Sport.pl

Ze szczęściem w parze, GKP musiał to wygrać!

Ostatni mecz rundy jesiennej bardzo udany dla gorzowskiego pierwszoligowca.

Piłka nożna w Gorzowie. Polecamy: Czesław Jakołcewicz i tak zagrożony



Gdy w czwartek rozmawialiśmy z dyrektorem GKP Tadeuszem Babijem o losie trenera Czesława Jakołcewicza, szef klubu był w drodze do kościoła. Dziś możemy ogłosić - ta modlitwa przyniosła efekt. Gorzowscy piłkarze zagrali dobry mecz. Ale z Lublina wywieźli punkty także dzięki pomocy z niebios.

Czy był to ostatni mecz Czesława Jakołcewicza? O tym, czy trener zostanie na ławce, czy gorzowian w dwóch meczach rundy wiosennej (w listopadzie) poprowadzi może już nowy człowiek, zarząd GKP ma zadecydować w poniedziałek. Jakołcewiczowi do wypełnienia założonego planu - 15 pkt do końca jesieni - zabrakło tylko jednego "oczka". 14 punktów na 15 to zawsze lepiej niż 11 na 15. Jeśli władze gorzowskiego klubu wcześniej podjęły już jakieś decyzje personalne to teraz na pewno będą miały twardy orzech dla zgryzienia. - Nie graliśmy dla trenera. Zagraliśmy dla całego klubu. Aby dno znów zamienić na środek tabeli - przyznał po meczu najlepszy strzelec GKP, w Lublinie bez gola, Emil Drozdowicz. Sam trener po pojedynku z Motorem zaszył się w autokarze i z dziennikarzami nie chciał rozmawiać.

Jak zagrać, aby wygrać mecz na zapleczu ekstraklasy? Po pierwsze - coś ustrzelić. Po drugie, ale w przypadku tej ligi pewnie nawet i najważniejsze - skutecznie się bronić, zagrać konsekwentnie i spokojnie w defensywie, nie popełnić błędu. Po trzecie - trzeba mieć szczęście. Ekipa GKP w sobotę w Lublinie spełniła wszystkie te warunki i dlatego przywiozła z dalekiej podróży komplet punktów. Bardzo ważny komplet, pierwszy w sezonie zdobyty na wyjeździe! W momencie do tego idealnym, po serii przykrych niepowodzeń. Radość po wyjazdowym zwycięstwie jest tym większa, bo gorzowianie jechali do Lublina przede wszystkim uniknąć klęski. Marzenia piłkarzy i trenera GKP - po czterech meczach bez punktu i bez gola - nie były wygórowane.

W Lublinie nasza ekipa (wobec kłopotów zdrowotnych, w pierwszej jedenastce oglądaliśmy aż siedmiu piłkarzy, którzy wywalczyli awans z III ligi) była nieznacznie lepsza od Motoru. Gorzowianie korzystniej prezentowali się do przerwy. Ale nawet w drugiej połowie, gdy trochę oddaliśmy gospodarzom pola, oglądaliśmy zespół walczący, ale przede wszystkim konsekwentny w realizowaniu taktyki, ułożony w defensywie. - Praktycznie nie robiliśmy błędów w tym spotkaniu. A ostatnio właśnie przez pomyłki w obronie traciliśmy głupie bramki i uciekały nam ważne punkty. Teraz było inaczej. Ależ takie zwycięstwo było nam potrzebne! - cieszył się obrońca GKP Robert Gaca, który rozegrał na środku obrony bardzo dobre spotkanie i zrehabilitował się za bezmyślne zagranie i czerwoną kartkę w meczu z Wartą Poznań.

