Sport.pl

Jacek Dreczka: Nasza żużlowa klasa

JEST JESZCZE PRAWDZIWY ŻUŻEL

Nasza żużlowa klasa

Jacek Dreczka*

jdre@wp.pl

Nasza żużlowa Stal to ponad sześćdziesięcioletnia tradycja. Unia, Gwardia i Stal, po drodze siedem tytułów drużynowych mistrzów kraju i gro innych zdobyczy mówi za siebie. W latach dziewięćdziesiątych nazwa klubu wzbogacana była domieszką sponsora tytularnego. Mieliśmy Farbpol, później Brunat, Michael, Pergo, Telenet i Strabag, Mars. Nazwa wbrew pozorom jest bardzo istotna szczególnie dla prawdziwych kiboli w odróżnieniu od pojedynczych działaczy. Tak jak fani piłki nożnej i siatkówki do dziś nucą o ZKSie i Stilonie, kibic żużla chce mieć w nazwie Stal.

Dzisiejsze oblicze klubu nie bierze się zatem z próżni, a jest pokłosiem, co naturalne ostatnich lat. Wszyscy znający się na żużlu chcielibyśmy mieć walczących na torze naszych wychowanków, synów naszej ziemi urodzonych najlepiej w szpitalu przy Dekerta lub po prostu w Gorzowie. I żadne to odkrycie, bo zawsze najbardziej cieszyły sukcesy Jancarza, Plecha, Śwista czy Cegielskiego. Ubiegłotygodniowy felieton zakończyłem na 2000 roku, kiedy powoli rozpoczynały się kłopoty naszej Staleczki (znaczy Pergo).

Sezon 2001 otworzyła porażka z równie perspektywicznie zarządzaną Polonią Piła. Prym wiedli u nas Crump, Staszewski, Świst, Okoniewski czy Dannoe (który trochę w jednym z meczów narozrabiał). W programie zawodów inauguracyjnego spotkania poinformowano, że wiceprezesi klubu złożyli dymisję w związku z nagonką na klub prowadzoną przez redaktowa Gorbata i jego kolegów. Panowie, jak twierdzili byli bezsilni na brutalne ataki w prasie, które doprowadzić wtedy miały do upadku klubu. Jeden z wiceprezesów oznajmił, że chcąca zamordować gorzowski żużel Gazeta Lubuska doprowadza go do płaczu, a nawet do wycia! Deja vu? Teraz Robert Gorbat w obiektywy i wyważony sposób prawi o żużlu, ale są tacy siejący zamęt. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.

Ówczesne dymisje nie zostały przyjęte przez Lesa Gondora, a drużyna z Gorzowa zajęła czwarte miejsce w lidze. O roku 2002 napiszę za tydzień i przyjemnie na pewno nie będzie. Tuż po zakończeniu sezonu wiedziano, że kumulują się długi i nawarstwiające się błędy. Niestety żużel w Gorzowie czekał mega kryzys.

Dobrze jest wrócić i zestawić to z rzeczywistością w której mamy już skompletowaną drużynę, płynność finansową i najlepszego polskiego żużlowca wszechczasów. Niebawem poznają Państwo już oficjalnie trzech nowych żużlowców, którzy przywozić będą punkty dla Stali. Znamy również kalendarz i terminarz rozgrywek na 2009 rok. Piątego dnia kwietnia ruszymy w Lesznie z wicemistrzem Polski, a sezon ligowy na Śląskiej otworzymy pojedynkiem z beniaminkiem Polonią Bydgoszcz. Derby z Falubazem 24 maja i rewanż 21 czerwca na obiekcie Edwarda Jancarza.

Z przyszłorocznego terminarza ligowego wyleciał pomysł organizowania meczów w piątki. Osobiście uważam, że pomysł był dobry, a wykonanie kiepskie. W Gorzowie nie mieliśmy okazji przekonać się jak to smakuje, bowiem jedyny zaplanowany pojedynek z Rzeszowem przełożony został na niedzielę. Jasne, że na żużel od zawsze chodziło się w niedzielę popołudniu, kupowało kiełbasę z grilla i oglądało zawody. Od czasu do czasu dobrze byłoby jednak pojechać w piątek przy sztucznym świetle i później "ruszyć w miasto". Ożyłyby gorzowskie lokale, pewnie utworzyłyby się jakieś dyskusyjne klubiki, a i żużlowcy nie byliby przemęczeni gonitwą z zawodów Grand Prix na przykład z Terenzano. W tej sytuacji niedziela wcale nie musiałaby pozostać bez speedway'a. Jeździ również pierwsza liga, więc obejrzeć w weekend dwa mecze? Żużlowe podróże mają swój klimat.

*Jacek Dreczka - jest rzecznikiem Stali Gorzów oraz prowadzi spikerkę na stadionach w Gorzowie i Poznaniu