Sport.pl

Jacek Dreczka: Precz z łapami od wolnej Stali

Znanego w środowisku żużlowym dziennikarza Czekańskiego uważałem za człowieka zrównoważonego i znającego temat oraz środowisko. Mocno się jednak pomyliłem czytając słowa zawarte w felietonie "Znaczy, kapitan?". Okazało się bowiem, że na łamach "Tygodnika Żużlowego" oraz bodaj najpopularniejszego internetowego portalu traktującego o żużlu (sportowefakty.pl) począł pisać obmierzłe bzdury.
Nie chcę uprawiać korespondencyjnej wojny z arogantem, ale jako że temat obniżenia kwot kontraktowych widzę od środka, nie pozwolę aby niedoinformowany Czekański szargał dobre imię naszej Stali, kapitana Tomasza Golloba i prezesa Władysława Komarnickiego. I to właśnie na stronach "Tygodnika Żużlowego", którego czytelnicy kolejny raz bezdyskusyjnie nagrodzili mianem najpopularniejszego polskiego żużlowca - Tomasza Golloba oraz Władysława Komarnickiego tytułem "Działacza Roku". Sfrustrowany "pan" z Wrocławia tym razem nadużył chyba kawy lub innego dopalacza i popełnił zdrowy paszkwil pisząc, że Tomasz Gollob winien zrzec się pełnienia funkcji kapitana naszej reprezentacji za to, że zgodził się obniżyć swoje finansowe loty.

Po pierwsze panie "Don Bartolo" Tomasz Gollob nikogo nie zdradził, zgadzając się na obniżenie swoich zarobków o 30 proc., ponieważ nie jest członkiem tworu zwanego "Metanol". Po drugie, powiedzmy sobie prosto w oczy, że Polska liga utrzymuje cały światowy żużel. Porównywalna w swej sile szwedzka Elitserien pozwala zarabiać zawodnikom jedynie około 40 proc. tego, co dostają u nas. O reszcie nawet nie wspomnę. Mamy zatem bez opamiętania pompować kasę w jeźdźców, za którą jeżdżą na całym świecie? Po trzecie, Tomasz Gollob nikomu do kieszeni nie zagląda i nie zachęca kogokolwiek do naśladowania. Po czwarte jak stwierdza sam redaktor, Gollob jest ikoną i idolem, ja więc pytam: dlaczego ma oglądać się i konsultować z "mniej przebojowymi" żużlowcami? Po piąte, nagle zawodnicy się solidaryzują i chcą murem stawać, najlepiej za plecami Tomka. Tego samego, przeciwko któremu kilka lat temu sami spółdzielnie zakładali, żeby wszystkiego nie wygrywał. Pamiętacie? I na koniec wyliczanki, pan szanowny nawołuje najlepszego polskiego żużlowca do zrzeczenia się tytułu kapitana biało-czerwonej reprezentacji. Dobre! I co pan jeszcze w tym zacietrzewieniu swoim wymyśli? Może Gollob medale powinien oddać swoim mniej przebojowym kolegom?

Pan Bartłomiej Czekański od dłuższego czasu usiłował wykreować się na opiniotwórczego i doświadczonego dziennikarza. Owszem, jeździł motorem, działał w ostrowskiej Iskrze, kierował wrocławską drużyną, a ostatnio próbował swoich sił na szklanym ekranie. Szału nie zrobił. Swawolną krytyką wystraszył kilku działaczy i teraz szczęścia próbuje w naszej Stali. Wszyscy prawimy o kryzysie, potrafiąc bardziej lub mniej trafnie go zdefiniować, ale ani pan Czekański, ani inny od siedmiu boleści mędrzec nie przedstawił nawet pomysłu poprawy sytuacji. Krytyka działań prezesa Władysława Komarnickiego jest więc malkontenckim wybrykiem.

Nie chcę deprecjonować stowarzyszonych w ramach "Metanolu" zawodników, ale w takim kształcie i języku niewiele mogą ugrać. Siadanie okrakiem na barykadzie w chwili, gdy potrzeba sprzężenia zwrotnego, czyli reakcji i dialogu, na niewiele teraz się zda. Poza tym około 40 zawodników, bez tego najlepszego, nie razi autorytetem. Piramida jest oczywista. Najpierw dla kogo, później za co i na końcu kto, ma tworzyć oblicze naszego żużla? Ten system naczyń połączonych funkcjonuje w pełni zależnie i inaczej nie będzie. Potrzeba więc dialogu i zrozumienia.

Chcę zaznaczyć, że powyższe moje słowa nie są oficjalnym stanowiskiem rzecznika klubu (takie wydałem wcześniej), a felietonową reakcją na bzdety wypisywane przez redaktora Czekańskiego, którego dopadł kryzys. umysłowy. Panie Bartłomieju precz z łapami od wolnej Stali. Sapienti sat.

*Jacek Dreczka jest rzecznikiem Stali Gorzów