Jacek Dreczka: Złośliwość rzeczy żywych

Już pół roku temu w Tygodniku Żużlowym powiedziałem, że mistrzem Polski zostanie Apator, to znaczy Unibax. Kiedy Caelum Stal Gorzów kończyła udział w tegorocznych rozgrywkach napisałem z kolei, że nikt nie będzie w stanie ?wpierniczyć? piernikom, bo widać było, że jadą zawsze i wszędzie. Właściwie bardziej na wyjazdach niż u siebie.
A, że czwarty w historii tytuł Drużynowych Mistrzów Polski należał im się jak nikomu niech świadczy fakt, że najlepszymi zawodnikami dwumeczu z Lesznem okazali się Jaguś i Holder (obaj średnie biegopunktowe 2,36). To jest właśnie przykład prawdziwej drużyny, gdzie spośród siedmiu zawodników w składzie każdy może "wyciągnąć" wynik zespołu.

Finałowy rewanż w Toruniu okazał się nudnym widowiskiem jeżeli chodzi o ilość mijanek i walkę na torze. Emocje budziła zaś dramaturgia i wynik trzymający od początku w niepewności. Oglądając transmisję tego pojedynku w TV wsłuchałem się w słowa komentatorów. Znany z prób poszukiwań swojego stylu red. Darżynkiewicz (wcześniej przy okazji meczów Stali powtarzał z uporem "Tomas" Gollob) wraz z Krzyśkiem Cegielskim zaczęli używać określeń "lesznianie" zamiast leszczynianie, albo drużyna "leszeńska" zamiast leszczyńska. Relację śledziłem razem z kolegami z Leszna, którzy nie kryli oburzenia. Otóż, jak to się w naszym ojczystym języku często zdarza, ilu językowców, tyle różnych wersji. Dawniej miasto nazywało się Leszcznem stąd te odmiany. Z nazwiskami jest nieco inaczej, ale podobna sytuacja miała miejsce niedawno w Poznaniu, gdzie problem pojawił się przy odmianie nazwiska zawodnika nazywającego się Daniel Pytel. Zawsze mówiłem Pytela, a tu sam zainteresowany mówi, że Pytla. Jeszcze do tego wrócę.

Kilka godzin przed supremacją torunian poznaliśmy kolejnego beniaminka przyszłorocznych rozgrywek w ekstralidze. Po raz drugi w historii współczesnego żużla drużyna z pierwszej ligi wygrała dwumecz barażowy i awansowała "półkę" wyżej. Wcześniej, w 2003 roku Unia Tarnów pokonała Lotos Gdańsk. Teraz ekipa z grodu Neptuna zwyciężyła "Marne" Folie Rzeszów. Szkoda, że w przyszłym sezonie nie zobaczymy w rozgrywkach CenterNet Speedway Ekstraligi żadnej drużyny z Galicji. Fakt, że to drugi koniec Polski, ale dzięki temu kibice drużyn ekstraligowych mogli zrobić sobie kilkudniowe tournee po naszym kraju. "Nygusy", czyli gorzowscy fani z pewnością wiedzą co mam na myśli. Przyznać jednak trzeba, że zarówno Tarnów jak i Rzeszów na utrzymanie po prostu nie zasłużyły. Jaskółki długo na powrót do elity czekać nie zamierzają i jak ćwierkają, szykują mocną ekipę na przyszły rok. Poza Kołodziejem ma tam jeździć Jesper Monberg (w pierwszej lidze potrafi) i blisko jest podobno Harris. Petera Ljunga też pewnie nie przekreślili.

Wracając do ostatniej eliminacji Grand Prix w Gelsenkirchen- Bydgoszczy. Było odwrotnie niż 13 września na torze Polonii. Wtedy Tomek od początku wygrywał bieg za biegiem i chwila słabości przypadła na koniec w najmniej odpowiednim momencie. Teraz zaczęło się od defektu, czy też nieukończenia biegu, po czym nastąpiło siedem zwycięstw pod rząd z wygranym wyścigiem "Super Prix" (120 tysięcy dolarów premii). Mamy trzeci medal w Indywidualnych Mistrzostwach Świata. Oczywiście, że inna radość towarzyszy brązowemu medalowi Golloba niż Edwarda Jancarza z 1968 roku, kiedy w debiucie na Ullevi pokonał w barażu Gienadija Kurylenko, czy brąz Zenona Plecha z Chorzowa (1973 r.). Dzisiaj jednak spośród Polaków tylko Gollob jest w stanie sięgnąć po medal IMŚ i zrobił to dla siebie, dla Gorzowa i dla Polski!

Głos wydała ostatnio czarna owca gorzowskiego żużla. Kolejne płody jego pióra są zadziwiającą kopalnią kompleksów. Papier jest jednak cierpliwy i następne paszkwile przyjmie ze spokojem. Plujący jadem przyznał mi ostatnio super nagrodę swojej kulawej wyobraźni. Wiele osób odradza mi polemikę z panem owcą i faktycznie sądząc po uśmiechniętej twarzy naszego "znafcy" nie jest to moja kategoria wagowa. W drodze rewanżu za słoik wazeliny ofiaruję moje szczere politowanie. Zachęcałem do merytorycznej dyskusji o żużlu, a miast tego czytamy o słoikach wazeliny. Panie "homo felietonicus" nie pójdę za ciosem. Ktoś musi być mądrzejszy i jak widać nie zawsze musi być to ten starszy. Płytka ta złośliwość, a ludzie czytają.

*Jacek Dreczka - jest rzecznikiem Stali Gorzów oraz prowadzi spikerkę na stadionach w Gorzowie i Poznaniu