"Edzia" przywiozła do Gorzowa własną cegiełkę

Nawet, gdy założysz koszulkę z numerem 23 Michaela Jordana to i tak trzeba wyjść na boisko, zostawić na nim całą ambicję i umiejętności, aby wygrać. Za cztery miesiące pewnie rozstanę się z koszykówką. Najpierw jednak chcę zagrać z Gorzowem w finale - mówi nowa zawodniczka KSSSE AZS PWSZ.
Najpierw były lata 1992-96. Wtedy w Stilonie Gorzów oglądaliśmy nastolatkę Edytę Żuk. Właśnie historia zatoczyła koło. Edyta Koryzna (po mężu) wraca do nas z pięknym CV, wieloma sukcesami, występem na igrzyskach olimpijskich i jasnym celem.

Ireneusz Klimczak: Była jedna, druga, trzecia próba i ciągle się nie udawało. Aż wreszcie przyjęła Pani ofertę Gorzowa. Nie na cały sezon, ale na cztery miesiące, jak mówi Pani, ostatnie w karierze. Kto wie, czy to nie będą najważniejsze miesiące w historii gorzowskiego klubu.

Edyta Koryzna: Nie ukrywam, że wracam tutaj z podobnym marzeniem. Zrobię wszystko, aby to były również dla mnie najszczęśliwsze i najfajniejsze dni w karierze. Teraz czeka mnie mały wyścig z czasem, bo chciałabym jak najszybciej wkomponować się w zespół, a Gorzów to przecież nie jest ekipa przypadkowa, stawia na boisku swoje wymagania. Powiem, że zrobiłam dobry ruch, jeśli do tej drużyny dołożę cegiełkę z napisem Koryzna naprawdę dobrej jakości. Strasznie zmotywowały mnie praca, entuzjazm i plany ludzi oraz zawodniczek z KSSSE AZS PWSZ. Teraz tylko trzeba podołać tym obowiązkom.

Koryzny nie było w Gorzowie ciałem, ale często pojawiała się duchem. Trener Dariusz Maciejewski, z którym poznaliście się jeszcze w Stilonie, stawiał Panią swoim podopiecznym za wzór. Przykład prawdziwego profesjonalisty.

- Bardzo mi miło, z ludźmi stąd zawsze miałam fajne kontakty, które w różnych koszykarskich miejscach stale utrwalaliśmy. Młodszym koleżankom mogę powiedzieć jedno. Profesjonalizm to nie powinno być żadne święto. Takie podejście musi być obowiązkiem i codziennością tych, którzy poważnie myślą o zaistnieniu w zawodowym sporcie na najwyższym poziomie. Mamy masę przykładów jak kończą się kariery tych odcinających kupony już po dwóch, czy trzech latach porządnego treningu.

Kraków i Gdynia nie wyobrażają sobie, aby za kilka miesięcy ktoś miał zburzyć tą samą od kilku lat kolejność na czele polskiej ekstraklasy.

- Tego finału nikt nam z góry nie przydzieli i już teraz nie wręczy nam najcenniejszych medal. Tutaj chodzi o coś innego. O grę i postawienie absolutnie wszystkiego na walkę o najwyższe cele. Z pozytywnym podejściem, ze świadomością, że to może się udać, z miejsca jesteś krok do przodu. A jak to się skończy? Osobiście uwielbiam wygrywać i wiem, że w Gorzowie też zebrano grupę pracowitych osób z mentalnością zwycięzców.

"Koryzna zachowała się egoistycznie. Opowieści, że odchodzi z ŁKS, bo chce jeszcze na koniec kariery powalczyć o medale, należy włożyć między bajki. Zdecydował wyłącznie interes finansowy, który przesłonił coś, co nazywa się honorem." Łódź żegna się z Panią gorzkimi słowami.

- To boli i nie chcę tego komentować. Powiem tylko jedno zdanie: pożegnania są niestety smutne, a zdecydowanie radośniejsze powitania.

Z jakim numerem zagra Pani w KSSSE AZS PWSZ?

- Szczerze mówiąc jeszcze nie wiem.

Może 97? W ten sposób ciągle będzie Pani przypominać sobie, drużynie i fanom ten wspaniały rok, w którym Edyta Koryzna wywalczyła mistrzostwo Polski. Po triumfie ŁKS zaczęła się trwająca do dziś, już 11 lat, hegemonia Wisły i Lotosu.

- To faktycznie był wyjątkowy czas, strasznie miło byłoby poczuć znów tą atmosferę i emocje za kilka tygodni w barwach Gorzowa, ale tak naprawdę numery nie mają dla mnie znaczenia. Nawet, gdy założysz koszulkę z liczbą 23 Michaela Jordana to i tak trzeba wyjść na boisko, zostawić na nim całą ambicję i umiejętności, aby wygrać.

Jeszcze cztery miesiące i to już naprawdę koniec? A gdyby współpraca w Gorzowie układała się jak trzeba?

- Nigdy nie mów nigdy. Czuję jednak, że mój mały motorek, gdzieś tam we mnie powoli gaśnie. Czasu nie da się oszukać. Wybrałam i od dziś marzę o wspaniałym zakończeniu kariery, bo to byłaby piękna kropka nad "i". Wielki finał z Gorzowem. Nie tylko dla mnie, ale głównie dla kibiców, wszystkich zaangażowanych w koszykówkę i wreszcie dla moich przyjaciół, których ciągle mam tutaj bardzo wielu.

*Edyta Koryzna - niespełna 36-letnia koszykarka, która swoją piękną karierę zaczynała w Gorzowie, a teraz chce ją super skończyć, najlepiej ekstraklasowym finałem i medalem w barwach KSSSE AZS PWSZ