Sport.pl

Jacek Dreczka: Duma, pamięć i żenada

Zacznę od bardzo radosnej nowiny. W sobotę (25 października) odebrałem telefon i usłyszałem słowa: rozmawiasz z dwukrotnym mistrzem Polski. Dzwonił mój przyjaciel Łukasz Błaszkowski, który w czeskim Brnie sięgnął po drugi w karierze tytuł.
Wcześniej, w 2006 roku objechał rywali w KIA Picanto Cup, teraz jest mistrzem pucharu Cee`d Lotos Cup. Oba cykle wyścigów w randze mistrzostw Polski.

W zeszłym roku po makabrycznym wypadku Łukasz poniósł olbrzymi wysiłek, żeby wrócić do ścigania i teraz z satysfakcją spogląda w oczy tym, którzy mówili, że się skończył. Oczywiście po raz kolejny okazało się, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą. Łukasz, chylę czoło!

Sport w Gorzowie. Polecamy: Łukasz Błaszkowski: Mistrz kierownicy na kredycie



Początek listopada to, jak co roku, wyprawa na cmentarze, znicze, kwiaty i wspomnienie zmarłych. Betonowe czasy PRL-u minęły bezpowrotnie (choć w mniej wyedukowanych mediach słyszę i czytam termin "święto zmarłych"). Uroczystość Wszystkich Świętych oraz Zaduszki to również okazja do wspomnienia i modlitwy za tych, którzy wykreowali sport żużlowy w naszej świadomości. Blisko czterdziestu polskich żużlowców zginęło na torach (m.in. Pawlak, Zarzecki, Kowszewicz, Spławski, Kuźniar, Idzikowski, Nazimek czy Wolak). Na cmentarzu komunalnym w Gorzowie zapewne dużo zniczy zapłonie na grobie Edwarda Jancarza, ale pamiętajmy również o Bronisławie Rogalu, Edmundzie Migosiu, Piotrze Pilarczyku, Renacie Krywuć i wszelkich zmarłych osobach z naszym żużlem związanych. Nie będę wymieniał wszystkich, którzy odeszli. Zawdzięczamy im, szczególnie w Gorzowie, bardzo bogatą historię. Cześć ich pamięci.

Przed tygodniem pan Kawicki trochę się zagalopował. Nie będę opowiadał o szczegółach mojej rezygnacji z funkcji rzecznika GKSŻ-u, ponieważ ciężko jest uskuteczniać dyskusję z kimś nie mającym zupełnie wiedzy o mechanizmach i możliwościach funkcjonowania w centrali. Napiszę tylko, że wymagająca wielu wyrzeczeń społeczna praca niemożliwa jest do połączenia z dziennymi studiami i obowiązkami w gorzowskiej Stali. Zresztą podając rękę Piotrowi Szymańskiemu zadeklarowałem dalszą pomoc w miarę mojej dyspozycyjności.

Zachęcam też do uważnego czytania, bo nie mam zastrzeżeń do umiejętności mówienia do mikrofonu przez pana Kamila, ale przydałby się na stadionie w Zielonej Górze po prostu męski głos. Człowiek stojący na wieżyczce w sektorze Falubaz Net F@nsów mógłby z powodzeniem robić licencję i prowadzić zawody. A z całym szacunkiem, doceniając serce włożone w pracę rzecznika prasowego ZKŻ-u (co nieźle panu Kawickiemu wychodzi), taka barwa głosu większą radość sprawiałaby w sklepie z perfumami dla pań po sześćdziesiątce.

Przy goleniu przypomniał mi się dowcip. Rodzinka wracała z wesela. Tata, choć trochę sobie łyknął, usiadł za kierownicę i prowadził auto. Pech chciał, że zatrzymała ich lotna (policja drogowa). Funkcjonariusze nakazali kierowcy dmuchnąć w balonik i wynik wskazywał na spożycie. Gościu na to: Panie władzo! Ten alkomat jest zepsuty. Zobaczycie jak zbadacie mojego dwuletniego syna. Młody człowiek dmuchnął i wynik okazał się identyczny. Policjanci puścili więc weselników do domu. Tata ruszył i mówi do żony: a widzisz, mówiłem ci, że setka dzieciakowi nie zaszkodzi. Może więc spróbować "po męsku"?

*Jacek Dreczka - jest rzecznikiem Stali Gorzów oraz prowadzi spikerkę na stadionach w Gorzowie i Poznaniu

Żużel w Gorzowie. Polecamy: Jerzy Synowiec: Marny ten Złoty Kask