Koniec z Europą, teraz Lotos i Wisła

Po odpadnięciu z pucharów koszykarki KSSSE AZS PWSZ Gorzów broni czołowego miejsca w elicie.
Środa była w Pucharze Europy FIBA dniem dobrych wyników dla gorzowianek, czwartek już zdecydowanie nie. Nieoczekiwane porażki u siebie czeskiej Kary Trutnov i hiszpańskiej Extrugasy zepchnęły nasze akademiczki na pierwsze miejsce z tych, które nie były premiowane awansem do fazy pucharowej. Z jednej strony trochę szkoda, bo tak jak w poprzednim sezonie, chcieliśmy powalczyć również w drugiej rundzie, z drugiej strony, będąc na 32 miejscu w rankingu, ponownie trafilibyśmy na Dynamo Moskwa, a druga wycieczka do Moskwy to na pewno nie byłoby to, o czym marzyliśmy. - W naszym przypadku najważniejsze karty rozdało losowanie grup - stwierdził gorzowski trener Dariusz Maciejewski. - Gdzie indziej zespoły zdecydowanie w naszym zasięgu, choćby węgierski Szeged, z którym wygrywaliśmy przed rokiem, wyszły dalej nawet z kompletem zwycięstw. U nas była jedna potęga, która według mnie, wygra te rozgrywki w cuglach, oraz trzy silne i równe drużyny. Każdy brał bolesne, ale potrzebne lekcje koszykówki od Dynama i wygrywał na swoim boisku, a o być, albo nie być decydowały pojedyncze kosze. Jasne, że chcielibyśmy zagrać dalej. Kolejna podróż do Moskwy to przy naszym budżecie byłoby jednak już tylko wydawanie pieniędzy, bo rywal jest z zupełnie innej półki. Wnioski? Nie możemy mieć do grania w Europie tylko siedmiu zawodniczek, do tego z kłopotami zdrowotnymi. Jest też bardzo ważne pytanie: czy przy naszych pieniądzach w ogóle da się godzić wysokie granie w lidze i pucharze. Oczywiście trzeba występować w Europie i gdy tylko się nadarzy okazja, być jak najwyżej - dodał nasz trener.

Od teraz gorzowianki koncentrują się wyłącznie na lidze. Zapewne po dwóch najbliższych kolejkach dowiemy się, czy KSSSE AZS PWSZ będzie w stanie obronić czołową pozycję w ekstraklasie i w ten sposób utorować sobie wyjątkowo łatwą drogę w play-off. Przed nami mecze telewizyjne - w sobotę o godz. 19 pojedynek z wicemistrzem kraju Lotosem w Gdyni, a za tydzień w domu z mistrzem Wisłą Kraków. - Porządne przygotowanie do spotkań i przede wszystkim czas na mądrą regenerację sił i odpoczynek, wyjdzie nam tylko na dobre - powiedział Maciejewski, z którym rozmawialiśmy telefoniczne (zespół w czwartek wieczorem wrócił z Rosji, a już w piątek przed południem ruszył do Gdyni). - Oczywiście nie mówię jeszcze o Lotosie. Tutaj na nic nie było czasu. W Gdyni przede wszystkim liczę na naszą dobrą dyspozycję dnia. Tam jedna, czy dwie zawodniczki nie wystarczą. To musi być zupełnie inna postawa niż w Polkowicach, co chwilę dokładane plusy od całego zespołu.

My graliśmy w pucharze w środę, Lotos w czwartek. Również w Rosji, w Jekaterinburgu. Przegrał 51:69. Gdynianki od porażki w Gorzowie (po dogrywce 76:83) przemeblowały skład. Kilka zawodniczek już nie ma w tym klubie, za to coraz mocniej świeci gwiazda Amerykanki Monique Currie. - To mnie nie dziwi, przecież to czołowa postać WNBA, a te, które były w Lotosie wcześniej mogą tylko pomarzyć o zatrudnieniu na takim poziomie - mówił szkoleniowiec KSSSE AZS PWSZ. - Obecnie obie drużyny są w podobnej sytuacji. Znużone po częstych podróżach, bez chwili na jakieś specjalne przygotowania. Tutaj zadecyduje odpowiedni dobór obrony no i na pewno skuteczność w ataku, bo zbyt wielu czystych pozycji obie strony spodziewać się nie mogą. Atutem Lotosu jest ich hala oraz kibice, którzy szykują się na nas bardzo mocno. W tej chwili trybuny do ostatniego miejsce wypełniają już nie tylko Gdynia i Kraków, ale również Gorzów. Tu gra idzie o pierwszą pozycję. To wciąż my jesteśmy liderem, mamy zespół mocny mentalnie i mimo zmęczenia na pewno do ostatniej sekundy powalczymy o zachowanie czoła tabeli - zakończył Maciejewski.