka, który przygotowałby prawdziwy tor do ścigania. Zanim ciężka choroba dopadła Krzysia Hołyńskiego, jego głos i charyzma również były niewątpliwą atrakcją czeskich rund GP.

Faworytami całego wyścigu o tytuł mistrza wydają się być niezmiennie Pedersen i Crump. Cieszy mnie podejście Tomasza Golloba, który na pytania o indywidualne cele w tym roku nie odpowiada już "chcę, żeby było jak najlepiej", tylko konkretnie "stać mnie na tytuł i będę jechał po złoto". Na Markecie startuje on ze zmiennym szczęściem, więc nie spodziewam się triumfu, chociaż mam nadzieję na finał. W sobotę poznamy odpowiedź na pytanie, jak zawodnicy z czołówki traktują naszą ligę. Ze szczególną uwagą przyjrzymy się Jonssonowi, Andersenowi, Bjerre, Lindgrenowi i Holcie. Okaże się, czy faktycznie są w słabszej dyspozycji, czy nie zależy im po prostu na wynikach polskich klubów, z których otrzymują ogromne pieniądze.

Na pewno razi stagnacja w światowej czołówce. Od lat brakuje młodych zawodników, którzy dostając się do elity mogliby sprawić niespodziankę. Ucieszyłem się z faktu przydzielenia stałej "dzikiej karty" dla Rosjanina Sajfudtinowa. Myślę, że już w Pradze pokaże dobry żużel i przewietrzy całe towarzystwo.

Tyle o GP. Niedziela pozostanie wolna od ligowych emocji. Żużlowcy Stali Gorzów następnego rywala podejmą 3 maja, kiedy nad Wartą pojawi się Jason Crump i spółka. Zachęcając Państwa do przybycia na żużel, Zarząd klubu utrzymał ceny biletów na dotychczasowym poziomie (identycznie jak z Bydgoszczą). W związku z dużym zainteresowaniem kibiców, już od soboty (25 kwietnia) prowadzona będzie przedsprzedaż biletów w punkcie klubowym Stali w zaprzyjaźnionej Galerii Askana. Co ciekawe, można też kupować ciągle całosezonowe karnety po obniżonych cenach (odliczono ceny biletów meczu z Polonią w Gorzowie).

Jacek Dreczka - rzecznik prasowy Stali Gorzów