Sport.pl

Dziewczyny! Zmieńcie złote plany!

W Gorzowie przeczuwają, że tak łatwo sezon został przedłużony do 30 kwietnia, bo nikt nie wierzy w siedmiomeczową finałową serię. - Do końca nie damy się wtłoczyć w żadne ramy, zaskoczymy jeszcze niejednego - zapowiada trener KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski.
Finał to już tylko formalność, mecze o złoto w tym sezonie odbyły się przedwcześnie, gdy Lotos rozgromił w półfinale Wisłę Kraków 3:0, nie ma szans na powtórkę emocji z ostatnich lat, gdy decydujących gier było aż siedem - od dnia wyłonienia zespołów, które w kobiecej elicie mają szansę zdobyć złoto słychać, że KSSSE AZS PWSZ trafił tutaj zupełnie przypadkowo, a fachowcy przede wszystkim roztrząsają, dlaczego nie ma w finale Wisły. Czy Gorzów mocno zaskoczy? Pierwsze odpowiedzi już w sobotę (godz. 16) i niedzielę (godz. 13.30) w Gdyni (wszystkie spotkania o złoto na żywo w TVP Sport).

Będą wydłużać sezon

Najpierw mieliśmy dziwaczną, ze względu na brak wolnych terminów, pierwszą rundę play-off, z zaliczeniem wyników z sezonu zasadniczego (w ten sposób półfinalistów poznaliśmy już po jednym spotkaniu). Sezon w ekstraklasie pań miał bezwzględnie zakończyć się 26 kwietnia. Potem Amerykanki zaczynają przygotowania do występów w WNBA, a pozostałe koszykarki do finałów mistrzostw Europy. - Kilka miesięcy temu słyszeliśmy, że rozgrywki nie mogą trwać dłużej - opowiadał gorzowski trener Dariusz Maciejewski. - Teraz w kalendarzu pojawiły się dwie dodatkowe daty. Mamy z tym małe zamieszanie, ale siła wyższa, poradzimy sobie. Coś mi się jednak wydaje, że nikt nie wierzy w długą serię, maksymalnie cztery, może pięć pojedynków. Na boisku okaże się, czy niedowiarkowie mieli rację.

Kapitan obiecuje walkę

To jedna z najważniejszych wiadomości z gorzowskiego obozu przed historyczną serią: kapitan Justyna Żurowska rezygnuje z reguły małych kroków i zamierza położyć na szalę wszystkie umiejętności, aby powalczyć o złoto. Wszyscy w KSSSE AZS PWSZ żarty odłożyli na bok. - Nie jesteśmy głuche, też dochodzą do nas jednoznaczne opinie - przyznała nasza kapitan. - Ważna jest jednak znakomita atmosfera w zespole. Zrobiłyśmy już kolejny historyczny krok, a gdy już tu jesteśmy, mocno powalczymy o następny. Na ostatnie pytania w tym sezonie odpowie boisko. Jeśli to Lotos okaże się tak mocny to pierwsze pójdziemy z gratulacjami. Nie mamy jednak zamiaru niczego rywalkom ułatwiać. Jesteśmy przygotowane do finałowej rozgrywki i fizycznie i mentalnie - dodała Żurowska.

Seria przeciwko gwiazdom

Lotos zagra w finale 14. raz z rzędu! To niesamowity bagaż doświadczeń. Do tego fantastyczną formę na koniec rozgrywek pokazują największe gdyńskie gwiazdy - Tamika Catchings i Alana Beard (108 pkt dla Lotosu na 219 pkt zdobytych przez cały zespół w serii z Wisłą). Jak je powstrzymać? W Gorzowie przyznają, że na tak wspaniałe zawodniczki trudno wymyślić plan, który będzie się sprawdzał przez cały mecz, nie mówiąc o serii. Pomysły jednak są. - Nie oszukujmy się, Beard i Catchings pewnie swoje rzucą - stwierdził trener KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski. - Dalej też mamy głośne nazwiska, ograne w wielu silnych ligach. Gdzieś jednak musimy szukać naszych przewag. Doceniamy Lotos, ale głów już w szatni nie spuścimy.

Przerwa nie zaszkodziła

Gorzowianki miały bardzo krótkie święta. Trenowały raz w sobotę, potem znów w świąteczny poniedziałek. Siedziały na walizkach, gdy przyszła informacja o ogłoszeniu przez prezydenta RP żałoby narodowej po tragicznych wydarzeniach w Kamieniu Pomorskim. Gdyński początek finałowej serii z wtorku i środy został przełożony na najbliższy weekend. - Na pewno nie był to łatwy czas dla psychiki nas wszystkich - opowiadał nasz szkoleniowiec. - Byliśmy już w blokach startowych, a tu walka została przesunięta o kilka ładnych godzin, gdy miałeś ochotę już tylko bić się, sprawdzić z rywalem. Trzeba było to wszystko rozładować. Łapać ponownie koncentrację. Damy jednak radę, bo ten zespół wie o co gra i chce koniecznie spróbować się w serii o wielką sprawę. Lotos ma piękną halę. W warunkach do gry nasz finałowy rywal na pewno uciekł wszystkim na lata świetlne i postawił wzór, do którego musimy dążyć. Na pewno przyjrzymy się obiektowi, popodziwiamy, ale na boisku chcemy bić się jak równy z równym. Buduje mnie postawa dziewczyn. One podchodzą do tej serii z uśmiechem na twarzy. Nie trzeba im tłumaczyć, że jak już tu trafiłeś to trzeba o złoto powalczyć do ostatniej sekundy, bo kto wie, kiedy znów powtórzy się taka szansa - dodał Maciejewski.

Polki nie przegrają

Nasze zagraniczne zawodniczki obiecują, że zrobią wiele, aby nie ustępować bardziej utytułowanym rywalkom. W rywalizacji Polek nie mamy jednak czego się wstydzić. - Odważę się na prognozę, że tego boju na pewno nie przegramy - powiedział Maciejewski. - Krajowe koszykarki decydują o losach drużyn od początku tego sezonu i w finale będzie podobnie. Mamy dziewczyny charakterne, niesamowicie waleczne i odważne. Zresztą cały zespół na koniec sezonu fantastycznie się scementował. Chce grać ze sobą nie tylko teraz, ale i dalej. To ważna sprawa. Ten rozumiejący się organizm jest gotowy na finałowe, najtrudniejsze wyzwania.

Co czeka kibiców?

Przed półfinałową serią gorzowianek z Polkowicami przewidywaliśmy w "Gazecie" dwa scenariusze i jeden z nich - zwycięstwo jednej z drużyn 3-0 - sprawdził się. Nasze wróżby z fusów na finał? Tych, którzy lekceważą KSSSE AZS PWSZ, rozczarujemy - na pewno mistrza Polski nie wyłonią pierwsze cztery mecze. Ile potrwa seria? Jak najdłużej. W końcu to najważniejsze i pewnie najpiękniejsze spotkania w sezonu, w których jeszcze nigdy nie mieliśmy okazji zawalczyć. To fakt, Lotos jest faworytem, ale gorzowskie zawodniczki nie trafiły tutaj za piękne oczy. I też marzą o zgarnięciu całej puli, nawet gdy na drodze staje potentat z Gdyni. W hali Lotosu w tej serii możemy zagrać 18, 19, 26 i 30 kwietnia, a w Gorzowie 23, 24 i 28 kwietnia (na dwa pierwsze pojedynki w domu nie ma już biletów). Trzymamy kciuki tak mocno jak nigdy wcześniej!