Jacek Dreczka: Kompletna Stal

Kontynuując bardzo istotny problem, który na łamach "Gazety" we środę odpowiednio poruszył Cezary Konarski. Słusznie zauważył, że sypią się szwedzkie kluby (ostatnio Masarna Avesta, wcześniej Hammarby Sztokholm), a przecież liga w Szwecji skupia ciągle tych samych żużlowców co Polska. Czyżby zatem czekał nas podobny los?
Przyjrzałbym się jeszcze sprawie na Wyspach. Tam tak dramatycznie nie jest (choć różowo też nie). W Wielkiej Brytanii najlepsi jednak nie jeżdżą. W minionym sezonie daremnie szukać było tam Pedersena, Golloba, Hancocka czy Holty. Mało tego, z końcem sezonu, uznawany za najlepszego zawodnika British Elite League Jason Crump, postanowił zrezygnować z Anglii na rzecz ligi rosyjskiej. Jak na dłoni widać, że Brytyjczycy nie mają ani chęci (możliwości raczej też), żeby płacić pieniądze z księżyca najlepszym obcokrajowcom. A i tamtejsza młodzież pewnie na tym skorzysta. Emocje, a bardziej pieniądze przenoszą się teraz na Wschód.

Pytanie, czy czeka nas los Wyspiarzy, czy Szwedów? Teoretycznie mamy ośmiu prezesów klubów ekstraligowych. Siadają do stołu, rozmawiają i mówią na przykład, że Andersen (podobno faktycznie tak jest) jeździ od klubu do klubu i podjudza coraz większe pieniądze za swój podpis. "Prezesy" więc artykułują: Andersenowi mówimy nie! Sezon odpocznie, to się nauczy. Praktycznie jednak to niemożliwe. Taki Gdańsk położy potężne pieniądze za "bajkopisarza", bo jaką mają alternatywę?

Absurdu sięgnęła niedawna wypowiedź Sebastiana Ułamka, który na jednym z wiodących portali traktujących o żużlu powiedział, że nie wyklucza startów w Ostrowie z którym, jak się okazuje w ogóle nie rozmawiał. Pełniący ciągle obowiązki prezesa KMO Janusz Stefański natychmiast zaprzeczył słowom Ułamka, który posłużył się klubem z Ostrowa by więcej wyciągnąć z Gdańska. Mamy więc wesołe miasteczko, w którym karuzele kręcą się w coraz szybszym tempie.

Współczesna maksyma poruszania się po transferowym rynku jest prosta: kto pierwszy ten lepszy, czyli rozmowy (nie)kontrolowane. W poprzednim roku awansując do ekstraligi jako pierwszy klub w Polsce udało się włodarzom Stali skonstruować skład. Popatrzmy teraz dokładnie co dzieje się w Gdańsku i Bydgoszczy? W pocie czoła pracują nad papierami, by w ogóle otrzymać licencję na start w rozgrywkach. Jakich zawodników zakontraktują, kiedy najlepsi dawno już wynegocjowali zadowalające warunki z innymi?

Absolutnie inne tempo pracy w biurach ekstraligowych klubów to dopiero początek zetknięcia z najwyższą klasą rozgrywek. Żeby w ogóle myśleć o sukcesie trzeba mieć po prostu chłopaków gwarantujących wynik, a najlepsi lubią "płacodawców" na czas regulujących należności, mających w środowisku opinię solidnych. Ciekawy jestem, czy któryś z prezesów obu beniaminków myśli teraz o tym, jak tu zbudować skład na wychowankach, którzy ledwo na I ligę starczali?

Wzorem chociażby roku ubiegłego możemy już powiedzieć, że gorzowska drużyna jest niemal skompletowana. Wiadomym jest, że kontrakty z zawodnikami jeżdżącymi dotychczas w innych zespołach podpisać możemy dopiero z początkiem grudnia, choć spekulacji nie brakuje. Darek Ostafiński z Przeglądu Sportowego napisał swego czasu, że Nicki Pedersen będzie jeździł w Gorzowie. Kto w to uwierzył musiał się nie wyspać, bo oprócz limitu startów trzech zawodników z Grand Prix, Pedersen żąda potężnych pieniędzy.

Na początku grudnia odkryjemy trzy nowe maski. Twarze pod nimi przyczajone wzmocnią szeregi Caelum Stali Gorzów. Nie zabraknie niespodzianek.

*Jacek Dreczka - jest rzecznikiem Stali Gorzów oraz prowadzi spikerkę na stadionach w Gorzowie i Poznaniu