Sport.pl

Koszykarki dwa razy przegrały, ale jest nadzieja!

Niestety bez zwycięstwa z faworytem, ale w niedzielę gorzowianki miały wielki sukces na wyciągnięcie ręki. Pokazaliśmy w Gdyni klasę i bijemy się dalej! W tej serii o złoto jeszcze wszystko jest możliwe!
Gdy w 4. min pierwszego spotkania finałowego przegrywaliśmy 0:11, trener Dariusz Maciejewski miał już na koncie jeden wzięty czas, a jego podopieczne serię niecelnych rzutów oraz łatwe straty - w tym Kateriny Zohnovej, której przewinienie na Alanie Beard (nie dokończyła meczu z powodu kontuzji) zostało słusznie uznane jako umyślne - byliśmy pewni dwóch rzeczy: broniąc każdy swego, z Gdynią nie mamy szans i przede wszystkim za wszelką cenę nie możemy dać się stłamsić fizycznie. W przepięknej hali (o dziwo nie było kompletu widzów) kibice gospodyń próbowały nas zatupać i zakrzyczeć, a na boisku zawodniczki Lotosu zaczęły z ogromną agresją. Odgwizdano im aż osiem fauli. - Wszystkie w jednej chwili przeszłyśmy chrzest bojowy w meczu o najważniejszy cel w Polsce - opowiadała kapitan KSSSE AZS PWSZ Justyna Żurowska. - Już zaczynamy tęsknić za taką halą dla Gorzowa. Warunki są świetne, ale gra się tutaj niezwykle ciężko. Po prostu trzeba się przyzwyczaić. Przestrzeń, światła, odblaski, czasami trudno było dojrzeć kosz i piłkę.

Żurowska jako pierwsza poderwała zespół do walki. "Trójką" otworzyła wynik po naszej stronie. Oczywiście zaczęliśmy też bronić strefą. I powoli odrabialiśmy straty. Do przerwy gdynianki miały już tylko 4 pkt więcej od KSSSE AZS PWSZ, a po naszej stronie trema opuszczała coraz więcej zawodniczek - zaczęła trafiać Katerina Zohnova (9 pkt), dobrą zmianę dała Lindsay Taylor (7 pkt). - Nikt już chyba nie ma wątpliwości, że w finale spotkały się dwa najlepsze zespoły w kraju - komplementował obie drużyny trener Lotosu Jacek Winnicki. - Jesteśmy tylko o kroczek bliżej upragnionego celu. Życzyłbym sobie do końca oglądać mój zespół tak walczący o każdą piłkę.

W 28. min na trybunach słyszeliśmy tylko: "AZS! AZS!". To kilkudziesięcioosobowa grupa kibiców z Gorzowa cieszyła się po kolejnej kontrze i punktach skutecznej po przerwie Anny Breitreiner. Było tylko 58:55 dla Lotosu! Mieliśmy dwie szanse na dorzucenie punktów. Nic nie trafiliśmy, a po drugiej stronię próbkę koszykarskiego geniuszu dała Tamika Catchings. Ach, co to były za akcje. Trudno było nie bić braw, choć to nasza rywalka. Rzut z dystansu, wjazd pod kosz, cudowna dobitka prosto z męskiej NBA. Wielka gwiazda zrobiła swoje. Gdynianki odjechały na dobre. Także dzięki grającej "życiówkę" w ataku Paulinie Pawlak (6 celnych na 7 prób za 3 pkt!). - Potencjał Lotosu w ofensywie był w tym meczu ogromny, a my mamy sporo do omówienia w obronie - powiedział trener KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski. - No i trzeba się zebrać i przede wszystkim dawać łatwe punkty - dodała Breitreiner, jeszcze do poprzedniego sezonu grająca w barwach Gdyni.

Nie trafiliśmy aż 12 rzutów wolnych (taką różnicą przegraliśmy mecz otwarcia), nie była sobą pod koszami Nicky Anosike (pod tablicami mieliśmy być najmocniejsi!), o wiele więcej oczekiwaliśmy na "jedynce" od Sam Richards. - Rywal nas nie złamał, a wręcz dodał pewności, że tutaj powalczymy - obiecała kapitan Żurowska. - Każde spotkanie będzie pełne tak zażartej walki, godnej koszykarskiego finału. A koleżankę Pawlak poproszę o taką serię w reprezentacji. W meczach o złoto raz wystarczy. Idę się myć, bo za 18 godzin pojedynek numer dwa.

