Sport.pl

Jerzy Synowiec: Marny ten Złoty Kask

Przebieg zamykającego żużlowy sezon turnieju o Złoty Kask nakazuje skomentować tą zacną i poważaną niegdyś imprezę, która ostatnio zeszła zupełnie na psy.

< Polecamy: Złoty kask prestiżowy? Ciekawe dla kogo



Otóż rozgrywki o Złoty Kask wprowadzono w sezonie 1961, a miały na celu wyłonienie najlepszego zawodnika w całym sezonie. Finał mistrzostw Polski wyłaniał mistrza, czasem niespodziewanego, a Złoty Kask miał wyłaniać zawodnika najbardziej wszechstronnego, bo nie był to jeden turniej, a co najmniej kilka. Często tyle, ile zespołów brało udział w rozgrywkach pierwszej ligi (obecnej ekstraligi). Zawody od początku cieszyły się ogromnymi powodzeniem. Z reguły była to najważniejsza impreza sezonu. Z uwagi na to, że zwycięzcą zostawał ten, który zebrał największą ilość punktów w 7 - 9 turniejach (czasem było ich mniej, ale zawsze kilka), a w cyklu brali udział najlepsi (to było wyróżnienie i okazja do pokazania się na wszystkich liczących się torach w Polsce).

Pierwszy Złoty Kask założył najlepszy ówczesny żużlowiec Florian Kapała z rzeszowskiej Stali, który w następnym sezonie miał prawo jeździć w nim w każdych zawodach, co było niebywałym wyróżnieniem (nagrodą był wcale nie wirtualny żużlowy kask w kolorze złotym). W następnym sezonie wygrały znany gorzowianom Marian Kaiser, a rok później rybnicka gwiazda Joachim Maj. W 1966 r. w Złotym Kasku paradował gorzowianin Andrzej Pogorzelski. On nigdy nie został mistrzem Polski, ale przez kilka lat był najrówniej jeżdżącym zawodnikiem - stąd jego zwycięstwo nikogo nie zdziwiło. W 1969 r. triumfował nasz Edward Jancarz (Pogorzelski był drugi), który powtórzył sukces w 1972 r. Potem nadeszła era Zenona Plecha, który Złote Kaski zaczął kolekcjonować w 1973 r. Jancarz odgryzł mu się w 1975 r., a rok później do walki i to skutecznej włączył się "Polewaczkowy" Marek Cieślak. W 1977 r. wygrał kolejny już gorzowianin - Jerzy Rembas. Lata osiemdziesiąte to dominacja zawodników z Leszna - Romana Jankowskiego, Jana Krzystyniaka i Zenona Kasprzaka. I wreszcie rok 1988. Wygrał Piotr Świst, ale zwycięstwo odniósł w niecodziennych okolicznościach. Po czterech turniejach miał tyle samo punktów co Krzystyniak i trzeba było rozegrać bieg barażowy. W biegu tym Krzystyniak przewrócił naszego Piotrka, ale tym samym dał mu również zwycięstwo. Od 1993 r. rozgrywano tylko jeden turniej, a zwycięzcami zostawali na zmianę Tomasz i Jacek Gollobowie.

Zawody zaczęły systematycznie tracić na znaczeniu. Doszło do tego, że zawodnicy zaczęli turnieju unikać, no i stało się - w tym roku wygrał Damian Baliński przed Jarosławem Hampelem i Adrianem Miedzińskim, ale połowę stawki wypełniły chwycone w łapance różne niedojdy, typu Roman Poważny, Norbert Kościuch, Rafał Trojanowski, czy Jacek Rempała. Oglądała to garść widzów, których bez trudu można było policzyć na palcach. I to właściwie już koniec Złotego Kasku. Chyba, że władze polskiego żużla przywrócą blask tej legendarnej imprezie. Pierwszy krok został uczyniony. Zwycięzcy zostaną nominowani do eliminacji cyklu Grand Prix. Ale to mało, dużo za mało. Muszą być znaczące premie finansowe i inne zachęty. Bez tego impreza się nie podniesie i w przyszłości umrze śmiercią naturalną, tak jak umierają zawody parowe, Kryterium Asów w Bydgoszczy i Klubowy Puchar Europy.

*Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali Gorzów

Felietony Jerzego Synowca. Polecamy: Żużlowe hity i kity 2008