Sport.pl

Pierwsza misja dyrektora Stali: sprzedać ekstraligę przez internet

Ireneusz Maciej Zmora był z gorzowską ekipą od 2004 r., pamięta czasy, gdy w klubie brakowało wszystkiego. Kilkanaście miesięcy temu zapowiedział, że widzi już swój ostatni dzień w Stali, chce tylko posmakować żużlowej elity. Dotrzymał słowa. Dziś w klubie urzęduje już jego następca - 33-letni Łukasz Gniazdowski.
Zmora odchodzi w zgodzie z szefostwem klubu. Chce po prostu spróbować w zawodowym życiu czegoś innego, prawdopodobnie w branży ubezpieczeniowej. - Ludzie bliżej związani z klubem wiedzą najlepiej jak trudna, czasochłonna i odpowiedzialna to jest praca - opowiadał były już dyrektor gorzowskiego klubu. - To nie tylko same zawody żużlowe, ale ogrom zajęć pomiędzy meczami, sezonami. Gdy znaleźliśmy się w elicie i przekształcaliśmy spółkę, do przygotowania była taka góra dokumentów, że dziś nawet trudno mi je zliczyć. Odchodzę, bo dojrzałem do tego, chcę dać szansę innym. Praca z prezesem Władysławem Komarnickim to była twarda szkoła życia. Zdobyte tutaj doświadczenie na pewno wykorzystam w następnych latach, już na innym polu zawodowym.

Łukasz Gniazdowski nie spadł do Stali z nieba. Wdrażał się w większość klubowych spraw już od lipca, a od grudnia przejął wszystkie obowiązki dyrektorskie. Ciekawe jak bardzo w nowym miejscu pomogą mu studia na Akademii Muzycznej w Katowicach (jest również informatykiem i ekonomistą) - dyrektor żużlowego klubu to z całą pewnością człowiek - orkiestra. - Miałem czas, aby przyzwyczaić się do panującego tutaj rytmu pracy, a więc nie jestem niczym zaskoczony - opowiadał Gniazdowski. - Na starcie oczywiście była jakaś trema. Nowe zdecydowanie mnie jednak dopinguje, a nie przeraża.

Pierwsze ważne zadanie dyrektora - wdrożenie do szczęśliwego końca systemu sprzedaży wejściówek na mecze na stadionie im. Edwarda Jancarza przez internet. W poprzednim sezonie były takie plany, ale ostatecznie się nie udało. Jeszcze przed świętami powinny być do nabycia karnety na sezon 2009. Pierwszeństwo w ich nabyciu będą mieli ci, którzy korzystali z całosezonowych kart wstępu w tym roku. Od "Gazety" zgłaszamy nowej dyrekcji jeszcze jeden problem, z którym klub i miasto - właściciel stadionu - nie poradzili sobie w 2008 r.: zbyt małą liczbę tzw. kołowrotków przy wejściach na stadion. Bez porządnego udrożnienia przejść, naszego stadionu, szczególnie podczas z spotkań z kilkunastotysięczną widownią, na pewno nie będziemy mogli nazywać komfortowym.