Jerzy Synowiec: Na Kubie trzymam kciuki za Piłę

Ze wszystkich przedsezonowych wiadomości najbardziej ucieszyła mnie ta o reaktywacji żużla w Pile. Żużel w tym mieście funkcjonował do początku lat sześćdziesiątych, a potem nastąpiła trzydziestoletnia przerwa. Na początku lat dziewięćdziesiątych grupa zapaleńców z Jerzym Cerbą i Wiesławem Wilczyńskim postanowiła przywrócić żużel miastu.
Objęli we władanie całkowicie zrujnowany obiekt przy ul. Bydgoskiej i mozolnie w niego inwestując już po kilku latach mieli jeden z ładniejszych obiektów w kraju. Sam zespół pod nazwą Polonia zgłosił się do rozgrywek II ligi, a podstawą składu byli żużlowcy gorzowscy - m.in. Jarosław Gała i Krzysztof Okupski, uzupełnieni weteranami z innych klubów (Mirosław Korbel, Jan Krzystyniak).

Klub szybko dorobił się wiernej publiczności, a zawodnicy błyskawicznie, bo już po 3 latach startów, awansowali do ekstraligi. No, a potem szybko stali się naszym utrapieniem.

Dość powiedzieć, że do dzisiaj Piła jest jedynym klubem, z którym Stal ma ujemny bilans zwycięstw. Już w swoim pierwszym meczu w Gorzowie, w pamiętny lany, świąteczny poniedziałek pilanie odnieśli zwycięstwo. Profesor Hans Nielsen był bezbłędny i zdobył wówczas komplet punktów. W 1996 r. pilanie pozbawili nas w play-off brązowego medalu, choć rewanż Stali rok później był srogi - tym razem to my wypchnęliśmy ich z finału play-off, zdobywając ostatecznie srebro. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych zespół z Piły brylował w ekstralidze, czego ukoronowaniem był tytuł Drużynowego Mistrza Polski. Ważne, że zespół szybko wychował całą gromadę świetnych żużlowców, którzy i dzisiaj mogliby z powodzeniem występować w ekstralidze np. Hampel, Dobrucki, Okoniewski, Gapiński, Miśkowiak.

Potem jednak kryzysy dopadł i Piłę. Odszedł z klubu Cerba, odszedł Wilczyński, aż zespół z hukiem w 2003 r. spadł z ekstraligi. Jeszcze 2-3 lata kompromitującej wegetacji i żużel w pilskim wydaniu zniknął zupełnie. Stadion opustoszał, niszczał i wydawało się, że tak będzie już zawsze, bo Piła nie jest miastem ani dużym ani bogatym. Reaktywacja nie jest sprawą prostą. Ostrów i Grudziądz po wielu latach przerwy doczekały się w miarę stabilnych klubów, ale już w Krakowie, Świętochłowicach i Warszawie ta sztuka się nie powiodła, a i w Poznaniu na dwoje baka wróżyła i chyba dopiero ten sezon pokaże, czy żużel zapuścił korzenie tam na stałe, czy nie. Jednak podwójnej i to skutecznej reaktywacji jeszcze nie było. Dlatego z całych sił będę kibicował pilskiemu zespołowi i Jerzemu Cerbie, który po raz drugi bierze byka za rogi. Ale jest jeszcze jeden powód, aby kibicować pilanom. Otóż po skutecznym wyrugowaniu ze Stali wszystkich gorzowskich wychowanków (ostatnim był Paweł Hlib), aby zobaczyć w akcji gorzowian trzeba będzie pojechać do Piły, bo to właśnie tam wystartują Piotr Świst i Michał Rajkowski, a może jeszcze inni. Wprawdzie Piła nie ma składu na awans, ale znając ambicje Jerzego Cerby i Piotra Śwista - to kto wie? Ja im tego siedząc pod palmą w Varadero na Kubie serdecznie życzę i z pewnością, w chwilach wolnych od meczów Stali, zasiądę na pilskim stadionie tak jak to kiedyś bywało.

*Jerzy Synowiec

znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali Gorzów