Sport.pl

Żużlowi prezesi się namówili, że pazerni stracą pracę

Prezesi klubów ekstraligi reagują na kryzys gospodarczy i rosnące wciąż żądania finansowe zawodników. Chcą być radykalni. Grożą, że nie wszyscy - nawet mocni - żużlowcy znajdą zatrudnienie w elicie.
Jak napompowano balon w lidze żużlowej »

Niewyobrażalne zachcianki finansowe zawodników i płacący im coraz większe pieniądze prezesi ekstraligowych klubów to temat wałkowany od lat. Generalnie wszyscy są za tym, by wreszcie przerwać rosnące z roku na rok żądania żużlowców, ale do tej pory nikt nie potrafił znaleźć recepty na to, jak to zrobić. Dlatego działacze większości klubów narzekali na bogacących się jeźdźców, a i tak spełniali ich wymagania.

Wszystko wskazuje na to, że prezesi klubów wreszcie postanowili działać. Prawdopodobnie w dobie globalnego kryzysu gospodarczego zauważyli zagrożenie, które może mieć bardzo zły wpływ na budżety prowadzonych przez nich klubów. Przed miesiącem w "Gazecie" pisaliśmy o tym, że zbyt hojni działacze mogą doprowadzić nawet do upadku rozgrywek ligowych. - Uważam, że już za rok będzie inaczej, żużlowcy spuszczą z tonu, bo zdadzą sobie sprawę, że kluby stają się coraz biedniejsze - tak mówił wtedy jeden z działaczy zielonogórskiego klubu. - Bo światowy kryzys gospodarczy musi się również odbić na kondycji naszego żużla.

Prezesi klubów ekstraligi postanowili jednak zadbać o to, by żużel nie ucierpiał zbyt mocno. Dlatego podczas nadzwyczajnego zgromadzenia wspólników Speedway Ekstraligi w Toruniu wydali oświadczenie o podjęciu działań mających na celu zahamowanie rosnących żądań płacowych zawodników i stworzenie rynku pracy adekwatnego do sytuacji gospodarczej i możliwości finansowych począwszy od sezonu 2010.

W oświadczeniu czytamy m.in.: "W związku z nadchodzącym okresem recesji gospodarczej i rosnącymi w coraz szybszym tempie żądaniami płacowymi zawodników istnieje poważne niebezpieczeństwo głębokiego kryzysu finansowego w polskim żużlu, włącznie z możliwością zawieszenia rozgrywek ekstraligi w sezonie 2010. W tej sytuacji postanowiliśmy podjąć stanowcze kroki zmierzające do uzdrowienia finansowego rozgrywek. Przygotowywany jest obecnie taki zapis regulaminowy na sezon 2010, aby powstał rynek pracy adekwatny do sytuacji gospodarczej i realnych możliwości finansowych klubów Ekstraligi Żużlowej (...)".

TVP może stracić igrzyska  »

- Oznacza to, że chcemy wreszcie zatrzymać falę chorych żądań zawodników i to nie tylko tych z najwyższej półki. Zamierzamy też powstrzymać tych prezesów, którzy na te żądania się godzili i godzą nadal - wyjaśnia prezes zielonogórskiego klubu Robert Dowhan. - Bo wciąż w klubach ekstraligi są działacze, którzy na wszystkie strony krytykują takich żużlowców, a i tak im płacą krocie. A takie zachowanie prowadzi do upadku żużla na wysokim poziomie. Zabija również kluby. Gdzie są teraz tworzone parę lat temu zespoły marzeń z Gdańska, Tarnowa czy Rzeszowa? Gdybyśmy w Zielonej Górze zachowywali się podobnie, to mielibyśmy teraz w składzie Nicki Pedersena i miejsce gdzieś w ogonie tabeli, bo meczu nie wygra jeden czy dwóch klasowych, bardzo drogich zawodników.

Prezesi ekstraligi w swoim oświadczeniu wyjaśniają, co może powodować "przygotowywany zapis regulaminowy": "(...) Jego skutkiem będzie brak miejsc pracy w klubach ekstraligi dla określonej liczby dobrych i średniej klasy zawodników, co winno skutkować zdecydowanym obniżeniem stawek przy podpisywaniu kontraktów. Jesteśmy w tym działaniu całkowicie zdeterminowani, ponieważ zdajemy sobie sprawę, że alternatywnego rozwiązania nie ma, jeśli chcemy utrzymać rozgrywki polskiej ekstraligi na obecnym poziomie i działać dla dobra polskiego żużla".

Co znajdziemy we wspomnianym regulaminie? - Jest parę pomysłów, na stworzenie regulaminu mamy rok, bo ma on obowiązywać od sezonu 2010 - mówi Robert Dowhan. - Od razu wyjaśniam, że powrót do przerabianego już kiedyś KSM raczej nie wchodzi w grę. Jednym z pomysłów jest utworzenie rankingu zawodników. Dla przykładu, z dwudziestu najlepszych w tym rankingu ekstraligowe kluby będą mogły zatrudnić tylko po dwóch. To oznacza, że czterech nie znajdzie miejsca w najwyższej klasie rozgrywek. To może być skuteczna metoda na to, by żużlowcy spuścili z tonu, wtedy nie będą mogli żądać coraz to większych pieniędzy, bo po prostu nie znajdą pracy. Zaznaczam, że to na razie jest tylko jeden z pomysłów rodzącego się regulaminu.