Jerzy Synowiec: Armii zaciężnej mówię stop!

Masowy napływ obcokrajowców rozłożył już na łopatki ligę angielską, bo wypreparowana z Anglików budzi coraz mniejsze zainteresowanie tamtejszych kibiców. Teraz wycofują się z niej kolejne światowe gwiazdy, wybierając Polskę lub Rosję.
Kolejną ofiarą pozbywania się własnych zawodników na rzecz obcokrajowców będzie liga szwedzka. Bankructwa jednych i tworzenie zespołów "szwedzkich", złożonych z samych Polaków zabije zainteresowanie kibiców w szybkim czasie. Co innego oglądać w zespołach gwiazdy światowego żużla, a co innego międzynarodową trupę objazdowego żużlowego cyrku. Taki sam los niechybnie czeka i naszą ligę, jeśli nie zatrzymamy w porę napływu zaciężnej żużlowej armii, która atakuje ekstraligę ze wszystkich stron naraz. Zmiany regulaminów są i możliwe, i konieczne, a ich celem powinien być powrót do limitu dwóch obcokrajowców w meczu, i to z wyłączeniem miejsc juniorskich. I niech nikt nie mówi, że w Unii Europejskiej to niemożliwe, bo to nieprawda. A jeśli ktoś to widzi inaczej, to niech spojrzy na polską męską koszykówkę - tam nie ma Polaków, ale nie ma też zainteresowania, telewizji i wyników reprezentacji.

A jak ta inwazja się zaczęła? Ano wiosną 1990 r. beniaminek ówczesnej I ligi Motor Lublin zaangażował do zespołu aż pięciu obcokrajowców, w tym mistrza świata Hansa Nielsena. Wszystkim z wrażenia opadły szczęki, a GKSŻ w panice wniosła poprawki do regulaminu, ograniczając start żużlowców zagranicznych do dwóch w jednym meczu. I już 1 kwietnia tego roku Nielsen pomógł lublinianom w wygraniu pierwszego pojedynku ligowego. Przegrał tylko raz - z Egonem Skupieniem, który tym samym też przeszedł do historii. Inny obcokrajowiec Motoru - Lars Henrik Jorgensen - zdobył w tym meczu tylko jedno "oczko". Co ciekawe, w inauguracyjnym meczu na gorzowskim torze Stal przegrała ze swoją imienniczką z Rzeszowa, w której barwach też wystąpił cudzoziemiec - Bułgar Georgi Petranov (później spolszczony). W tym też roku Stal doznała totalnej klęski w meczu w Lublinie, gdzie startował nie tylko Nielsen, ale też Antonin Kasper. Przegraliśmy rekordowo - 17:72. II ligę wygrały i awansowały wyżej Unia Tarnów (z Czechami Jedkiem i Schneiderwindem) oraz Sparta Wrocław (z Tesarem, Schinaglem i Holubem). A potem już poszło na całość. W 1991 r. obcokrajowcy wystąpili już we wszystkich zespołach, poza Lesznem. U nas pojawili się: Szwed Tony Olsson, Fin Oli Tyrvainen, Niemiec Klaus Lausch i Węgier Antal Kocso). W Toruniu wystartował mistrz świata Per Jonsson, a za miedzą u Morawskiego dwaj mało jeszcze wtedy znani Norweg Lars Gunnestad i Szwed Jimmy Nilsen. I właśnie ci dwaj poprowadzili Zieloną Górę do zwycięstwa, i to w pięknym stylu. Z ciekawostek należy wymienić start w barwach bydgoskiej Polonii późniejszego "Terminatora" Tony Rickardssona (w inauguracyjnym starcie wywalczył 4 pkt) oraz występy dwóch synów sławnych ojców: Tony Briggsa oraz Jacoba Olsena (obaj w II lidze i bez sukcesów).

W 1992 r. (ciągle obowiązywał limit dwóch obcokrajowców w meczu) już wszyscy naszpikowali się obcymi gwiazdami jak wielkanocny placek rodzynkami. Stal Gorzów przedłużyła kontrakt z rewelacyjnym Kocso (wygrał nam mecze we Wrocławiu i Zielonej Górze, srebro w lidze to w dużej mierze jego zasługa) i zaangażowała Anglika Gary Havelocka. Ten niespodziewanie zdobył tytuł mistrza świata, a w trakcie meczu z Morawskim w Gorzowie został przyjęty jak prawdziwy król, objeżdżając tor siedząc na tronie, który w końcu dostał w prezencie. Stal przegrała walkę o złoto z bydgoską Polonią, która wygrała decydujący mecz w Zielonej Górze, a ja do dzisiaj nie wierzę, że grała tam fair (mieli w składzie Sama Ermolenkę, Ricka Millera, Romana Matouska oraz Andy Smitha). W II lidze sensacją był start w barwach Rybnika mistrza świata Jana Ove Pedersena i Billy'ego Hamilla. Pedersen pojechał tylko dwa razy i po ciężkim wypadku zakończył karierę.

W 1993 r. ograniczono start obcokrajowców do jednego w meczu. U nas Kocso "wykręcił" rewelacyjną średnią biegową - 2,51 pkt - a niezbyt sprawdził się Czech Bohumil Brhel. W II lidze średnią za sezon - 3,00 pkt (max) - osiągnął w Gdańsku Marvyn Cox, i tak dalej, i tak dalej...

Aż doszło do tego, że w polskich ligach jeździ kto chce, a raczej - kogo chcą działacze. Bez ograniczeń i bez trzymanki. Dla Polaków miejsca jest coraz mniej, a w wielu klubach - szczególnie bolesne, że również w gorzowskiej Stali - pozbyto się miejscowych zawodników. Jeśli nie powrócimy do polskich i gorzowskich korzeni, będzie to początek końca zainteresowania żużlem. No chyba że do Gorzowa przyjadą zespoły z naszymi w składach.

znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali Gorzów