Obrona jest ważna, ale nie byłoby zwycięstwa, gdyby nie bramki. Gorzowskim piłkarzom udało się strzelić gola po 400 minutach posuchy! Tyle właśnie czasu minęło od ostatniej bramki dla GKP, którą w pojedynku z GKS Katowice zdobył Emil Drozdowicz. W Lublinie w 35. min do siatki Motoru trafił kapitan Maciej Malinowski. Na wysokości 20 metra po prawej stronie walczył Drozdowicz, obrońca gospodarzy nabił mu piłkę na nogę tak niefortunnie, że ta trafiła do Malinowskiego. Niepilnowany "Malina" popędził na bramkę Przemysława Mierzwy, ile tylko miał sił w nogach. Strzelił po długim rogu, zupełnie nie do obrony, futbolówka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do bramki rywali. Drugi gol padł po szybkim rozegraniu rzutu rożnego, już w doliczonym czasie gry. Głową wpakował piłkę do siatki Piotr Ruszkul.

Zanim gorzowianie zdobyli drugą bramkę i potwierdzili kompletną zdobycz, sami mogli stracić cenny wynik. Piłkarze z Lublina atakowali groźnie, mieli swoje szanse. Ale naszej bramki strzegł Dariusz Brzostowski. Był pewnym punktem, ale miał też niesamowite szczęście. - Fart? To jest potrzebne, tak samo jak dobra forma - przyznał wreszcie uśmiechnięty "Brzoza". W 7. min oko w oko z naszym golkiperem stanął Łukasz Misztal. Przegrał ten pojedynek. Apogeum szczęścia pod gorzowską bramką mieliśmy w 60. min. Oblężenie Motoru trwało w najlepsze. Po ostrym dośrodkowaniu Brzostowski minął się z piłką. Znalazł się w samym środku wielkiego kotła w swoim królestwie... stojąc twarzą do bramki. I strzał głową Michała Maciejewskiego zatrzymał plecami! Na 15 min przed końcem meczu piłkę z linii bramkowej wybił jeszcze Krzysztof Michalski. Szczęście w Lublinie było z nami...



MOTOR LUBLIN - GKP GORZÓW 0:2 (0:1)

BRAMKI: Malinowski (35.), Ruszkul (90.)

Motor: Mierzwa - Syroka, Maciejewski, Ptaszyński, Misztal Ż , Lipecki (63. min Wawrzyńczok), Żmuda, Maziarz (74. min Drej), Oziemczuk, Popławski, Kamiński (36. min Pacholarz).

GKP: Brzostowski - Michalski, Gaca, Więckowski, Ziemniak Ż - Ruminkiewicz Ż , Maliszewski, Sawala, Szałas (82. min Milkowski) - Malinowski (58. min Ruszkul Ż ), Drozdowicz (90. min Kozioła).



WYNIKI 17. KOLEJKI:

Motor Lublin - GKP Gorzów 0:2, Tur Turek - Kmita Zabierzów 1:1, Znicz Pruszków - Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:1, Wisła Płock - Stal Stalowa Wola 2:2, Odra Opole - Widzew Łódź 0:1, Korona Kielce - Dolcan Ząbki 1:0, Warta Poznań - Górnik Łęczna 1:2, Zagłębie Lubin - Flota Świnoujście 0:1. Spotkanie GKS Katowice - GKS Jastrzębie zostało zakończone w 51. min, przy wyniku 1:0 dla gospodarzy. Sędzia główny został uderzony serpentyną i stracił na chwilę przytomność.



I LIGA PIŁKARSKA



1. Zagłębie Lubin173440:18
2. Widzew Łódź163424:10
3. Korona Kielce163226:15
4. Flota Świnoujście173125:19
5. Podbeskidzie Bielsko-Biała173022:14
6. Znicz Pruszków172923:14
7. Górnik Łęczna172723:22
8. Wisła Płock172324:24
9. Tur Turek172016:21
10. Kmita Zabierzów17198:9
11. GKS Jastrzębie161917:27
12. GKP Gorzów171814:28
13. Stal Stalowa Wola171819:22
14. Odra Opole171814:21
15. Motor Lublin171710:16
16. Dolcan Ząbki171712:20
17. Warta Poznań171619:30
18. GKS Katowice161418:24


Pierwsza i druga drużyna awansuje bezpośrednio do ekstraklasy, trzecia zagra o awans w barażach. Cztery ostatnie zespoły spadną do II ligi, a piąta i szósta ekipa od końca wystąpi w barażach o utrzymanie.