Lotos gra w finale 14. raz z rzędu! Walczy o swój 10. tytuł mistrza Polski. Jednak także w niedzielę absolutnie nie oglądaliśmy jednostronnego pojedynku Dawida z Goliatem. Tym razem gorzowianki - debiutantki na tym poziomie rozgrywek - od początku "mordowały" osłabiony Lotos strefą (Beard zastąpiła w składzie rozgrywająca Natalia Marchanka). I dzięki temu prawie cały czas oglądaliśmy mecz "na styku". Martwiła nasza dyspozycja w ataku - zbyt duża liczba pudeł z dogodnych pozycji i prostych strat. Głównie po błędach zawodniczek KSSSE AZS PWSZ gdynianki przed przerwą wyszły nawet na 11-punktowe prowadzenie. To jest jednak finał i tutaj nikt się nie podda. Wreszcie nieprzeciętnym talentem błysnęła Richards (filmowa asysta plus wjazd pod kosz), pierwsze kosze w meczach o złoto rzuciła Edyta Koryzna. Lotos dwa razy nie potrafił także przez 24 s oddać rzutu na kosz. Dzięki temu zrywowi naładowany pozytywną energią gorzowski zespół schodził do szatni przegrywając zaledwie 25:29.

Ileż to razy po przerwie mieliśmy okazję wyjść na prowadzenie (Lotos już nam nie odskoczył). Niestety brakowało zimnej krwi przy wykończeniu akcji. Wreszcie w 56. min świetna w drugim spotkaniu Richards odbiera piłkę Pawlak i rzuca kosza. Na tablicy jest 52:52! Dalsze minuty są jednak dla gorzowskich kibiców czymś kompletnie niezrozumiałym. Raz za razem bezczelnie krzywdzą nas sędziowie - wjazd pod kosz Zohnovej, niesportowa zasłona Matović, skandaliczne zachowanie Currie, brak reakcji przy nieprzepisowo blokowanych naszych rzutach. Lotos podszyty strachem ostatecznie wygrywa. W czwartek i piątek będzie musiał zagrać w naszej gorącej hali, gdzie nie wyobrażamy sobie, aby ktoś z boku dalej rozdawał im prezenty. Niech faworyzowana Gdynia wydrze nam mistrzostwo na boisku. Na razie jeszcze wszystko jest możliwe. Do zdobycia złotego medalu jedna z drużyn potrzebuje czterech, a nie dwóch zwycięstw.



LOTOS PKO BP GDYNIA - KSSSE AZS PWSZ GORZÓW 86:74

KWARTY: 25:16, 18:23, 26:18, 17:17.

LOTOS: Catchings 27 (2), Pawlak 18 (6), Matović 10, Beard 7, Jujka 0 oraz Snytsina 11 (2), Leciejewska 8, Podrug 5 (1), Currie 0, Tomiałowicz 0, Sosnowska 0.

KSSSE AZS PWSZ: Zohnova 17 (1), Anosike 12, Żurowska 8 (2), Richards 7 (1), Kaczmarczyk 3 (1) oraz Breitreiner 13 (3), Taylor 11, Czubak 3 (1), Koryzna 0.



LOTOS PKO BP GDYNIA - KSSSE AZS PWSZ GORZÓW 59:54

KWARTY: 16:10, 13:15, 21:23, 9:6.

W rywalizacji do czterech zwycięstw: 2-0.

LOTOS: Matović 14, Catchings 11 (1), Snytsina 10 (2), Pawlak 7 (2), Jujka 5 (1) oraz Leciejewska 10, Podrug 2, Currie 0, Tomiałowicz 0, Marchanka 0.

KSSSE AZS PWSZ: Anosike 16, Żurowska 8 (1), Czubak 6 (2), Zohnova 3 (1), Breitreiner 0 oraz Richards 13, Koryzna 4, Kaczmarczyk 4, Taylor 0.