Agnieszka Kaczmarczyk: Porażka? Nie, bo będzie finał

Takie osoby dają wielką nadzieję. Bolą ją plecy, nogi, a jednak zaciska zęby i walczy. A na pytanie, czy brak finału dla Gorzowa będzie porażką, jedna z najmłodszych zawodniczek w KSSSE AZS PWSZ, bez wahania odpowiada: - Będzie finał.
Jedna z najbardziej utalentowanych koszykarek w Polsce na pozycjach cztery i pięć bardzo korzysta na przepisie o obowiązkowych występach dwóch krajowych zawodniczek. Trener Dariusz Maciejewski zapowiada wręcz, że to właśnie Polki odegrają w decydujących meczach kluczową rolę i załatwią komuś finał, a potem mistrzostwo. Rola Kaczmarczyk, Justyny Żurowskiej, Edyty Koryzny czy Katarzyny Czubak przy takim stwierdzeniu staje się jeszcze bardziej istotna. Co, gdy jedna z nich nie będzie w pełni sił?

Ireneusz Klimczak: Pamiętasz co Ci już w tym sezonie dolegało?

Agnieszka Kaczmarczyk: Faktycznie musiałabym się poważnie zastanowić, aby wyliczyć wszystkie moje urazy. Tak to już jest jak za dużo rzeczy chciałoby się chwycić naraz i za często zaciska się zęby. Nagle okazuje się, że masz same granie, a za mało czasu na odpoczynek. Nadszedł jednak ten moment, w którym absolutnie nie można narzekać tylko dać z siebie wszystko, bez względu na drobne urazy, bo do wygrania są wielkie sprawy.

I tak będziesz musiała mordować się do końca rozgrywek?

- Na szczęście w Poznaniu wygrałyśmy sobie parę dni wolnego. Akurat tyle ile powinno mnie zupełnie postawić na nogi do decydującej części sezonu.

W autobusie jadącym na pierwszy mecz play-off tematem przewodnim była właśnie szansa na chwilę oddechu od koszykówki?

- To na pewno była istotna motywacja. Kończyć ćwierćfinały jak najszybciej i w weekend już tylko się regenerować, myśleć o Polkowicach, a nie zajmować sobie jeszcze głowę Poznaniem.

Dlaczego w ostatnich pojedynkach wyglądamy tak jak wyglądamy, czyli bliżej nam przeciętności niż mistrzostwa?

- Tu nie ma żadnej tajemnicy. To był po prostu ogromnie męczący czas. Widać, że wszystkie dziewczyny są po prostu wyczerpane. Dlatego mimo wszystko cieszę się z tego co już mamy. Jesteśmy w czwórce i nie wierzę, a wiem, że teraz zacznie się prawdziwe gorzowskie granie.

W Poznaniu Nicky Anosike rzuciła 20 pkt, a Anna Breitreiner - 18. Play-off to jak zwykle będzie czas liderek?

- Wolę, abyśmy dalej stawiały na zespołowość. To właśnie dzięki niej zachodzimy tak wysoko i myślę, że w tych decydujących spotkaniach nic się nie zmieni.

Największy problem z CCC w poprzednich meczach miałyście pod koszami. Półfinałowe rywalki po prostu skakały wam po głowach.

- Założenia były inne, a wykonanie inne. Nie udało nam się w Polkowicach, pobiły nas też w zbiórkach na naszym boisku. Z utęsknieniem czekamy na powrót Katki Zohnovej i Lindsay Taylor, ale i bez nich musimy zacząć sobie lepiej radzić. Pewnie w najbliższym tygodniu wiele razy obejrzymy popełniane przez nas błędy, jeszcze raz dokładnie zapamiętamy dobre i gorsze strony każdej z rywalek. Nawet jeżeli przyjdzie nam grać w siódemkę to kibice mogą być pewni, że zobaczą zupełnie inny KSSSE AZS PWSZ.

Trzecia z rzędu czołowa czwórka to już duży sukces. Po brązie przed rokiem wszyscy marzymy jednak o progresie. Czy brak Gorzowa w finale to będzie dla Ciebie i zespołu porażka?

- Będzie finał.

Pięknie. I tego się trzymajmy. Dziękuję.

*Agnieszka Kaczmarczyk - koszykarka KSSSE AZS PWSZ, która w maju skończy 20 lat. To jej pierwszy pełny sezon w ekstraklasie. Dotychczas w 25 meczach spędziła na boisku 533 min.