Kto tu jest mocny, a kto słaby?

Po rozegraniu drugiej kolejki ekstraligi żużlowej nadal nic nie wiadomo. Najpierw Leszno rozbiło w pył naszą Stal, by w kolejnym pojedynku wymęczyć szczęśliwy remis w Częstochowie. Wprawdzie próbuje się to tłumaczyć osłabieniem Unii (brak Balińskiego i Pawlickiego), ale przecież nieobecność Nickiego Pedersena to jeszcze większa strata dla Włókniarza.
Częstochowa, która jeszcze kilka dni temu była głównym kandydatem do spadku, po "odzyskaniu" Grega Hancocka i ponownym nawiązaniu kontaktu z Pedersenem (może i on wróci), znowu jawi się jako jeden z liczących się ligowców.

Tak więc nie wiadomo, czy tydzień temu Unia była taka silna, czy Gorzów taki słaby. Z kolei Stal rozbiła beniaminka z Bydgoszczy, ale dopiero kolejne dwa, trzy mecze pokażą na ile jest to odrodzenie gorzowian, a na ile słabość bydgoszczan, wśród których ambitnie pojechało tylko trzech zawodników - młodzi liderzy: Sajfutdinow, Lindback i Jonsson. Z taką drugą linią bydgoszczanie będą groźni raczej tylko u siebie.

Falubaz Zielona Góra i Toruń drugą kolejkę dopiero rozegrają, a i to będzie mało, aby dać odpowiedź o ich sile, bo właściwie prawdziwe oblicze da dopiero starcie na nowym torze Unibaksu. Gdańsk również przeze mnie skazany na pożarcie i spadek z ligi, próbuje ambitnie walczyć. Zarówno w meczu z torunianami jak i we Wrocławiu Wybrzeże było groźne, pomimo tego, że liderzy - Hans Andersen i Kenneth Bjerre - wypadli słabo. To, że w meczu z Atlasem najlepszym z gdańszczan był Słowak Martin Vaculik (na żużlu jeździ raptem tylko trzech zawodników z tego kraju) zakrawa na jakiś żart. Sport jest piękny przez swoją nieprzewidywalność, więc może i Gdańsk zerwie się do niespodziewanego lotu. Na koniec jeszcze Wrocław. W Bydgoszczy był bliski zwycięstwa, u siebie bliski porażki. Też więc nic nie wiadomo, poza formą Jasona Crumpa.

W pierwszej lidze jest jeden pewniak. To Unia Tarnów, która z obecnym składem mogłaby z powodzeniem walczyć w ekstralidze. Jej konkurenci - Ostrów i Rzeszów - już po dwóch kolejkach notują stratę punktową i będą walczyć tylko o baraże. Dwa pierwsze mecze wskazały potencjalnych spadkowiczów - to Poznań i Gniezno, w którym niespodzianką, przynajmniej dla mnie, jest brak miejsca w składzie dla Piotra Palucha.

Za to druga liga po dwóch kolejkach jest zupełnie nieprzewidywalna. Tutaj można pasjonować się startami wielu byłych stalowców. W meczu Kolejarz Opole - Polonia Piła pojechało ich mnóstwo, a najwięcej punktów dla obu zespołów zdobyli właśnie nasi (dla Opola - Flis, Rembas i Czechowicz, a dla Piły - Piotr Świst).

W najbliższą niedzielę do Gdańska na mecz jechać nie mogę, ale nie odmówię sobie dawki adrenaliny i wybiorę się do Piły, aby spotkać się z dawnymi pilskimi działaczami z moich czasów oraz zobaczyć w akcji Śwista i Michała Rajkowskiego. Chcę na własne oczy przekonać się, czy żużel w ich wydaniu ma jeszcze jakiś sens i czy da się pasjonować wyścigami dawnych gorzowskich asów w ich drugoligowym wcieleniu.